Thanos Plevris, grecki minister do spraw imigracji, w rozmowie z „Politico” wyraża nadzieję, że do połowy przyszłego roku „uda się uruchomić poza Unią Europejską ośrodki dla tych, których wnioski o azyl zostały odrzucone”. Morten Bødskov, szef analogicznego resortu w Danii, sądzi, że jego kraj będzie gotowy „wysłać pierwszych obcokrajowców do krajów partnerskich przed końcem przyszłego roku”. Gerhard Karner, minister spraw wewnętrznych Austrii, zapowiada kontynuowanie „ofensywy deportacyjnej”, zapoczątkowanej odesłaniem do kraju Afgańczyka-przestępcy, a Charlie Weimers, eurodeputowany Szwedzkich Demokratów, ujmuje sprawę krótko: „Nadszedł czas deportacji”. Szwedzki europoseł skomentował w ten sposób wynik głosowania w Parlamencie Europejskim, który postanowił, że na decyzje w sprawie przyznania azylu bądź prawa pobytu imigranci powinni czekać poza Unią, w zorganizowanych w tym celu ośrodkach („return hubs”, według terminologii angielskiej).
Debata, która odbyła się w czerwcu, była głośna i burzliwa jak rzadko i nic dziwnego, bo temat też jest gorący jak rzadko. „Odesłać ich do domu!” – wołali przedstawiciele partii prawicowych. „Wstydźcie się!” – odpowiadała lewica.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
