W pierwszej połowie tego roku toczyła się w kręgach katolickich w Polsce ożywiona dyskusja na temat dialogu chrześcijańsko-żydowskiego oraz sytuacji religijnej judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa. W powyższej dyskusji miałem swój udział, pisząc kilka tekstów. Pragnę wrócić do tematu, przede wszystkim do kwestii dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, aby wskazać kierunek naprawy tego, co jest słusznie nieakceptowane przez większość wiernych i duchowieństwa w Polsce. Obecny kształt dialogu stanowi poważne zagrożenie dla nauki i wiary chrześcijańskiej, co skłania mnie do poinformowania o tym organu Kościoła katolickiego w Polsce, jakim jest Konferencja Episkopatu Polski.
Niniejszy tekst piszę jako list otwarty, aby poszerzyć grono jego odbiorców. Kieruję go do Czcigodnych Księży Biskupów, ale również kapłanów i wiernych. List wysyłam na adres Sekretariatu KEP. Księża Biskupi mogą rozesłać tekst kapłanom swoich diecezji.
Tekst składa się z czterech części: I. Sprzeniewierzenie się nauczaniu Nostra aetate, II. Błędna metodologia, III. Błędna teologia, IV. Nowe otwarcie.
Na wstępie pragnę uściślić, że przez judaizm rozumiem w tekście tę część Żydów, która nie uwierzyła w Chrystusa, a co określa się jako judaizm rabiniczny – rzadziej talmudyczny, bo ten jest częścią pierwszego.
I. Sprzeniewierzenie się nauczaniu Nostra aetate
1. Zgodnie z deklaracją soborową Nostra aetate (W naszych czasach) pkt 4 (1965) kontakty chrześcijańsko-żydowskie powinny być ukierunkowane na pogłębienie wzajemnych relacji. Deklaracja tak określa ich główny cel: „[…] obecny święty Sobór pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i szanowanie, które można osiągnąć zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy”. Przez łaciński termin studia w tekście oryginalnym należy rozumieć proces zgłębiania tematu w duchu wiary, a niekoniecznie podejście czysto naukowe.
Sobór zachęca do obustronnego poznania się i szanowania. Ma się to dokonać w pierwszej kolejności przez zgłębianie Bożego objawienia zawartego na kartach Starego i Nowego Testamentu (studia biblijne) oraz przez wzajemne poznawanie wyznawanej wiary (studia teologiczne). Wzajemne zgłębianie tekstów Pisma św. i prawd wiary ma prowadzić do poznania się i szanowania, co znaczy, że ma być dzieleniem się przeżywaną wiarą („braterskie rozmowy”), a nie przekonywaniem do własnej wiary. To drugie wzbudza nieufność i nie sprzyja budowaniu szacunku.
Deklaracja soborowa stwierdza wyraźnie, że proces poznawania się i szanowania ma mieć charakter obustronny („obustronne poznanie się i szanowanie”). Strona katolicka ma zatem za zadanie zaprezentowanie stronie żydowskiej objawienia nowotestamentowego oraz przybliżenie prawd wiary chrześcijańskiej, aby zrealizować cel obustronnego poznania się. To samo ma uczynić strona żydowska, czyli przedstawić własne rozumienie Bożego objawienia (Tanach) oraz tradycję rabiniczną – w tym talmudyczną. Obustronne poznanie się ma prowadzić do wzajemnego szacunku. Budowanie szacunku nie ma się ograniczać tylko do przedstawicieli obu stron prowadzonych rozmów, ale ostatecznie powinno objąć wyznawców chrześcijaństwa i judaizmu.
W szczerej relacji występuje gotowość na pełne wysłuchanie drugiej strony. Otóż strona żydowska utrudnia taką możliwość. Nie życzy sobie mówienia o Chrystusie. Strona żydowska ma jednak możliwość mówienia o swojej wierze i jej zaprezentowania, z czego korzysta (rozumienie Bożego objawienia, rabiniczna interpretacja ksiąg świętych, żydowskie święta, praktyki religijne itp.). Taką samą możliwość powinna mieć strona chrześcijańska (katolicka). Spotyka się takie przypadki, ale nie jest to stan ani powszechny, ani stały. Z racji oporu ze strony żydowskiej nie porusza się tematu Nowego Testamentu, prawd wiary chrześcijańskiej, ale również świąt chrześcijańskich czy praktyk religijnych. Strona katolicka uległa naciskowi swego rozmówcy i realizuje jego agendę. Cel deklaracji soborowej nie jest realizowany: nie ma obustronnego (pełnego) poznawania się, a tym samym budowania wzajemnego szacunku. Odbywa się to ze szkodą dla strony chrześcijańskiej.
Wykluczenie z rozmów osoby Chrystusa i objawienia nowotestamentowego (ale też świąt chrześcijańskich czy praktyk religijnych) sprawia, że obustronne spotkania tracą charakter ‘chrześcijańsko-żydowski’. Nie ma podstaw do takiego ich określania. Bez Chrystusa nie ma chrześcijaństwa ani chrześcijańskiego charakteru relacji. Spotkania mają charakter żydowski. Wyznanie żydowskie jest w nich traktowane z pełnym poszanowaniem. Nieadekwatnym jest zatem określanie ich obecnej formuły jako ‘chrześcijańsko-żydowska’. Nie wystarcza do tego fakt, że w spotkaniach biorą udział przedstawiciele obu stron.
Strona katolicka w kontaktach z judaizmem – w Polsce, ale też w innych krajach – godząc się na niepodejmowanie tematu objawienia nowotestamentowego i prawd wiary chrześcijańskiej, nie wywiązuje się ze swojego zadania: „obustronne poznanie się i szanowanie zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy”. Nie wywiązuje się z podstawowego zalecenia deklaracji soborowej. Opór strony żydowskiej względem osoby Chrystusa nie tłumaczy tego stanu rzeczy, ale każe inaczej spojrzeć na obustronne kontakty.
2. W odpowiedzi na deklarację Nostra aetate nawiązano po Soborze Watykańskim II relacje z przedstawicielami judaizmu, a obustronne kontakty określono w wielu krajach mianem dialogu.
Według definicji ‘dialog’ jest rozmową przynajmniej dwustronną, w której strony dążą do osiągnięcia wspólnego punktu widzenia (na drodze przekonania albo kompromisu) lub przynajmniej do zbliżenia stanowisk. Dialog w przypadku stron, jakimi są chrześcijaństwo i judaizm, w wymiarze religijnym jest niemożliwy. Żadna ze stron nie jest gotowa na ustępstwa w wyznawanej wierze. Kiedy dialog staje się niemożliwy, według definicji mówimy o rozmowach. Deklaracja soborowa Nostra aetate zaleca rozmowy (colloquia). Termin ‘dialog’ nie pojawia się w niej ani razu. Deklaracja przewiduje, że dialog w relacjach z judaizmem nie jest właściwą formą. Tak jak dzisiaj rozumiemy dialog, nie tylko jest on niemożliwy na gruncie religijnym (teologicznym), ale jest też niewłaściwy. Zakłada on bowiem ustępstwa w celu zbliżenia stanowisk.
