Papież Franciszek ogłosił wielki proces synodalny w 2021 r. Od samego początku fundamenty intelektualne tego przedsięwzięcia były nader wątłe. Przede wszystkim brakowało jasnego wyjaśnienia pojęć. Co to właściwie jest cała ta „synodalność”? Na to pytanie nie potrafili odpowiedzieć nawet najważniejsi kardynałowie w Watykanie. Doszło do tego, że pytani o treść idei synodalnej, mówili o jakichś banałach w stylu „chodzenia razem” czy „słuchania się nawzajem”. Ciekawy to pomysł: organizować kilkuletnie konsultacje w skali całego świata, żeby nauczyć się „wspólnej wędrówki”. Może to kościelny odpowiednik skautingu?
Wielki liberalny eksperyment
Za pontyfikatu Franciszka synodalność mogła funkcjonować w sytuacji formalnej niejednoznaczności, bo wtedy liczyło się tak naprawdę jedno: wola papieża. Nikt nie miał wątpliwości, że niezależnie od teologicznych wyjaśnień i rozbudowanych teorii tak naprawdę o kształcie projektu „Kościoła synodalnego” decyduje osobiście Jorge Mario Bergoglio – oraz ci, których postawił na czele całej procedury.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
