Tak zaś właśnie uczynił Piotr Woyciechowski w dużym tekście na portalu Do Rzeczy, w którym nawołuje pana prezydenta Nawrockiego, aby ten zawetował ustawę o wzmocnieniu sądowego nadzoru nad kontrolą operacyjną prowadzoną przez służby. Pan Woyciechowski nazywa tę ustawę „lex Kujawa” od nazwiska gen. Radosława Kujawy, sekretarza stanu w KPRM, zastępcy Tomasza Siemoniaka, ministra koordynatora ds. służb specjalnych, który ma być – według pana Woyciechowskiego, faktycznym jej autorem.
Czytając tekst Piotra Woyciechowskiego, zauważyć można kilka głównych cech jego argumentacji.
Po pierwsze – autorowi całkowicie znika z horyzontu zasadniczy problem, jakim jest niemal nieograniczona ingerencja służb specjalnych w prywatność obywateli, dla której jedyną barierą jest nadzór sądowy. Można odnieść wrażenie, że autor kompletnie nie dostrzega tego problemu.
Po drugie – ten problem znika panu Woyciechowskiemu z horyzontu, ponieważ ochrona prywatności jako wartość sama w sobie, jedna z kluczowych w relacjach obywateli z państwem, nie jest dla niego interesująca. Autorowi przede wszystkim zależy na torpedowaniu wszelkich pomysłów przedstawianych przez przeciwników PiS i jakiekolwiek propozycje widzi wyłącznie poprzez ten filtr: czy pochodzą od „naszych” czy też od „tamtych”. Nie chcę tu uderzać w osobę zamiast w argumenty, trudno jednak nie mieć wrażenia, że ma to związek z przebiegiem kariery autora tekstu, nieodmiennie powiązanej z obozem politycznym Prawa i Sprawiedliwości.
Po trzecie – jako argumenty autor tekstu przytacza pojedyncze sytuacje, które mogą ilustrować problemy systemowe, ale nie muszą – to przede wszystkim afera sędziego Szmyta. Spektakularna, ale jedyna taka. Z kolei „getto” dla „neosędziów” w Sądzie Okręgowym w Warszawie, którego opis zajmuje znaczną część tekstu, w ogóle nie jest powiązane z głównym tematem. To całkowicie odrębna kwestia.
