Balenciaga. Studium wzlotu, upadku i odnowy
  • Joanna BojańczykAutor:Joanna Bojańczyk

Balenciaga. Studium wzlotu, upadku i odnowy

Dodano: 
Balenciaga
Balenciaga Źródło: PAP / Albert Zawada
Kolejność zdarzeń: wielki kreator mody, sława i talent. Po jego śmierci długotrwały letarg firmy. Korporacyjne przejęcie, młody narybek, sukces finansowy. Skandal i upadek. Czy uda się zszyć to, co pękło?
Nie sądzę, żeby czytelnicy „Do Rzeczy” fascynowali się czerwonymi (obecnie kremowymi) dywanami. Ale zapewne wpadło im w oko parę fotek z ostatnich Grammy, Cezarów, Oscarów lub innych podobnych wielkoświatowych szopek. A tam, cóż – to, co zwykle. Piękne panie i panowie w kreacjach. Nie powiem, że pięknych, bo różnie z tym bywa. Ładne czy brzydkie, jednak zawsze odbiorca jest poinformowany, w jakim stroju wystąpiła dana celebrytość. Za tym stoją konkretne pieniądze. Już na tygodnie przed ceremonią marki mody instalują swoje stanowiska w pobliżu nadchodzących wydarzeń, PR-owcy zabierają się do pracy. Konkurencja we wciskaniu gwiazdom kreacji się ożywia. Im ważniejsza gwiazda, tym ważniejszy dom mody. Na tej ceremonii wsad ludzki liczy się mniej niż opakowanie – jesteś tylko tym, co masz na sobie. Tylko biedny Hugh Grant nie podporządkował się rytuałowi pochwalenia się nazwą swego garnituru, za co spadła na niego fala krytyki.

Nie podejrzewam również, żeby czytający te słowa interesowali się obsadą ważnych stanowisk w biznesie fashion. Większości ludzi kompletnie nie interesuje, czy dyrektorem artystycznym marki Z jest pan X czy pan Y. Ale kiedyś, gdy moda składała się z kilkudziesięciu ważnych kreatorów, a zwykły człowiek szył ubrania u lokalnego krawca, było inaczej. Nawet ci, którzy nigdy nie nosili drogich ubrań, wiedzieli, że Christian Dior, Yves Saint Laurent, Gabrielle Chanel to słynni projektanci mody. Ale potem to się zaczęło zmieniać. Ważni kreatorzy umarli, pozostały marka i nazwa. A marka, jak wiadomo, przedstawia sobą sporą wartość, tylko należy wiedzieć, jaką nową treścią należy ją wypełnić. W języku biznesu mody oznacza to, że z marką można zrobić, co się chce.

Cały artykuł dostępny jest w 16/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także