Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar potępił śmiertelne pobicie w Bytowie, którego sprawcami byli trzej Ukraińcy. Pozytywnie o geście pana ambasadora napisał były premier Leszek Miller. Zwrócił na niego uwagę szczególnie w kontekście milczenia mainstreamowych mediów i części polityków w tego typu sytuacjach – gdy sprawcami są obywatele Ukrainy, przy jednoczesnym kilkudniowym huku o agresywnym zachowaniu 54-letniego Polaka wobec Ukraińskich dziewczynek.
Miller: Dwa kodeksy moralnego wzmożenia
Zdaniem byłego szefa rządu w Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia. "Pierwszy działa błyskawicznie: syreny wyją, eksperci pędzą do studiów telewizyjnych, politycy publikują pełne patosu wpisy, a tzw. autorytety ogłaszają kolejną bitwę dobra ze złem. Drugi kodeks jest znacznie bardziej powściągliwy. Czasem potrzebuje kilku dni na reakcję, a czasem najwyraźniej zapada w głęboki sen. Wszystko zależy od tego, kto jest ofiarą i komu przypadła rola sprawcy".
Sprawca Polak – machina ruszyła natychmiast
Miller zauważa: "Gdy opinię publiczną obiegła informacja o agresywnym zachowaniu kierowcy autobusu wobec ukraińskich nastolatek, machina ruszyła natychmiast. Posypały się oskarżenia o ksenofobię, apele o solidarność i uroczyste deklaracje, że w cywilizowanym państwie nie ma miejsca na nienawiść. Internet rozgrzał się do czerwoności, a kolejni strażnicy cnót tłumaczyli społeczeństwu, jak należy reagować na zło".
Sprawcy Ukraińcy – ci sami ludzie nagle odkryli zalety powściągliwości
Zupełnie inaczej mainstream podszedł do wiadomości z Bytowa. "Kiedy kilka dni temu policja zatrzymała trzech obywateli Ukrainy podejrzanych o skatowanie 36-letniego mieszkańca Bytowa, który w wyniku obrażeń zmarł w szpitalu ci sami ludzie nagle odkryli zalety powściągliwości. Alarmujących debat zabrakło, emocjonalne komentarze gdzieś się ulotniły, a informacje z Bytowa rzadko przebijały się do przestrzeni publicznej. Ciszę przerwał właściwie tylko ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar, przepraszając za zachowanie swoich rodaków" – pisze Miller.
"Współczucie i oburzenie zależą od paszportu sprawcy"
"Okazało się, że współczucie i oburzenie zależą od paszportu sprawcy. Bo jeśli jedne tragedie uruchamiają medialną lawinę, a inne przechodzą niemal bez echa, to trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi wyłącznie o obronę elementarnych zasad. Zanim wolno się oburzyć, trzeba jeszcze sprawdzić, czy przypadkiem poprawność polityczna nie zostanie wprawiona w polityczny dyskomfort" – konstatuje polityk.
Czytaj też:
Konfederacja: Dlaczego, gdy dochodzi do przestępstw w drugą stronę, zapada cisza?
