Poseł Koalicji Obywatelskiej Artur Łącki został zapytany przez Łukasza Jankowskiego w Radio Wnet o doniesienia Onetu w sprawie prosektorium w Szpitalu Południowym, które odbiły się głośnym echem w niemal wszystkich mediach. Jak przyznał, o prosektorium nie słyszał. – Wczoraj oglądałem mecze – wytłumaczył.
Dawid Kacprzyk. Łącki: Szanuję tego typu ludzi
Polityk powiedział natomiast więcej w sprawie afery szpitalnej, której głównym anty-bohaterem jest 28-letni lekarz milioner, były radny KO i były lider młodzieżówki tej partii Dawid Kacprzyk, który dostawał gigantyczne pieniądze za pracę m.in. w Szpitalu Południowym i szpitalu na Bródnie w Warszawie. Jak jednak ustaliły media, wystąpiły poważne nieprawidłowości co do obecności lekarza na dyżurach. Szpital Południowy poinformował, że Kacprzyk w 2025 roku wypracował łącznie 3 976 godzin, co daje 331 godzin miesięcznie i średnio 11 godzin dziennie, wliczając weekendy i święta. Do tego był jeszcze zatrudniony w trzech innych placówkach. Kacprzyk zwrócił szpitalom część pieniędzy. Bardzo mocne zarzuty wysunął wobec niego dr Emil Jędrzejewski. Sprawą zajmuje się prokuratura.
Jankowski zapytał, czy fakt, że Kacprzyk był szefem młodzieżówki KO pomagał mu w karierze. Czy miało to wpływ, że tak sobie dziarsko radził w służbie zdrowia w Warszawie? – chciał wiedzieć.
– Nie wiem, czy w Warszawie miało to wpływ, ale ja szanuję tego typu ludzi, którzy oprócz tego, że pracują zawodowo to udzielają się społecznie. To tacy ludzie pchają Polskę do przodu – powiedział. – Nie ci, którzy idą do pracy na osiem godzin, a później się zamykają w swoich czterech ścianach rodziny szerszej, czy mniejszej – pouczył. – Ci, którzy idą pracować politycznie, społecznie i robią to, co ja robiłem jak byłem młodszy – dodał.
Polityk KO: Nie wierzę Onetowi
W dyskusji pojawił się również wątek omijania kolejki przez polityków. Łącki odniósł się do sprawy senatora Lenza, który próbował wykorzystać wpływy, by pomóc swojemu wnukowi. Poseł KO potępił takie zachowania. Podkreślił też, że cała sprawa musi zostać wyjaśniona przez prokuraturę od początku do końca, choć on nie wierzy Patrykowi Słowikowi i Onetowi. – Prokuratura powinna informować społeczeństwo, jakie dochodzenia prowadzi w tej sprawie. Tę sprawę trzeba wyczyścić na forum publicznym, ludzie muszą być spokojni – powiedział parlamentarzysta.
Jak dodał, system służby zdrowia trzeba w Polsce zmienić, ale potrzeba na to czasu. Jak ocenił, PiS przez osiem lat psuł system, a teraz KO nie da rady tego naprawić "w jeden rok".
Prywatne leczenie. "Mnie stać"
W pewnym momencie poseł zaskoczył prowadzącego i słuchaczy. Powiedział, że sam nie wie, co by zrobił, gdyby znalazł się w sytuacji senatora Lenza, gdyby szedł do szpitala ze swoim wnukiem i nie wiedział, co mu się dzieje. – Czy nie próbowałbym zrobić tego bardzo szybko, czyli w domyśle poza kolejnością – przyznał. Dodał, że na szczęście pewnie nigdy nie będzie tego musiał robić, bo ma ubezpieczenie w szpitalu prywatnym.
– Skoro mnie stać, to nie będę obciążał publicznej służby zdrowia, jeśli nie muszę – zadeklarował poseł.
Najbogatszy parlamentarzysta KO wprost przyznał, że korzysta wyłącznie z placówek komercyjnych. Zapewnia, że płaci wysokie składki na prywatne ubezpieczenie i nie zamierza z tego powodu przepraszać
– Mam święty spokój, dlatego, że idę, płacę, mnie badają. Oczywiście kosztuje to dużo. Ale żeby było dla hejterów: mnie stać – podsumował polityk.
Czytaj też:
Kierwiński odcina się od aferzysty: To ja zablokowałem start Kacprzyka Czytaj też:
Minister zdrowia ujawniła 128 tys. zł dochodu. Okazuje się, że sprawę bada prokuratura Czytaj też:
Jak zacząć naprawę systemu ochrony zdrowia? Cztery propozycje Ruchu Narodowego
