Trump jako Hitler
  • Marek Jan ChodakiewiczAutor:Marek Jan Chodakiewicz

Trump jako Hitler

Dodano: 115
Donald Trump
Donald Trump / Źródło: PAP / KAMIL KRZACZYNSKI
CYBERONUCA II Co się, panie, dzieje w Ameryce? Z tzw. korporacyjnych mediów kazirodczych raczej się nie dowiemy. Z mediów społecznościowych, też coraz mniej. Algorytmy wyłapują coraz sprawniej tzw. mowę nienawiści, czyli wszystko, co politycznie niepoprawne.

Nic lepiej nie pokazuje kazirodczego stosunku liberalno-lewicowych mediów do opisywanych przez siebie zjawisk niż narracja o Donaldzie Trumpie. Jak psy Pawłowa na komendę opluwają go jako niedoszłego dyktatora i ohydnego reżysera rzekomego puczu, który się nie udał. Amerykański prezydent i jego Make America Great Again zwolennicy to naturalnie „naziści”, czy „biali supremacjoniści” (white supremacists). Posługując się fałszywymi analogiami historycznymi, media malują portret Hitlera i jego MAGA szturmowców.

Ale przecież to zupłnie nie ma sensu. Szczególnie ta narracja nie powinna chwytać w Intermarium, a przede wszystkim w Polsce. Hitler i jego Niemcy zostawili po sobie dziesiątki milionów trupów, z czego 6 milionów Żydów. Sama Polska straciła 3 miliony Żydów i do 3 milionów chrześcijan. Miliony padły na Ukrainie, na Bałkanach, szczególnie w Serbii. Hitler stworzył jeden wielki grób w Intermarium. A Stalin go powiększał przed, w czasie i po II wojnie światowej. Bezkarnie do Hiltera porównywać ludzi nie wypada w Międzymorzu. No to co się dzieje?

Tłumaczę to tak: najpierw szeroko, a potem szczegółowo.

Po pierwsze, prezydenta Donalda Trumpa wzięto na celownik czarnej propagandy. Jest to narzędzie sprawowania władzy (tool of statecraft). Ta szczególna odmiana nazywa się “mord na reputacji” (Rufmord). Metoda ta istnieje przynajmniej od czasów antycznych. Sukces tego narzędzia polegał na szerzeniu zatrutych plotek, opowiadania niesmacznych kawałów oraz dzieleniu się skandalicznymi obrazkami. Pamiętajmy, że humor może być chyba najbardziej wyrafinowaną formą agresji. Komintern doprowadził sztukę Rufmord do perfekcji. W naszych czasach skuteczność tej metody jest natężona dzięki wszechobecności korporacyjnych i mediów społecznościowych. Wystarczy wypuścić paradygmat opluwania; agentura wtedy karmi podstawowe wątki narracyjne do mainstream; a potem użyteczni idioci replikują to bez końca.

Po drugie, profesor Leo Strauss uczył, że lewica używa mechanizmu reductio ad Hitlerum, gdy brakuje jej solidnych argumentów oraz gdy chce zohydzić obiekt swojej nienawiści i gdy życzy sobie zdelegitymizować cel swojej żółci. Oczernianie słowami takimi jak “faszysta” czy “nazista” działa w taki sam sposób. Słynny pisarz Evelyn Waugh wspominał, że w latach dwudziestych, aby kogoś podciąć wystarczało nazwać go „Bolshy” – bolszewik. I już nie wymagało to dyskusji. Wtedy to Stalin i jego Komintern wprowadził koncepcję “faszysty”. Ktokolwiek nie zgadzał się ze Stalinem był „faszystą” albo czymś podobnym. W taki sposób socjaldemokraci stali się „socjal-faszystami”, a Trocki i jego zwolennicy „hitlero-faszystami”.

Te mechanizmy to właśnie paradygmat propagandowy, który media korporacyjne wygenerowały przeciwko prezydentowi Trumpowi. Ich przesłanie dudni na całym świecie, a w tym Unii Europejskiej i jej sąsiedztwie.