Deklaracja soborowa zaleca rozmowy, które dookreśla jako „braterskie rozmowy” (fraternis colloquiis), czyli szczerą, otwartą wymianę myśli, w której każda ze stron prezentuje drugiej swoją wiarę („obustronne poznanie się”). Skoro strona żydowska nie godzi się na mówienie o Chrystusie i tradycji chrześcijańskiej, cel deklaracji, tj. braterskie rozmowy (o przeżywanej wierze), nie jest realizowany. W tej sytuacji nie są to braterskie rozmowy, ale nie jest to też dialog z racji jednostronnego charakteru. Możemy mówić jedynie o kontaktach z przedstawicielami judaizmu, spotkaniach, jakiejś postaci rozmów. Należy ponownie i poprawnie nazwać wzajemne kontakty.
Wzajemne relacje w wielu krajach nazwano dialogiem. Tak też wygląda to w przypadku ciała działającego w strukturach Konferencji Episkopatu Polski (Komitet ds. Dialogu z Judaizmem). Powstała po Soborze Watykańskim II Komisja (pierwotnie Biuro) do kontaktów z judaizmem nigdy nie miała w swej nazwie słowa ‘dialog’. Od początku była mowa o relacjach, kontaktach religijnych z judaizmem (ds. Relacji Religijnych). Taka nazwa figuruje na oficjalnej stronie Komisji w ramach watykańskiej Dykasterii. Relacje religijne dotyczą przeżywanej wiary, co ma być przedmiotem braterskich rozmów, lecz nie dążą do zbliżenia teologicznego (doktrynalnego), co dopuszcza czy nawet zakłada dialog.
Określanie obustronnych relacji mianem dialogu pociąga ze sobą poważne zagrożenie. Jeżeli dialog dąży do zbliżenia stanowisk, a relacje chrześcijańsko-żydowskie mają wymiar religijny, znaczy to, że zbliżenie ma dokonać się na gruncie wyznawanej wiary, co stanowi zagrożenie dla wiary każdej ze stron. Stąd za Nostra aetate poprawniej i korzystniej jest nazywać model wzajemnych relacji braterskimi rozmowami (na temat przeżywanej wiary bez próby przekonywania drugiej strony), bo to nie wzbudza podejrzliwości, a tym samym nieufności, ale buduje zaufanie i szacunek.
Czasami słyszy się narzekanie, że dialog z judaizmem pomimo upływu kilku dziesięcioleci nie posunął się do przodu ani o krok. Skąd taki osąd? Bo przez dialog rozumie się zbliżenie stanowisk, co obecnie jest niemożliwe. Tymczasem nie ma to być dialog, ale braterskie rozmowy. A te przy szczerych intencjach obu stron będą czyniły postępy (obustronne poznawanie się i coraz większe szanowanie).
Tam, gdzie strona żydowska we wzajemnych relacjach nie godzi się na mówienie o Chrystusie, czyli o tym, co stanowi sedno chrześcijaństwa, nie traktuje ona prowadzonych rozmów z pełnym szacunkiem dla strony chrześcijańskiej. Prowadzone rozmowy nie są ani obustronne, ani braterskie, co zaleca deklaracja soborowa. Nie widać zatem zasadności ich kontynuowania w dotychczasowej postaci. Korzyść z nich odnosi tylko strona żydowska. Strona chrześcijańska (katolicka) nie czerpie korzyści, bo ponosi największą z możliwych strat w postaci przemilczania istoty własnej wiary, Chrystusa.
Należy zatem poprawnie określić kontakty z judaizmem. Obecnie nie są to braterskie rozmowy, jakie zaleca Sobór, ale nie ma to być też dialog. Należy je nazwać odpowiednio do ich obecnego charakteru i dążyć do wdrożenia ich właściwej postaci.
3. Deklaracja soborowa Nostra aetate nigdzie nie zachęca do zbliżenia stanowisk na gruncie teologii (debata teologiczna). Istotę różnicy między chrześcijaństwem a judaizmem stanowi osoba Chrystusa, co na obecnym etapie historii czyni takie zbliżenie niemożliwym. Stąd – jak zostało wcześniej powiedziane – deklaracja nie zaleca dialogu, z czym mogą wiązać się ustępstwa w celu zbliżenia stanowisk, ale braterskie rozmowy.
W pewnym zakresie podobnie uważa strona żydowska, która odrzuca wszelką debatę teologiczną. Różnica polega na tym, że według deklaracji soborowej rozmowy mają dotyczyć przeżywanej wiary – bez przekonywania drugiej strony do własnych poglądów. Według strony żydowskiej (oficjalne stanowisko) rozmowy mają mieć charakter świecki, tj. wymiar społeczno-humanitarny, czyli dotyczyć wspólnego działania na rzecz sprawiedliwości społecznej, walki z antysemityzmem, etyki i pokoju. Jednak strona żydowska korzysta z możliwości wyjaśnienia stronie chrześcijańskiej aspektów własnej wiary i tradycji religijnej (punkt 1). Tak wygląda to w obecnych relacjach. Mówienie o wyłącznie świeckim charakterze rozmów jest zabezpieczeniem się przed chęcią wprowadzenia do nich przez stronę chrześcijańską tematu Chrystusa.
Przy takim podejściu do sprawy przez stronę żydowską należy mieć świadomość tego, że jakiekolwiek zbliżenie teologiczne, czynione przez stronę chrześcijańską (głównie protestancką), będzie jednostronne i bezowocne, ale nade wszystko szkodliwe z punktu widzenia historii zbawienia, bo 1) utwierdzające Żydów w ich przekonaniach 2) kosztem wiary chrześcijańskiej (przemilczanie osoby Chrystusa). Szkoda jest podwójna. Stąd deklaracja soborowa nie zachęca nawet do minimalnego zbliżenia teologicznego. Jeżeli mówimy o jakimś zbliżeniu, to na poziomie personalnym („obustronne poznanie się i szanowanie”), a nie teologicznym.
Deklaracja Nostra aetate jest świadoma powyższego problemu i zagrożenia, i w swej dalekowzroczności i mądrości nie proponuje zbliżenia stanowisk na drodze dialogu, ale braterskie rozmowy, które mają obejmować przeżywaną przez każdą ze stron wiarę.
Widzimy jednak odwrotną tendencję. Strona żydowska nie chce otwartych, braterskich rozmów na temat wiary chrześcijańskiej, a strona chrześcijańska (protestancka, ale też coraz częściej katolicka) dąży do zbliżenia na gruncie teologii, czyli czyni pewne ustępstwa względem judaizmu (zob. poniżej w tym punkcie). Mamy tu z obu stron poważne rozminięcie się z zaleceniem Nostra aetate. Trudno oczekiwać od strony żydowskiej, żeby realizowała wytyczne deklaracji soborowej, ale strona katolicka powinna je realizować, a skoro tego nie czyni, podlega krytyce. Strona żydowska ma prawo stawiać warunki rozmów. Chodzi o to, aby strona chrześcijańska (katolicka) postępowała w tej sytuacji właściwie. Czynienie ustępstw teologicznych jest najgorszym rozwiązaniem.
