Radosław Wojtas: Jak to się stało, że autor ponad 100 książek o zamkach i arystokratycznych rezydencjach, który przez lata obracał się wśród prezesów, wielkich szych i właścicieli najpiękniejszych pałaców, nagle odnajduje życiowe spełnienie w… lokalnej bibliotece?
Marek Gaworski: Wszystko wzięło się z pewnego specyficznego przesytu, ale też z ogromnej, chyba wrodzonej potrzeby kontaktu z ludźmi. Po zakończeniu mojej kariery przedstawiciela handlowego, kiedy zająłem się już wyłącznie książkami, zacząłem spędzać czas w dość wąskim, hermetycznym gronie. Kiedy przez 30 lat pracujesz z ludźmi jako handlowiec, to mimo że w pewnym momencie masz ich serdecznie dosyć, wchodzi ci to w krew tak głęboko, że po jakimś czasie uświadamiasz sobie jedną rzecz: tych zwykłych ludzi zaczyna ci po prostu brakować.
Pomógł też zbieg okoliczności – czyli coś, co jest chyba na stałe wpisane w mój życiorys. Wyobraź sobie: pracuję tu jako gospodarz filii od września 2024 r. A rok wcześniej, w 2023 r., właśnie ta biblioteka w Sławięcicach przeszła gruntowny remont.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
