Konflikt wokół Polski 2050 wywołuje coraz ostrzejsze reakcje wśród polityków koalicji rządzącej. Po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu Donalda Tuska i usunięciu jej z ugrupowania Szymon Hołownia domaga się respektowania zapisów umowy koalicyjnej dotyczących podziału stanowisk ministerialnych.
Tymczasem premier zdecydował, że następczynią Pełczyńskiej-Nałęcz ma zostać Agnieszka Bartol, dotychczasowa stała przedstawicielka Polski przy Unii Europejskiej. Decyzja oznacza, że Polska 2050 nie zachowa bezpośredniej kontroli nad Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej.
Do całej sytuacji odniosła się w środę Katarzyna Piekarska z KO, która była gościem Programu Pierwszego Polskiego Radia.
Piekarska kpi z Hołowni. "Może dawno o nim nie było głośno"
Posłanka została zapytana o stanowisko Szymona Hołowni, który powołuje się na umowę koalicyjną podpisaną 15 października 2023 roku. Były marszałek Sejmu sugerował, że jeśli Polska 2050 nie otrzyma odpowiedniego stanowiska w rządzie, może dojść do wycofania przedstawicieli ugrupowania z Rady Ministrów.
Katarzyna Piekarska nie potraktowała jednak tych zapowiedzi jako poważnego zagrożenia dla koalicji. – Może dawno o nim nie było głośno. Ludzie różnie reagują. Czasami musi coś takiego powiedzieć, żeby było głośno – stwierdziła.
Piekarska przekonywała również, że Polska 2050 znajduje się obecnie w zupełnie innej sytuacji politycznej niż jesienią 2023 roku, kiedy zawierano porozumienie koalicyjne. Zdaniem posłanki zapisy umowy koalicyjnej należy rozpatrywać z uwzględnieniem zmian, do których doszło od momentu jej podpisania.
Piekarska przypomniała między innymi osłabienie politycznej pozycji ugrupowania i jego wewnętrzne podziały. – Mam wrażenie, że umowa koalicyjna była podpisywana w troszeczkę innych realiach, kiedy inną siłę rażenia miał i pan Hołownia, i Pełczyńska-Nałęcz, i w ogóle Polska 2050. Potem ten obóz polityczny się podzielił. Teraz to wygląda trochę inaczej – powiedziała.
W jej ocenie Donald Tusk podjął słuszną decyzję, wybierając kandydatkę spoza bieżącego sporu politycznego. – Dobrze, że premier powiedział 'dosyć tego', 'stop'. Powoła za chwilę osobę, która jest świetnie do tego przygotowana, a która nie będzie uczestniczyła w sporach politycznych – podkreśliła Piekarska.
Posłanka oceniła, że Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej jest zbyt ważnym resortem, aby jego działalność była podporządkowana kolejnym konfliktom wewnątrzpartyjnym.
"Gówniarzeria, a nie poważna polityka". Ostra krytyka Pełczyńskiej-Nałęcz
Jeszcze mocniejsze słowa padły pod adresem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Piekarska skrytykowała przede wszystkim sposób zakomunikowania rezygnacji. – To trochę dziwne, że premier dowiaduje się za pośrednictwem polityków. To gówniarzeria, a nie poważna polityka – powiedziała posłanka KO.
Piekarska przyznała też, że słyszała o planach związanych z powołaniem przez byłą minister stowarzyszenia, jednak nie wierzy w polityczną przyszłość byłej szefowej resortu funduszy. – Słyszę, że chce jeszcze gdzieś zaistnieć, robić stowarzyszenie, ale myślę, że jej czas w polityce właśnie się skończył– stwierdziła.
Czytaj też:
"To pozostanie tajemnicą". Nowa minister zabrała głos Czytaj też:
"Podsłuch 2050". Wielka awantura w partii Hołowni