Przykładem tego jest dokument działającej przy Stolicy Apostolskiej Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]” tłum. z ang. oryg.), który we wstępie stwierdza, że poczynione w nim refleksje mają służyć „[…] pogłębieniu myśli teologicznej, aby wzbogacić i zintensyfikować wymiar teologiczny dialogu żydowsko-katolickiego”. Po pierwsze, skoro ma to być dialog, a w tym dialogu poruszane mają być kwestie teologiczne, to jest to dążenie do zbliżenia stanowisk na gruncie wyznawanej wiary, co jest błędną i niebezpieczną propozycją rozmijającą się z linią deklaracji soborowej Nostra aetate. W rezultacie dokument czyni ustępstwa teologiczne względem judaizmu. Po drugie, obustronne relacje zostają określone w katolickim dokumencie jako „żydowsko-katolickie”, a nie katolicko-żydowskie. Znaczy to, że strona katolicka postrzega je najpierw z pozycji wyznania żydowskiego, co stanowi niesłuszne ustępstwo i błędne założenie. Punktem wyjścia i dojścia każdej prawdy zbawczej jest Chrystus, w którym wszystko ma początek jako Bogu i ku któremu zmierza. Chrystus jest zatem racją istnienia Starego Testamentu (dokument będzie omówiony oddzielnie z racji teologicznej wadliwości, punkt 7).
Czynione względem judaizmu ustępstwa ogniskują się wokół czterech głównych tez: 1) nie tylko Kościół stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu, ale również judaizm, co znaczy, że trwa on w wierze ojców Starego Testamentu pomimo nieprzyjęcia Chrystusa, 2) przymierze na Synaju nie zostało odwołane, czyli trwa nadal w przypadku Żydów, 3) Żydzi są nadal ludem (narodem?) wybranym, czyli ludem Bożym, korzystającym z przysługujących ludowi Bożemu przywilejów, 4) Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze lub naszymi ojcami w wierze, co znaczy, że trwają w tradycji ojców Starego Testamentu (patrz 1).
Tezy te (poglądy) sprzeciwiają się nauczaniu Nostra aetate: po pierwsze, bo wkraczają na obszar różnic teologicznych, starając się je „niwelować”; po drugie, bo są nieprawdziwe teologicznie. Wykroczono poza zalecenie Nostra aetate, że ma to być obustronne poznawanie się i szanowanie przez zgłębianie Bożego objawienia i wyznawanej wiary, a nie szukanie zbliżenia teologicznego. Mówiąc inaczej, mają to być rozmowy o przeżywanej wierze, a nie niwelowanie różnic teologicznych. Rozmowy o przeżywanej wierze ze strony chrześcijańskiej siłą rzeczy obejmują osobę Chrystusa, ale nie usiłują przekonywać do niej przedstawicieli judaizmu, bo to podważa wzajemne zaufanie i szacunek (nie oznacza to rezygnacji z misji ewangelizacyjnej Kościoła, ale chodzi o poprawne relacje w obustronnych kontaktach). Nie stosując się do zaleceń deklaracji soborowej, wkroczono na obszar różnic teologicznych i przyjęto wyżej wymienione nieprawdziwe tezy. Owe tezy mają podłoże ideologiczne, a nie teologiczne (punkt 6), dlatego także z tej racji powinny budzić zastrzeżenia.
Prowadzący rozmowy z judaizmem ze strony Kościoła katolickiego – którzy tak często powołują się na deklarację Nostra aetate i przypominają innym o potrzebie jej wdrożenia w życie – sami po raz kolejny naruszają jej nauczanie w kluczowym elemencie. Skupiają się na temacie walki z antysemityzmem, krzywach Żydów itp., a naruszają naukę i wiarę chrześcijańską, przemilczając Chrystusa i dążąc do zbliżenia teologicznego kosztem własnej wiary.
Podsumowanie punktów 1-3. W świetle deklaracji Nostra aetate strona katolicka odpowiedzialna za kontakty z judaizmem dopuszcza się następujących wykroczeń: 1) nie dopełnia obowiązku przybliżania stronie żydowskiej chrześcijańskiej wiary i tradycji religijnej, tj. pism Nowego Testamentu, prawd wiary, głównych świąt itd. (punkt 1), 2) przekracza własne uprawnienia i szuka zbliżenia na gruncie teologii (punkt 3) oraz 3) obustronne relacje są nazywane dialogiem, co sprzyja czynieniu ustępstw teologicznych, a z powodu wykluczenia z rozmów tematu Chrystusa niepoprawnym staje się ich określanie jako ‘chrześcijańsko-żydowskie’ (punkt 2). Mamy do czynienia z grzechami zaniechania i nadużycia. Środowisko katolickie (nie tylko w Polsce) prowadzące rozmowy z judaizmem sprzeniewierzyło się nauczaniu deklaracji soborowej.
II. Błędna metodologia
4. Przejdę teraz do dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieży na temat judaizmu powstałych po ogłoszeniu Nostra aetate, a dokładnie do tego, jaką mają one wartość w tym temacie. Otóż wadliwa jest stosowana w nich metodologia.
Po pierwsze, należy wyjść od Nostra aetate. Sobór Watykański II zrywa w punkcie 4 deklaracji z obraźliwym i potępiającym podejściem do judaizmu, do czego często dochodziło w minionych wiekach. Jest to słuszne stanowisko – zgodne z duchem Ewangelii. Odejście od potępiających ocen judaizmu przerodziło się w powstających po Nostra aetate dokumentach kościelnych w nadmiernie koncyliacyjne i przychylne podejście, a w przypadku wystąpień papieży kierowanych do Żydów – w kurtuazję. Dla ścisłości, wspomniana deklaracja soborowa nie mówi ani o jednym, ani o drugim, bo niesie to ze sobą zagrożenia, które postaram się ukazać.
W konsekwencji po Soborze Watykańskim II prezentacja judaizmu w dokumentach kościelnych przeszła od wcześniej mocno krytycznej do nadmiernie łagodnej. Przemilcza się często konsekwencje niewiary Izraela w Chrystusa (!), a podkreśla wspólne dziedzictwo, braterstwo, konieczność zwalczania antysemityzmu itp. Mamy do czynienia z wyraźną asymetrią w randze poruszanych tematów. Obraz sytuacji religijnej judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci z racji jego mocnego złagodzenia jest najczęściej niepełny – pozbawiony obiektywnej oceny, jaką znajdujemy na kartach Nowego Testamentu. Ocena judaizmu została złagodzona w takim stopniu, że nie oddaje jego rzeczywistej sytuacji! Innymi słowy nie odpowiada ona prawdzie. Według zaś Nostra aetate nowe podejście do judaizmu ma dotyczyć poprawy wzajemnych relacji, czyli poznanie się i szanowanie (wymiar personalny), a nie zmiany oceny jego rzeczywistej sytuacji religijnej (wymiar doktrynalny).
W konsekwencji niepełny obraz judaizmu, tj. wybiórczy i jednostronny (błąd metodologiczny), rzutuje na teologiczną wartość stwierdzeń na jego temat obecnych w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci.
Po drugie, ocena judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa, obecna w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży po Soborze Watykańskim II, z racji niepełnej, tj. mocno jednostronnej prezentacji, jest wadliwa teologicznie.
W tym miejscu chodzi przede wszystkim o cztery tezy pojawiające się w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży, przytoczone w punkcie 3. Wszystkie cztery są wadliwe teologicznie, ponieważ opierają się na niepełnej prawdzie o sytuacji religijnej judaizmu. Ten fakt przesądza ich wartość. Wybiórczy obraz judaizmu (pozbawiony pełnej oceny) obecny w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci kładzie się na nich cieniem i nie stanowi rzetelnej podstawy do poznania prawdy. Religijne oceny judaizmu jako skażone metodologicznym błędem – tam, gdzie ma to miejsce – nie mają wartości teologicznej (jako prawda zbawcza ani naukowa), ale są osobistymi poglądami konkretnych osób (np. papieży) czy komisji kościelnych. Widzimy to jasno w przypadku rozbieżności z tym, co stwierdza Nowy Testament.
