Igrzyska w cieniu polityki

Igrzyska w cieniu polityki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Olimpiada na kościach
Olimpiada na kościach
Igrzyskom Olimpijskim zawsze towarzyszyła wielka polityka. Tak było w 1936 roku w Berlinie czy też w 1980 roku w Moskwie i cztery lata później w Los Angeles. Tak było również przed ośmioma laty w Pekinie, kiedy rosyjskie czołgi wjechały do Gruzji. Decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) w sprawie dopuszczenia reprezentacji Rosji do startu w igrzyskach w Rio też będzie miała charakter polityczny i będzie ze sobą niosła polityczne skutki – twierdzi Jan Chmielewski, ekspert ds. prawa sportowego, współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.


Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy (CAS) oddalił zażalenie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego oraz 68 rosyjskich sportowców na decyzję Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF), zgodnie z którą rosyjscy lekkoatleci są nieuprawnieni do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Rio. To konsekwencja międzynarodowego śledztwa, które dowiodło systemowego fałszowania wyników kontroli w rosyjskim laboratorium antydopingowym. Zażalenie złożone przez lekkoatletów z Rosji do CAS dotyczyło możliwości ich startu w igrzyskach jako sportowców neutralnych, przez co niepowiązanych z zawieszoną ARAF.

- CAS tej argumentacji jednak nie uwzględnił – wyjaśnia Jan Chmielewski. – Stwierdził, że nie jest możliwe, by sportowcy z kraju, którego związek sportowy został zawieszony w prawach członka, mogli brać udział w rozgrywkach olimpijskich.  Ponadto uznał, że start w igrzyskach pod flagą neutralną co prawda byłby możliwy, ale tylko w sytuacji, w której sportowcom udałoby się udowodnić, że "są czyści".

PRZECZYTAJ CAŁY KOMENTARZ

Jak przypomina ekspert, ostateczną decyzję o dopuszczeniu rosyjskich sportowców do igrzysk w Rio podejmie jednak MKOl i to już najprawdopodobniej 26 lipca. CAS nie ma bowiem kompetencji do rozstrzygnięcia, kto ostatecznie będzie dopuszczony do startu w Igrzyskach Olimpijskich.

- Nie jest odkryciem stwierdzenie, że decyzja MKOl będzie miała wymiar polityczny, a nie czysto sportowy – zauważa współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. – Potwierdzi ona, jak mocną pozycję polityczną ma Rosja w świecie sportu oraz czy passa, dzięki której Rosjanie otrzymali prawa organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku oraz Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2018 roku, trwa dalej.

Jak podkreśla ekspert, nie jest tajemnicą przyjaźń łącząca szefa MKOl Thomasa Bacha z Władimirem Putinem, podobnie jak tajemnicą nie były serdeczne relacje łączące prezydenta Rosji z byłym już szefem FIFA Seppem Blatterem.

- Dlatego MKOl, pomimo zapewnień o swoim twardym stanowisku wobec dopingu, najprawdopodobniej wymyśli zgodną ze stanowionym przez siebie prawem furtkę dopuszczającą start tych sportowców, na których Rosjanie najbardziej liczą, w tym Jeleny Isinbajewej – uważa Jan Chmielewski.

Zdaniem współpracownika CA KJ sprawa dopingu w rosyjskim sporcie nie jest zjawiskiem nowym, ale wraz z postępem technologicznym przybrała nowe, nieznane dotychczas formy. Dobitnie wykazał to szokujący i miażdżący dla Rosji raport Światowej Organizacji Antydopingowej (WADA), który opisywał  nieprawidłowości w trakcie zimowych igrzysk w Soczi. Dlatego brak właściwej reakcji MKOl, jak również innych organizacji, może mieć bardzo negatywne skutki dla międzynarodowego środowiska sportowego.

- Doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że organizacje sportowe świadomie kształtują swoją politykę wobec Rosji. Pytanie, czy rządzony przez Niemca MKOl znajdzie na tyle odwagi, by rzucić Rosji rękawicę – podsumowuje Jan Czarnecki.


 
Jan Chmielewski – współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, ekspert ds. prawa sportowego. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, prawnik w kancelarii adwokackiej specjalizującej się w obsłudze biznesu. Zajmuje się zagadnieniami na styku prawa, polityki oraz sportu.

 0
Czytaj także