W październiku 2025 r. partia La Libertad Avanza zwyciężyła w cząstkowych wyborach do parlamentu. Otworzyło to perspektywę szerszej realizacji programu Javiera Mileia zmierzającego do transformacji systemu socjalistycznego w kapitalistyczny, rozpoczętej w grudniu 2023 r., po wygranych przez niego wyborach prezydenckich. W Argentynie głowa państwa jest jednocześnie szefem rządu, więc Milei częściowo może deregulować gospodarkę dekretami, jednak by przegłosowywać ustawy, jego partia musi się dogadywać z innymi. Po ubiegłorocznych wyborach tworzy największy klub parlamentarny – choć bez większości – a opozycja w Kongresie nie dysponuje już wystarczającą liczbą mandatów, by odrzucać prezydenckie weto.
Przypomnijmy, że pod wieloletnimi rządami socjalistycznymi Argentyna z jednego z najbogatszych krajów świata (w latach 1895–1896 najwyższe PKB per capita) zmieniła się w jeden z najbiedniejszych, pogrążonych w nieustannym kryzysie. Dla zobrazowania: pod koniec rządów prezydenta Raúla Alfonsína (przypadły na lata 1983–1989) skumulowana inflacja z tego okresu wyniosła 664 tys. proc. Nic dziwnego, że brakowało nawet prądu. Z kolei w końcówce prezydentury Alberta Fernándeza w 2023 r. Argentyna miała roczną inflację przekraczającą 200 proc. – najwyższą na świecie. Ponad 50 proc. obywateli żyło w biedzie, 10 proc. w skrajnej nędzy, a 60 proc. dzieci jadło tylko jeden posiłek dziennie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