Z racji wadliwości metodologicznej i następnie teologicznej stwierdzeń na temat sytuacji religijnej judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci (zwłaszcza cztery w/w tezy) każdy ma prawo nie tylko mieć co do nich wątpliwości, ale zgodnie z własnym sumieniem może je podważać i odrzucić.
5. Postaram się teraz zaprezentować, jak wadliwe są dokumenty kościelne i wypowiedzi papieży ostatnich dziesięcioleci w prezentacji judaizmu, ale również jak niepełne jest w nich chrześcijańskie orędzie. Uczynię to na przykładzie wystąpienia Jana Pawła II w synagodze rzymskiej dnia 13 kwietnia 1986 roku.
Nawiązując do deklaracji soborowej Nostra aetate, papież stwierdza w swoim wystąpieniu: „Sobór podkreślił, że nie można Żydom jako narodowi przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa. Nie można jej przypisać wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym ani Żydom dzisiejszym”. Papież przemilcza jednak poprzedzający fragment o odpowiedzialności części Żydów za śmierć Jezusa, który eksponuje deklaracja Nostra aetate: „[…] władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa”. Jakaś część Żydów ponosi odpowiedzialność i winę za śmierć Jezusa, co potwierdzają Ewangelie. Deklaracja daje pełną ocenę odpowiedzialności Żydów, czego nie ma w wystąpieniu papieża.
Jan Paweł II cytuje Nostra aetate:„[…] nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych, rzekomo na podstawie świętych Ksiąg”, lecz przemilcza powiązany z tym tematycznie fragment deklaracji: „[…] Jerozolima nie poznała czasu swego nawiedzenia i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu”. Ponownie deklaracja daje pełny i obiektywny obraz sytuacji, czego nie ma w wystąpieniu papieża. Według deklaracji Żydzi sprzeciwili się Bogu, nie przyjmując Chrystusa, czego skutkiem było m.in. prześladowanie pierwszych chrześcijan; przykładem jest Szaweł z Tarsu, który zaciekle prześladował wyznawców Chrystusa (zob. Ga 1, 13-14).
Ponadto, w swoim wystąpieniu Jan Paweł II ani razu nie używa kluczowego dla chrześcijaństwa tytułu ‘Chrystus’ (jedynie ‘Kościół Chrystusowy’), a imienia ‘Jezus’ używa wprawdzie dwukrotnie, ale tylko w sensie historycznej postaci. Nie ma zatem w wystąpieniu papieża mowy o Jezusie jako Zbawicielu, co stanowi istotę chrześcijańskiego przesłania. Temat zbawienia nie pojawia się tam w ogóle. Nostra aetate, której inne passusy cytuje papież, daje zaś wyraźne świadectwo: „Chrystus […] mękę swoją i śmierć podjął […] za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia”.
Nie jest moim zamiarem krytykowanie Jana Pawła II za treść jego wystąpienia w synagodze w Rzymie, bo rozumiem jego kontekst. Chcę tylko pokazać, jak wadliwe (wybrakowane) teologicznie są teksty powstające w tzw. dialogu z judaizmem! Koncyliacyjne podejście, wola niezadrażniania drugiej strony, skutkuje niepełną prawdą o sytuacji religijnej judaizmu, ale nade wszystko okrojoną prawdą o zbawieniu w Chrystusie. Z punktu widzenia naukowego takie teksty są metodologicznie wadliwe. Nie można na nich budować dalszej argumentacji teologicznej, bo konkluzje będą błędne. Teksty te niestety stają się później podstawą do kreowania i promowania nieprawdziwego obrazu judaizmu (np. w relacjach chrześcijańsko-żydowskich) i do całkowitego wybielania Żydów od winy, co jest poważnym wypaczeniem historii zbawienia. Odrzucenie Syna Bożego – i tu nie tyle ukrzyżowanie, ile niewiara w Niego – stanowi największy z możliwych błędów i występków, dlatego w historii chrześcijaństwa zawsze oceniano to bardzo poważnie i dosadnie określano.
Podsumowanie. Obraz judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci z racji źle pojętego koncyliacyjnego podejścia (nieuzasadnione złagodzenie oceny teologicznej) jest niepełny, tj. pozbawiony rzetelnej oceny jego sytuacji religijnej, przez co stanowi wadliwą podstawę do wyprowadzania wniosków teologicznych. Mówimy tu o błędnej metodologii, co skutkuje następnie błędnymi wnioskami teologicznymi. Z tej racji głównym źródłem poznania sytuacji religijnej judaizmu jest Nowy Testament, a dokumenty kościelne ostatnich dziesięcioleci mają wartość o tyle, o ile nie stoją w sprzeczności z objawieniem nowotestamentowym.
Jednostronna i tym samym nieprawdziwa prezentacja judaizmu jest następnie wykorzystywana do kreowania i promowania jego obrazu przez stronę katolicką odpowiedzialną za kontakty chrześcijańsko-żydowskie. Towarzyszy temu wyciszanie przesłania chrześcijańskiego, osoby i dzieła Chrystusa, aby nie zadrażniać strony żydowskiej. Skutki tego są destrukcyjne dla chrześcijaństwa: jest to wypieranie się własnej wiary i historiozbawczo cofnięcie się do czasów Starego Testamentu (zawrócenie historii zbawienia). Taki stan stoi w sprzeczności z deklaracją Nostra aetate: „[…] głosić krzyż Chrystusowy jako znak miłości Boga zwróconej ku wszystkim”. Nawiązywanie relacji z judaizmem nie może dokonywać się kosztem wiary chrześcijańskiej.
Koncyliacyjne, pojednawcze podejście do judaizmu ma dotyczyć wzajemnych relacji, a nie doktryny. Jeżeli etykieta wymagała, żeby wystąpienie Jana Pawła II w synagodze wyglądało w ten, a nie inny sposób, powinno być przyjęte, że na takich tekstach – z racji ich wskazanej wadliwości – nie można budować oceny religijnej judaizmu ani wykorzystywać ich jako argumentu w wywodach teologicznych.
III. Błędna teologia
6. Poglądy lansowane przez środowisko nazywane dialogiem chrześcijańsko-żydowskim (zwłaszcza w/w cztery tezy, zob. punkt 3) są błędne teologicznie z następujących powodów:
Po pierwsze, są błędne, bo wynikają z błędnej metodologii, o czym była mowa. Błędne założenia, tj. źle pojęte koncyliacyjne podejście do judaizmu i związana z tym jego niepełna, w dużym stopniu jednostronna prezentacja, skutkują błędnymi wnioskami teologicznymi.