A teraz spójrzmy na szczegóły. Po pierwsze, celebryta i były kalifornijski gubernator porównał Donalda Turmpa, jego MAGA zwolenników, oraz szturm na Kapitol do Kristallnacht – Nocy Zbitego Szkła. Z 9 na 10 listopada 1938 r. Adolf Hitler i jego rząd III Rzeszy zorganizował antyżydowski pogrom. Zgodnie z bezpośrednimi rozkazami, w zaplanowany sposób bojówki SA i NSDAP zaatakowały synagogi, domy, oraz przedsiębiorstwa należące do Żydów. Przynajmniej 108 osób zginęło. Ale przecież gniew tłumu i najazd na Kongres USA to spontaniczna reakcja dołów. Zadymiarze przecież nie chcieli bić Żydów, ani żadnej innej grupy etnicznej. Na cel wzięli polityków, którzy – ludzie MAGA wierzą – „ukradli” ostatnie wybory prezydenckie. Analogia do Kristallnacht jest fałszywa. I była ona wersją sztuczki reductio ad Hitlerum.

Ponadto równie błędne jest twierdzenie, że profanacja „świątyni amerykańskiej demokracji”, jak ujął to sam paleokonserwatywny przywódca Pat Buchanan, przez uczestników zamieszek MAGA to analogia do podpalenia Reichstagu. Tzw. „pożar Reichstagu” 17 lutego 1933 to prowokacja niemieckich narodowych socjalistów, przygotowana przez tajną policję zgodnie z rozkazami Hitlera. Prowokacja miała na celu zamoczenie komunistów w spaleniu niemieckiego parlamentu aby Der Führer mógł wprowadzić nadzwyczajne ustawodawstwo nadające mu władzę dyktatorską. Tak zwany „akt upoważniający” (Ermächtigungsgesetz) był ważnym krokiem na drodze do totalnej władzy narodowych socjalistów w Niemczech i rozpętał falę prześladowań Żydów i innych wrogów III Rzeszy.

W odróżnieniu od tego, zamieszki MAGA to spontaniczny ruch oddolny. Ani nie organizowało to FBI ani kierował tym Biały Dom. Lepszą analogią byłaby teoria spiskowa, że Trumpowa “nazistowska” FBI zorganizowa prowokację aby Black Lives Matter i Antifa zaatakowały Capitol aby w ten sposób mieć wymówkę aby wprowadzić specjalne ustawodawstwo, a dzięki temu stan wojenny i zmiażdrzenie Demokratów i lewicy pod płaszczykiem „ocalania demokracji”. Nic takiego nie miało miejsca. Naturalnie, obecni byli w tłumie infiltratorzy z BLM i Antifa, ale spisek Trump-FBI nie miał miejsca.

Ponadto, Kongres USA wcale nie przegłosował żadnego prawodastwa dającego poprzedniemu prezydentowi uprawnienia dyktatorskie po zamieszkach MAGA. Zamiast tego, inicjatywa znalazła się (i nadal znajduje się) całkowicie w rękach Demokratów, liberałów, postępowców i lewaków.

Dlatego właśnie Ameryka stała się świadkiem „Aktu Bezupoważnieniowego” ze strony mediów społecznościowych, po tym jak Facebook i Twitter wyrzuciły Trumpa ze swoich platform internetowych. Liberałowie szerzą zatrutą opowieść, że szturm na Kapitol był momentem „białej supremacji” odzwierciedlającej pozycję wszystkich Republikanów i konserwatystów, w taki sposób pozbawiając ich honoru i obywatelskiej racji bytu oraz delegalizując każdy objaw sprzeciwu wobec lewackich szaleństw. W rezultacie pracodawcy wywalają z pracy ludzi, którzy uczestniczą w pro-Trumpowych demonstracjach, a nawet za publikowanie w Internecie konserwatywnych treści. A Demokraci używają swojej własnej wersji „Aktu Upoważniającego”, aby przerobić Amerykę na swój własny „obudzony” (woke) wizerunek. W końcu, straszą, że potraktują wszystkich ludzi MAGA jak terorystów. I kto tu jest totalitarny?

No, to by było na tylko o Trumpie jako rzekomym Hitlerze.

Marek Jan Chodakiewicz

Washington, DC, 11 January 2021

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 115
Czytaj także