Właściwie to, o czym będę mówił, napisał w znacznej mierze świętej pamięci Fryderyk Bastiat w słynnym eseju „Bilans handlowy” z 1845 roku. Problem polega na tym, że nikt tego poważnie nie traktuje, tylko wszyscy nadal wygadują głupoty, że celem produkcji jest eksport, że ten kraj jest lepszy, który ma korzystny bilans handlowy, jeżeli więcej wyeksportuje, niż zaimportuje.
Otóż jest to oczywisty nonsens. Jeżeli na przykład udałoby mi się sprzedać jednego dnia całe masło i całe mięso z Polski za granicę i w zamian dostać jakieś tam dolary, to mielibyśmy dolary, ale dolarów nie da się jeść.
Celem każdej gospodarki jest nie eksport, a import. Chodzi o to, żeby ludzie mieli jak najwięcej towarów do dyspozycji. W tym przypadku mięsa i masła, prawda, ale i całej kupy innych towarów. No i w wolnej wymianie zawsze tak jest, że sprzedaje się towary mniej potrzebne nam niż im, a kupuje się towary bardziej potrzebne nam niż im. Proszę się nie kłopotać. Spokojnie, rynek sam tę sprawę załatwia, jeśli tylko państwo się w to nie wtrąca.