Po drugie,są błędne, bo zrodziły się z ideologii, a nie teologii. Poglądy te doszły do głosu w Niemczech po drugiej wojnie światowej (niektóre z nich pojawiły się już wcześniej) jako gest względem judaizmu ze strony niektórych protestanckich teologów niemieckich z powodu zadanego Żydom cierpienia przez ich ojczyznę. Chciano przedstawić w mniej negatywnym świetle sytuację religijną judaizmu i przez to uczynić bardziej przychylnym nastawienie chrześcijan do Żydów, aby nie doszło ponownie do Holokaustu. Motyw ani uzasadnienie nie pochodzą z teologii, ale z ideologii. Pobudki są szlachetne, ale tezy nieprawdziwe. Zaproponowano tezy, które są wytworem ludzkiej myśli. Dopiero wtórnie starano się je uzasadnić biblijne i teologicznie.
Po trzecie, są błędne, bo przyjęto błędne wyjściowe założenie zrodzone z ideologii, a nie z teologii, że nie tylko Kościół jest kontynuatorem starotestamentowego Izraela, ale również judaizm, który nie przyjął Chrystusa. Skutkuje to ciągiem błędnych konkluzji: jeżeli judaizm pomimo nieprzyjęcia Chrystusa stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu, przymierze zawarte przez Boga na Synaju trwa nadal w przypadku Żydów; skoro przymierze synajskie jest nadal aktualne, Żydzi pomimo nieprzyjęcia Chrystusa, pozostają na mocy przymierza ludem wybranym; z kolei jeżeli są uznawani za lud wybrany, korzystają z przysługujących mu przywilejów; z tych przywilejów czy darów największym zapowiedzianym w Starym Testamencie jest zbawienie dokonane w Chrystusie; wprawdzie judaizm nie przyjmuje Chrystusa, ale domyślnie ma mieć udział w tym darze jako stale będący ludem wybranym; stąd nie ma przeszkód, aby niewierzących w Chrystusa Żydów uważać za naszych starszych braci czy ojców w wierze, ponieważ trwają oni w tradycji Starego Testamentu. Błędne wyjściowe założenie prowadzi do ciągu fałszywych konkluzji, które domykają się wyjściową nieprawdą. Została zatarta różnica, jaką między Kościołem a judaizmem wyznacza osoba Chrystusa. Chrystus zostaje zmarginalizowany.
Nie przytaczam przedstawianych we wcześniejszych artykułach argumentów. Można je przeczytać w Internecie przede wszystkim w obszernym opracowaniu autora tego tekstu, wpisując w Google jego nazwisko i tytuł Sytuacja religijna judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa.
Po czwarte, za największy teologiczny błąd należy uznać wykluczenie osoby Chrystusa z prowadzonych rozmów. Zaprzecza to istocie chrześcijaństwa. Chrystus inauguruje nowy porządek zbawczy, który apostoł Paweł nazywa „nowym stworzeniem” (Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17a: Ef 2, 15), co znaczy, że rzeczywistość starotestamentowa ustaje wobec nowej rzeczywistości w Chrystusie. Przez ‘nowe stworzenie’ należy rozumieć powołanie wszystkiego do istnienia od początku, od nowa: „To, co dawne minęło. A oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5, 17b). Św. Tomasz z Akwinu w hymnie eucharystycznym wyraża to w słowach: „Niech przed Nowym Testamentem starych praw ustąpi czas”. Jest to prawda objawiona – potwierdzana przez dwa tysiące lat istnienia Kościoła.
W sprzeczności z powyższym stoi utrzymywanie, że porządek religijny Starego Testamentu w jakimś zakresie trwa nadal w przypadku Żydów (np. trwanie w przymierzu na Synaju czy bycie stale ludem wybranym). W takim razie zbawcze dzieło Chrystusa nie ma wymiaru uniwersalnego. Nie wszystko mu podlega. Chrystus przestaje być Zbawicielem całego świata, bo Żydzi mają swój porządek zbawczy. Taki stan narusza istotę chrześcijańskiej doktryny! Jest cofnięciem się w historii zbawienia do czasów Starego Testamentu. Wyciszanie osoby Chrystusa w rozmowach z przedstawicielami judaizmu jest ustępstwem, które owe rozmowy czyni wadliwymi merytorycznie.
Po piąte, są błędne, bo nie mają oparcia w pełnym przesłaniu Pisma św. Mamy do czynienia z wybiórczym traktowaniem Pisma św., czyli z wybieraniem jednych tekstów (np. Rz 11, 28b i 29) i z pomijaniem innych (np. J 8, 44; Rz 9, 6b nn.; 11, 23. 28a; 2 Kor 3, 6-10; Dz 2, 40; 3, 23). Kryterium doboru stanowi przyświecający cel przedstawienia judaizmu w przychylniejszym świetle. Mamy do czynienia z utrwalaniem błędu metodologicznego, bo ocena judaizmu nie jest dokonywana w oparciu o pełne Boże objawienie, ale w oparciu o dowolnie dobierane teksty, z których niektórym jest ponadto nadawane inne przesłanie niż przyjmowana powszechnie interpretacja (np. Rz 11, 29 czy Hbr 8, 13).
Po szóste, są błędne, bo nie stosują się do nauczania deklaracji soborowej Nostra aetate, która postrzega judaizm w zgodzie z objawieniem Nowego Testamentu. A) W deklaracji nie ma mowy o tym, że judaizm, który nie przyjął Chrystusa, trwa w tradycji ojców Starego Testamentu i realizuje Bożą wolę (potwierdzają to kolejne punkty B i C). B) Przymierze na Synaju jest nazwane w deklaracji ‘starym przymierzem’, co znaczy, że w obliczu ‘nowego przymierza’ w Chrystusie („nowy Lud Boży”) należy do przeszłości, czyli wygasło; inaczej występowałyby równolegle dwa porządki zbawcze. C) Wszystkie wzmianki o ludzie wybranym odnoszą się w deklaracji wyłącznie do Izraela Starego Testamentu lub do Kościoła. Deklaracja ani razu – i nie jest to przypadek – nie odnosi określenia ‘lud wybrany’ do judaizmu, czym potwierdza, że nie jest on kontynuatorem starotestamentowego Izraela (a propos, tekst oryginalny nie mówi w ogóle o narodzie wybranym, ale zawsze o ludzie; stąd za tekstem łacińskim tłumaczenia na jęz. obce mają ‘lud wybrany’). D) Deklaracja nie stwierdza braterstwa w wierze z judaizmem (nasi starsi bracia) ani ojcostwa (nasi ojcowie w wierze), bo to skutkuje przyznaniem, że Żydzi trwają w tradycji ojców Starego Testamentu (ze wszystkimi tego konsekwencjami jak bycie ludem wybranym). Mówi ona o duchowym dziedzictwie. Wyraża się natomiast bardzo ciepło o Izraelu Starego Testamentu.
Po siódme, są błędne, bo w swej argumentacji odwołują się głównie do dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieży ostatnich dziesięcioleci, które – jak wykazaliśmy – są wadliwe metodologicznie i błędne teologicznie w temacie oceny sytuacji religijnej judaizmu (przynajmniej w czterech wspominanych już przypadkach, zob. punkt 3). Przyjęte błędne tezy są podbudowywane nieprawdziwymi argumentami (falsum per falsum). Środowisko prowadzące rozmowy z przedstawicielami judaizmu tak chętnie powołuje się na dokumenty kościelne ostatnich dziesięcioleci, bo nie są one krytyczne względem judaizmu, jak krytyczny jest Nowy Testament.
7. Przykładem błędnego teologicznie myślenia w interesującym nas temacie jest wspomniany w punkcie 3 dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”).
