ŚwiatUkraińska lekcja

Ukraińska lekcja

Ukraińska lekcja
Ukraińska lekcja
Dodano

Wnioski z wydarzeń ukraińskich są tak oczywiste, że aż banalne. Mimo to, cały czas trzeba przerabiać nauki płynące z Kijowa

Piotr Gursztyn

Nauka pierwsza jest taka, że Francis Fukuyama nie pomyliłby się co do swojej tezy o końcu historii, gdyby nie ludzie rządzący na Kremlu. Może dałoby się w naszej części świata zredukować stosunki międzynarodowe do handlu zagranicznego, współpracy kulturalnej i wymiany młodzieży. Dopóki jednak Kreml – ta prawdziwa Wieża Saurona – prowadzi politykę carów i genseków, dopóty będą obowiązywały w polityce Europy Środkowej i Wschodnie bardzo twarde reguły. To znaczy, że będą ginęli wszyscy, którzy są słabi, podzieleni i naiwni.

Nauka druga jest taka, że Unia Europejska nie jest strukturą zdolną zapewnić bezpieczeństwo komukolwiek spoza swojego twardego jądra. A Polska w nim nie jest i nic nie wskazuje na to, że kiedyś będzie – niezależnie od tego kto tu rządzi i jak bardzo się stara. Unia jest sprawną izbą handlową, do której koniecznie trzeba należeć, nie zapominając przy tym o jej prawdziwym przeznaczeniu i charakterze. Ma służyć handlowi i łagodzeniu relacji między jej członkami. Została powołana po to, aby Niemcy i Francuzi, oraz inne narody, nie rżnęli się więcej w krwawych wojnach. Ale nie została powołana po to, aby bronić kogoś ze swych członków w przypadku agresji z zewnątrz. Do tego służy NATO, na które – właśnie dlatego – powinniśmy dmuchać, chuchać i pielęgnować stosunki z jego najsilniejszym członkiem. I nie handryczyć się o wynajem jakichś obiektów potrzebnych do tarmoszenia talibów.

Nauka trzecia wynika z tego, że politycy na całym świecie najbardziej cenią sobie święty spokój. Gdyby Ukraińcy nie zebrali się na Majdanie i nie trwali tam w mrozie długie tygodnie to pies z kulawą nogą nie interesowałby się losem ich kraju. Pokazali nam, że Real-politik pozorowanych negocjacji, zgniłych kompromisów i pustych deklaracji jest g… warta. Że idealizm w polityce nie jest frajerstwem, ale czynnikiem najsilniej motywującym ludzi do skutecznego działania. Drugą stroną tej prawdy pokazują zwolennicy Wiktora Janukowycza, czyli ludzie, do których stosuje się określenie „homo sovieticus”. Ludzie uważający, że polityka to cyniczna gra potężnych cwaniaków i cała sztuka polega na tym, żeby i sobie wyrwać ochłap. Skutek jest taki, że Janukowycz nie jest w stanie zmobilizować w swojej obronie nikogo poza opłacanymi chuliganami i przymusowo spędzonymi urzędnikami. Trudno przewidzieć jego dalsze losy, ale jedno można powiedzieć, że jego władza nie będzie już silna. Może stłumi protesty, ale nie będzie już suwerennym władcą Ukrainy. Będzie musiał oprzeć się na Kremlu, tajnych służbach, oligarchach, wojsku. Jeśli naruszy ich interesy, to jego mocodawcy znajdą sobie nowego Janukowycza. A stary wyląduje na śmietniku historii.

Za te cenne nauki powinniśmy odwdzięczyć się Ukraińcom. Pomóc w dojściu do kompromisu, który pozwoli wyłonić na Ukrainie władzę akceptowaną przez większość społeczeństwa. Naciskać na inne kraje unijne, tak aby znalazły środki rekompensujące Ukrainie skutki presji ekonomicznej ze strony Moskwy. To cele niełatwe do osiągnięcia. Są też rzeczy prostsze, które można przeprowadzić „od ręki” – stypendia i uchylenie żelaznej kurtyny, jaka oddzieliła Polskę od Ukrainy w momencie naszego wejścia do strefy Schengen. W końcu nie ma na świecie zbyt wielu miejsce, gdzie Polska jest postrzegana jako wzór, który warto naśladować. Na Ukrainie tak nas widzą. Głupotą byłoby to zmarnować.

Czytaj także

 0

Czytaj także