Chodzi o 128 tys. zł brutto za doradztwo dla Województwa Podlaskiego.
Najpierw pytania, potem wymijające odpowiedzi
Sprawa zaczęła się od wywiadu dla Wirtualnej Polski. Dziennikarze zwrócili uwagę na jedną z pozycji w oświadczeniu majątkowym minister – 725 tys. zł brutto "innych osiągniętych dochodów". Problem polegał na tym, że w dokumencie nie wskazano źródła tych pieniędzy. Podczas rozmowy Sobierańska-Grenda była o to pytana kilkukrotnie, ale nie podała konkretów. – Wszystko jest jawne. Z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy. Biorę pełną odpowiedzialność za moje życie zawodowe – odpowiadała.
Dopiero po kolejnych pytaniach i narastającej presji ministerstwo zaprezentowało w mediach społecznościowych rozbicie tej kwoty.
128 tys. zł z Podlasia
Z ujawnionych danych wynika, że na 725 tys. zł składają się:
- 530 221,66 zł brutto ze Szpitali Pomorskich (w tym pensja, premia i odszkodowanie za zakaz konkurencji),
- 128 tys. zł brutto z umowy z Województwem Podlaskim,
- pozostała część z działalności naukowo-dydaktycznej.
To właśnie kontrakt z Podlasiem okazuje się najbardziej problematyczny. Umowę podpisano 23 grudnia 2024 roku. Sobierańska-Grenda miała otrzymywać 32 tys. zł brutto miesięcznie przez cztery miesiące, do 22 kwietnia 2025 roku. Łącznie: 128 tys. zł.
Przedmiotem zawartej z minister zdrowia umowy miało być przygotowanie długofalowej strategii funkcjonowania i konsolidacji pięciu podlaskich placówek medycznych:
- Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego,
- Szpitala Wojewódzkiego im. Śniadeckiego,
- Białostockiego Centrum Onkologii,
- szpitala psychiatrycznego w Choroszczy,
- Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy.
Po stronie samorządu dokument podpisali wicemarszałkowie Wiesława Burnos i Marek Malinowski.
Zlecenie nie zostało wykonane?
Pierwsze poważne zastrzeżenia dotyczące umowy pojawiły się w październiku 2025 roku. Radni PiS przeanalizowali dokumentację i uznali, że efekt pracy minister nie odpowiadał zapisom umowy. Były marszałek województwa Artur Kosicki mówił wprost, że przygotowano jedynie „wstępny projekt strategii”, a nie pełną strategię. – To zlecenie po prostu nie zostało wykonane w całości tak, jak zostało określone w przedmiocie umowy – przekonywał.
Według polityków PiS brakowało kluczowych dokumentów: harmonogramów zmian, projektów uchwał czy formalnych scenariuszy połączenia placówek. Pojawiły się też pytania o sposób rozliczenia. Kosicki zwracał uwagę, że za zaledwie osiem dni obowiązywania umowy, od 23 do 31 grudnia 2024 roku, wystawiono rachunek na 10 tys. zł.
Prokuratura weszła do gry
W październiku radni PiS złożyli zawiadomienie do prokuratury. Dwa miesiące później, 11 grudnia 2025 roku, Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe wszczęła śledztwo. Postępowanie dotyczy podejrzenia przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez zarząd województwa podlaskiego przy nadzorze i rozliczeniu tej umowy.
Śledczy badają okres od grudnia 2024 do kwietnia 2025 roku. Co ważne, śledztwo nie dotyczy wyłącznie urzędników. W zawiadomieniu wymieniono również samą Sobierańską-Grendę. Minister odrzuca zarzuty. Twierdzi, że projekt został wykonany "zgodnie z umową i z należytą starannością". Podobne stanowisko prezentuje marszałek województwa podlaskiego Łukasz Prokorym, który uważa, że cała sprawa ma charakter polityczny.
Czytaj też:
Minister zdrowia zarobiła ponad pół miliona w Szpitalach Pomorskich. Ujawnia szczegóły Czytaj też:
Minister zdrowia zarobiła ponad 700 tysięcy złotych. "Z uczciwie wykonywanej pracy"