Dlaczego ten dokument jest wadliwy? Bo przemyca za protestantyzmem tezy, które mają źródło w ideologii, jaka zrodziła się po drugiej wojnie światowej (punkt 6), a nie w teologii. Owe tezy są błędne teologicznie, bo sprzeczne z przesłaniem Nowego Testamentu i z dwutysiącletnią tradycją Kościoła powszechnego. Jeden aspekt wadliwości dokumentu został już przedstawiony w punkcie 3.
Dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem głosi, że judaizm stanowi podobnie jak Kościół kontynuację starotestamentowego Izraela, tj. trwa w tradycji ojców pomimo niewiary w Chrystusa (np. pkt 17). Utrzymuje ponadto, że „Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia” dokonanego w Chrystusie (pkt 36), czyli zmierzają drogą do Boga, lecz bez Chrystusa, która to droga nie jest błądzeniem, ale domyślnym przyjęciem Chrystusa (pkt 17). Autorzy dokumentu nie umieją jednak wyjaśnić, jak Żydzi mogą kroczyć do zbawienia drogą bez Chrystusa, gdzie droga do zbawienia – jak sami przyznają – jest tylko jedna i w Chrystusie! Ten zagmatwany i wykluczający się stan Komisja konkluduje stwierdzeniem, że pozostaje to „niezgłębioną tajemnicą Bożą” (pkt 36). Komisja zakłada stan rzeczy, którego nie jest w stanie dowieść i w tej sytuacji podpiera się Bogiem. Stanowi to poważne uchybienie z punktu widzenia teologii jako nauki, ale również wystąpienie przeciwko Bogu, któremu przypisuje się pogląd przeciwny do objawionego przez Niego na kartach Nowego Testamentu.
Dokument stara się też wykazać, że przymierze na Synaju trwa nadal (pkt 34), że judaizmowi w dalszym ciągu przysługuje przywilej wybrania (pkt 22) i nazywa wprost Żydów naszymi starszymi braćmi (np. pkt 14). Wszystkie wymienione tezy należy uznać za błędne, bo niemające uzasadnienia ani w przesłaniu Nowego Testamentu, ani w deklaracji soborowej Nostra aetate. Nie znajdują one potwierdzenia w dwutysiącletniej tradycji Kościoła.
Na szczęście dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem jest dokumentem niskiej rangi. W przedmowie do niego czytamy: „Tekst nie jest dokumentem Magisterium ani nauczaniem doktrynalnym Kościoła katolickiego, ale refleksją przygotowaną przez Komisję […]”. Nie jest to nauczanie doktrynalne Kościoła, ale refleksja członków Komisji. Refleksje są luźnymi myślami i mogą być całkowicie błędne. I tak faktycznie jest w tym przypadku, co potwierdzają świadectwa Nowego Testamentu. Dokument można zatem zignorować.
Wpływowi powyższego dokumentu uległ niestety Episkopat Polski. Świadectwem tego jest jego list z dnia 12 marca 2026 roku (odczytany 22 marca tegoż roku) napisany z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, który przytacza jako przekaz wiary najbardziej kontrowersyjny i błędny fragment dokumentu (pkt 36).
Podsumowując, dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”) jest wyraźnym odejściem od linii deklaracji soborowej Nostra aetate i częściowo od objawienia Nowego Testamentu. Zawiera w różnych miejscach błędne nauczanie, sprzeczne z Bożym objawieniem, i błędne podejście do judaizmu, bo 1) wybiela jego sytuację religijną i 2) stanowi próbę zbliżenia na gruncie teologii, co wyklucza deklaracja soborowa, zalecając jedynie „obustronne poznanie się i szanowanie”.
8. Na gruncie polskim odniosę się do publikacji Kościół katolicki wobec Żydów i judaizmu (red. G. Ryś – A. Perzyński i inni [WAM; Kraków 2025]) zawierającej dokumenty Stolicy Apostolskiej, a powstałej w środowisku utrzymującym kontakty z judaizmem.
W słowie wprowadzającym ks. kard. Grzegorz Ryś wymienia kilka tez, które jego zdaniem potwierdza deklaracja soborowa Nostra aetate. Wśród nich wymienia też tezę, iż „Żydzi nie przestali być narodem wybranym” pomimo niewiary w Chrystusa. Jego zdaniem w deklaracji znajduje się stwierdzenie (!), które to potwierdza.
Po pierwsze, deklaracja Nostra aetate nie może stwierdzać, że Żydzi są narodem wybranym, bo określenie ‘naród wybrany’ ani razu w niej nie występuje. Deklaracja mówi o ludzie (populus) wybranym. Termin ‘naród’ w odniesieniu do Żydów pojawia się tylko w polskim przekładzie – i jest to nieścisłość w tłumaczeniu.
Po drugie, deklaracja soborowa nie stwierdza też, że Żydzi są ludem wybranym. Przywilej Bożego wybrania wiąże ona wyłącznie z Izraelem Starego Testamentu i Kościołem jako kontynuatorem tradycji starotestamentowej – ani razu nie stosuje go do Żydów, którzy nie uwierzyli w Chrystusa.
Po trzecie, bycia przez współczesnych Żydów (judaizm) ludem wybranym nie da się nawet wydedukować z tekstu Nostra aetate. Miejscem w deklaracji, gdzie można by próbować to uczynić, jest cytowany przez nią tekst Rz 9, 4-5. Apostoł Paweł wymienia tam różne przywileje Izraela, jakimi został on obdarowany przez Boga, ale pomija przywilej wybrania. Apostoł przemilcza go umyślnie (z racji jego błędnego rozumienia przez Żydów), aby następnie wytłumaczyć, na czym polega Boże wybranie (ww. 6b nn.), tj. że samo pochodzenie z Izraela, urodzenie się Żydem, nie decyduje o Bożym wybraniu, ale odpowiedź na Boże wezwanie (obecnie jest to uwierzenie w Chrystusa).
Krótko mówiąc, nie jest prawdą, że deklaracja soborowa stwierdza, iż Żydzi są nadal narodem wybranym ani też, że są ludem wybranym. Deklaracja nie stwierdza tego ani też nie da się tego z niej wydedukować. Autor zaś słowa wstępnego, ks. kard. G. Ryś, stwierdza o nieistniejącym w Nostra aetate zapisie, że ma on – razem z innymi tezami – „charakter konstytucyjny: uroczysty, autorytatywny”. Innymi słowy nie da się tego podważyć. Co więcej, inne myślenie nazywa bałamutnym. Używa on autorytarnych stwierdzeń na poparcie nieprawdziwej tezy. Mamy tu przypadek siłowego narzucenia czytelnikowi nieprawdy.
Tymczasem Boże objawienie poucza ustami Mojżesza. W imieniu Boga zapowiada on nowego Proroka (Pwt 18, 15. 18-19), co Nowy Testament odnosi do Jezusa Chrystusa, mówiąc: „Każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu” (Dz 3, 23). Nieprzyjęcie Chrystusa jest pozbawieniem się udziału w ludzie Bożym, czyli usunięciem z ludu wybranego. Stąd judaizm (rabiniczny) nie uczestniczy w przywileju Bożego wybrania i dlatego deklaracja soborowa nie stwierdza przeciwnego faktu. Nieuczestniczenie przez judaizm w przywileju Bożego wybrania nie znaczy jednak, że można z tego powodu potępiać Żydów. Deklaracja przestrzega przed tym. Osąd sytuacji należy pozostawić Bogu.
W tym samym słowie wstępnym do publikacji Kościół katolicki wobec Żydów i judaizmu ks. kard. G. Ryś stwierdza, że znajdujące się w niej dokumenty są „nauczaniem Magisterium Ecclesiae”. Zamieszczony tam dokument z 2015 roku – omawiany w punkcie 7 tego artykułu („’Dar i wezwanie Boże…”) – w przedmowie mówi sam o sobie, że „nie jest dokumentem Magisterium ani nauczaniem doktrynalnym Kościoła katolickiego”, ale refleksją Komisji. Mamy tu kolejne przekłamanie lub niewiedzę. Sam fakt pochodzenia dokumentu ze Stolicy Apostolskiej nie oznacza jeszcze, że jest on nauczaniem Magisterium Kościoła w sensie doktrynalnym. Jedno nie musi się równać drugiemu. Muszą być spełnione konkretne warunki. Pozostałe opublikowane w w/w publikacji dokumenty, poza Nostra aetate, mają podobną czy zbliżoną rangę co dokument ’Dar i wezwanie Boże…’. Czytelnik zostaje wprowadzony w błąd, że ma przyjąć wszystko, co owe dokumenty stwierdzają, bo jest to doktrynalne nauczanie Magisterium Kościoła katolickiego. Tak jednak nie jest.
Czym jest motywowane takie działanie? Otóż chęcią przeforsowania określonego myślenia na temat judaizmu. Przykładem tego jest wspominany już dokument z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże…”). W jego polskim tłumaczeniu – zamieszczonym w omawianej w tym punkcie publikacji – znalazła się manipulacja (pkt 20). Z wypowiedzi Jana Pawła II w synagodze rzymskiej zostało usunięte względem angielskiego oryginału wyrażenie „w pewnym sensie”, kiedy papież mówił o Żydach „nasi starsi bracia”. Papież stwierdził wówczas, że Żydzi są „w pewnym sensie” naszymi starszymi braćmi, czyli nie w sensie dosłownym. Usunięcie z tekstu polskiego „w pewnym sensie” jest umyślnym działaniem w celu przeforsowania myślenia, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi w sensie dosłownym, co znaczy wtedy, że trwają w wierze ojców Starego Testamentu – tym samym są nadal ludem wybranym. Usunięcie z tekstu wyrażenia „w pewnym sensie” zmienia diametralnie obraz sytuacji religijnej judaizmu: od sprzeciwienia się Bogu do realizacji Jego woli. Środowisko odpowiedzialne w Polsce za kontakty z judaizmem stosuje nieuczciwe praktyki, aby przekonać do własnych, błędnych tez.
Wszystkie wymienione przypadki są naganne, a ich pogłębioną ocenę pozostawiam Czytelnikom. Dyskredytują one środowisko odpowiedzialne w Polsce za prowadzenie rozmów z judaizmem.
IV. Nowe otwarcie
9. Z przedstawionego wywodu wynika, że dotychczasowa formuła tzw. dialogu chrześcijańsko-żydowskiego jest wadliwa i w dużej mierze błędna. W tym miejscu w oparciu o Boże objawienie (Pismo św.) i deklarację soborową Nostra aetate proponuję nowe otwarcie oparte na powrocie do źródeł. Jest to perspektywa, która zapewnia poprawne relacje między chrześcijaństwem a judaizmem.
Po pierwsze, jako kluczowe w sprawie sytuacji religijnej judaizmu należy uznać to, co mówi Nowy Testament. Chodzi o jego zobiektywizowane przesłanie, czyli takie, które istnieje poza subiektywnym doświadczeniem jednostki. Chodzi o lekturę Kościoła jako wspólnoty wierzących, która odczytuje na kartach Biblii głos Boga. Błędna lektura i interpretacja Pisma św. jest możliwa wtedy, kiedy nie jest to zobiektywizowana prawda, ale subiektywna lektura jednostki czy jednostek. Przez powyższe należy też rozumieć, że nie może być to wybiórcze posługiwanie się tekstem biblijnym, ale pełny obraz judaizmu, jaki znajdujemy na kartach Nowego Testamentu.
Po drugie, z racji wagi deklaracji soborowej Nostra aetate należy odczytać ją ponownie jako wspólnota Kościoła, przez którą przemawia Duch Boży, aby wykluczyć wypaczenia i nadużycia w interpretacji jej treści. Powinno się przyjąć, że deklaracja soborowa jest nieprzekraczalnym modelem relacji z judaizmem; relacje te nie mogą odbiegać od linii wyznaczonej przez Sobór. Deklaracja powstała w duchu dwutysiącletniej tradycji Kościoła katolickiego: zmienia, co prawda, nastawienie chrześcijan do judaizmu, ale nie ocenę teologiczną jego niewiary w Chrystusa.
Po trzecie, ocena niewiary Izraela utrwalona na kartach Nowego Testamentu ma nie tylko wartość teologiczną, ale również historyczną. Są to świadectwa powstałe od dwudziestu do kilkudziesięciu lat po śmierci Jezusa – w znacznej mierze świadectwa naocznych świadków. Ponadto, poza św. Łukaszem autorzy pism Nowego Testamentu są pochodzenia żydowskiego i jako Żydzi oceniają Żydów, którzy nie uwierzyli w Chrystusa. Na kartach Nowego Testamentu wierzący w Chrystusa Żydzi oceniają niewierzących w Niego Żydów. Żydzi oceniają Żydów. Nie ma zatem mowy o uprzedzeniach etnicznych czy religijnych ani o jakiejkolwiek postaci antysemityzmu. Trzeba powiedzieć, że nie mamy bardziej starożytnej ani też bardziej wiarygodnej oceny niewiary Izraela. Nikt tak dobrze jak ówcześni Żydzi nie znał i nie rozumiał mesjańskich zapowiedzi Starego Testamentu. Cechą zaś wspólną ich świadectwa na kartach Nowego Testamentu jest mocno krytyczna ocena niewiary Izraela w Chrystusa.
Z kolei Nostra aetate (pkt 4) z racji krótkości dokumentu nie daje rozbudowanej oceny niewiary Izraela w Chrystusa, jaką znajdziemy w Nowym Testamencie, ale ją stwierdza jako wydarzenie bolesne i wyraża nadzieję na jej naprawienie w przyszłości: „Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem”.
Po czwarte, dokumenty kościelne i wypowiedzi papieży na temat sytuacji religijnej judaizmu, powstałe po Soborze Watykańskim II, mają wartość o tyle, o ile nie stoją w sprzeczności z prawdą objawioną na kartach Nowego Testamentu i uwzględniają nauczanie deklaracji soborowej Nostra aetate, która nakazuje przedstawiać Żydów zgodnie „[…] z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym”. To im, Bożemu objawieniu i deklaracji soborowej, należy się pierwszeństwo w kolejności ich wymienienia. Błędem w ocenie sytuacji religijnej judaizmu jest powoływanie się w pierwszej kolejności, czy tym bardziej wyłącznie, na dokumenty kościelne i wypowiedzi papieży powstałe po Nostra aetate, z racji wskazanej wcześniej ich możliwej metodologicznej i teologicznej wadliwości.
Gdzie wypowiedzi dokumentów kościelnych czy papieży na temat judaizmu budzą wątpliwości (zwłaszcza w/w cztery tezy), należy je skorygować w świetle wymienionych powyżej źródeł. Uchroni to w przyszłości przed rozbieżnościami między Bożym objawieniem a dokumentami kościelnymi.
Po piąte, według Nostra aetate celem kontaktów z przedstawicielami judaizmu jest wzajemne poznanie się i szanowanie (wymiar personalny). Obie strony mają realizować ten cel zwłaszcza przez zgłębianie przesłania ksiąg świętych i wyznawanej wiary, i dzielić się tym między sobą („braterskie rozmowy”). W szczerych, braterskich relacjach musi być miejsce na poznanie wiary drugiej strony – w wypadku Żydów na poznawanie chrześcijańskiej wiary i tradycji religijnej. Wynika to z określenia obustronnych spotkań jako chrześcijańsko-żydowskie, czyli że dochodzi w nich do głosu istota wiary każdej ze stron. W innym przypadku jest to niewywiązywanie się przez stronę katolicką z zalecenia deklaracji soborowej. Opór zaś ze strony żydowskiej świadczy o nietraktowaniu obustronnych kontaktów jako partnerskich, opartych na równych zasadach, co podważa zasadność ich kontynuowania w obecnej postaci.
Po szóste, celem rozmów z przedstawicielami judaizmu nie jest zbliżenie na gruncie teologii (wymiar doktrynalny). Deklaracja Nostra aetate w ogóle nie podejmuje takiego tematu, ponieważ kierunek jest błędny. Nie znajdziemy w niej też potwierdzenia żadnej z czterech wcześniej wspominanych tez (punkty 3 i 6). Zbliżenie doktrynalne – z racji różnic na tle osoby Chrystusa – jest niemożliwe, bo domaga się poważnych ustępstw godzących w wiarę każdej ze stron. Należy porzucić wysiłki zmierzające w kierunku nawet minimalnych zbliżeń na gruncie teologii, bo skutkiem tego – jak widzimy to obecnie – jest relatywizowanie przez przedstawicieli strony chrześcijańskiej roli Chrystusa jako Zbawiciela świata. Nawiązywanie relacji z judaizmem nie może dokonywać się kosztem wiary chrześcijańskiej.
Po siódme, obecne po Soborze Watykańskim II koncyliacyjne, pojednawcze podejście do judaizmu należy rozumieć jako budowanie braterskich relacji, a nie zmianę oceny jego rzeczywistej sytuacji religijnej. Zbliżenie ma się dokonać na płaszczyźnie personalnej, a nie teologicznej (doktrynalnej). Gdzie jednak etykieta wymaga złagodzenia stanowiska teologicznego (np. wystąpienie papieża w synagodze), powinno być przyjęte, że na takich tekstach – z racji ich metodologicznej i merytorycznej wadliwości – nie można budować oceny religijnej judaizmu, czyli wykorzystywać ich jako argumentu w prowadzonych dyskusjach ani w tekstach teologicznych. Można jednak korzystać z tych treści, które dają pełny obraz zagadnienia.
Po ósme, należy zmienić formułę spotkań chrześcijańsko-żydowskich i ich nazwę. To, co ma miejsce, nie jest dialogiem i nie powinno nim być. Według Nostra aetate mają to być braterskie rozmowy. Stronie katolickiej powinno zależeć na nieokreślaniu obustronnych relacji mianem dialogu, bo dialog dopuszcza ustępstwa – także w zakresie doktryny. Poważne zastrzeżenia budzi również określanie wzajemnych kontaktów jako „chrześcijańsko-żydowskie”, bo w temacie chrześcijaństwa przemilcza się jego istotę, Chrystusa. Bez Chrystusa nie ma chrześcijaństwa ani chrześcijańskiego charakteru relacji.
Po dziewiąte, nie należy łudzić się, że ustępstwa względem judaizmu mogą prowadzić do jego zbliżenia z chrześcijaństwem. One jedynie utwierdzają Żydów w ich racjach, bo ustępujący przyznaje słuszność drugiej stronie. Nie prowadzi to zatem do zbliżenia, ale do utwierdzenia się judaizmu w swoich przekonaniach. Jego zbliżenie do chrześcijaństwa może zaś nastąpić przez studiowanie Bożego objawienia, czyli ksiąg Starego i Nowego Testamentu, do czego zachęca Nostra aetate. Ze słowa Bożego można poznać Bożą prawdę. Nie dążymy jednak do wzajemnego nawracania się, ale prowadzimy ze sobą szczere, braterskie rozmowy i wzajemnie się szanujemy.
Po dziesiąte, kształt prowadzonych rozmów z przedstawicielami judaizmu powinien być wypracowany przez wspólnotę Kościoła, która będzie popierała taką postać rozmów i się z nią identyfikowała. Nie może tu dochodzić do wymuszeń na znacznej części wiernych. Obecna formuła jest nieakceptowana przez większość wiernych – w tym duchowieństwa. Błąd nie leży po ich stronie. Należy uznać, że przemawia przez nich Duch Boży (sensus populi Dei). Potwierdza to mocna krytyka obecnego kształtu relacji, tj. popełniane w nich poważne błędy oraz świadome przekłamania ze strony środowiska odpowiedzialnego za kontakty z judaizmem, co odbiera jego przekazowi wiarygodność. Należy uwzględnić głos ludu Bożego.
Po jedenaste i jako wniosek końcowy, z racji poważnych błędów (w tym teologicznych) i wypaczeń wynikających z obecnej formuły prowadzenia rozmów ze stroną żydowską należy zawiesić dotychczasową postać kontaktów (nie same kontakty) i wypracować nową. Należy być może zacząć obustronne relacje od początku, gdzie każda ze stron w równym stopniu wyraża wolę prowadzenia rozmów i określa ich równe zasady. W wypadku strony katolickiej wypracowanie nowej formuły powinno opierać się na wytycznych deklaracji soborowej Nostra aetate. Jej zalecenia zaradzają wszystkim dotychczasowym problemom.
Jeżeli strona żydowska nie wyrazi zgody na nową formułę kontaktów, będzie to oznaczało, że nie jest zainteresowana prowadzeniem rozmów na zasadach partnerskich. Należy wówczas zdefiniować ich rzeczywisty charakter: byłyby to jedynie kurtuazyjne spotkania o charakterze świeckim, które można by określić jako polsko-żydowskie (przy czym ‘polski’ należy rozumieć w sensie kulturowym, a nie narodowym).
Zakończenie
Niniejszy tekst pragnie ustawić relacje chrześcijaństwa z judaizmem w zgodzie z nauczaniem deklaracji soborowej Nostra aetate oraz wykluczyć z nich w świetle Nowego Testamentu istniejące błędne poglądy teologiczne. Prowadzone dotychczas rozmowy przez stronę katolicką z przedstawicielami judaizmu negatywnie ocenia zdecydowana większość wiernych Kościoła katolickiego w Polsce (w tym duchowieństwa), co jest jasnym sygnałem, że zmiany są konieczne.
Ks. prof. Waldemar Rakocy CM.
Czytaj też:
Jak się bronić przed katolickim syjonizmem? Kościół wyrósł ze zdrowego korzenia starotestamentowego Izraela Czytaj też:
Nowe owoce dialogu z judaizmem. Żydowscy uczeni zajmą się katolicką teologią
