ZdrowieNowoczesne leczenie opóźnia przerzuty raka prostaty

Do Rzeczy o zdrowiu Dodatek tygodnika „Do Rzeczy”

Nowoczesne leczenie opóźnia przerzuty raka prostaty

Nowotwór prostaty
Nowotwór prostaty / Źródło: Fotolia
Dodano
Zachorowania na raka prostaty i rośnie śmiertelność z jego powodu. Można to zmienić dzięki wczesnemu wykrywaniu i zastosowaniu nowoczesnego leczenia, by blokować pojawienie się przerzutów.

Rak prostaty to już pierwszy pod względem liczby zachorowań męski nowotwór w USA i wielu krajach zachodnich. W Polsce na razie drugi (po raku płuca), jednak pod tym względem gonimy zachodni świat: liczba zachorowań stale u nas rośnie. Co roku taką diagnozę słyszy ok. 16 tys. mężczyzn w Polsce. Choć rak prostaty nie jest wyrokiem i są panowie, którzy nawet z rozsianą chorobą nowotworową żyją długie lata, to jednak umiera z jego powodu rocznie ponad 5 tys. Polaków. Wielu mogłoby dłużej żyć, gdyby nowotwór został rozpoznany na wcześniejszym etapie i gdyby można było wykorzystać wszystkie dostępne nowoczesne metody leczenia.

Zbadaj się: zanim wystąpią objawy

Prostata, czyli gruczoł krokowy, znajduje się tuż pod pęcherzem moczowym. Gdy dochodzi do łagodnego przerostu gruczołu krokowego, co jest bardzo częste u mężczyzn już po 50. roku życia, pojawiają się objawy spowodowane uciskiem powiększonej prostaty na cewkę moczową. Najczęściej są to zaburzenia w oddawaniu moczu, np. słaby strumień moczu i jego przerywanie, parcie na pęcherz i bóle przy oddawaniu moczu, uczucie niecałkowitego opróżnienia pęcherza, konieczność częstego oddawania moczu, także w nocy. Bardzo podobne objawy mogą być jednak również spowodowane nowotworem prostaty. – Ucisk guza na cewkę moczową powoduje dokładnie takie same objawy jak łagodny rozrost prostaty. Dlatego objawów nie można lekceważyć, podobnie jak przewlekających się infekcji dróg moczowych. Niestety często nawet lekarze pierwszego kontaktu długo zalecają leki przeciwzapalne, przeciwbólowe. Jeśli takie leczenie nie pomaga, objawy utrzymują się, konieczna jest wizyta u urologa, bez względu na to, ile mężczyzna ma lat – mówi dr n. med. Artur Drobniak, onkolog kliniczny z Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pod względem liczby zachorowań, zbliżamy się do średniej europejskiej. Być może jednak zachorowań w Polsce wcale nie jest mniej niż w krajach zachodnich, tylko rak prostaty często na wczesnym etapie pozostaje nierozpoznany. Diagnoza jest stawiana w wielu przypadkach zbyt późno. – W USA tylko 2-3 proc. nowotworów prostaty jest rozpoznawanych w czwartym stadium, kiedy są już przerzuty do odległych narządów, i nie ma właściwie szans na wyleczenie, walczy się tylko o wydłużenie życia. W Polsce aż w 12-15 proc. przypadków chorobę rozpoznaje się w stadium rozsianym. Pacjenci zbyt późno trafiają do lekarza – potwierdza dr Drobniak.

Ten typ nowotworu długo może nie dawać objawów, dlatego żeby wcześnie go rozpoznać, trzeba badać się profilaktycznie, zanim pojawią się dolegliwości. Eksperci zalecają, żeby każdy mężczyzna po 50. roku poszedł do urologa. Konieczne jest badanie per rectum (przez odbytnicę: przyp. red.) oraz sprawdzenie PSA (antygenu swoistego dla gruczołu krokowego). Jeśli w rodzinie ktoś chorował na raka prostaty, wizyta u urologa i badania są konieczne już od 40. roku życia. Uwaga: podwyższone PSA nie oznacza procesu nowotworowego; podobnie niskie PSA nie oznacza, że raka prostaty nie ma – dlatego tak ważna jest wizyta u urologa, który oceni ryzyko i ewentualnie zaleci dalsze badania, takie jak USG, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny.

Podstawą dla postawienia diagnozy jest wynik badania histopatologicznego, wykonanego za pomocą biopsji gruboigłowej. – Nie bójmy się diagnozy. Jeśli choroba zostanie rozpoznana we wczesnym stadium, jest szansa na wyleczenie. Gdy są przerzuty, walczymy już tylko o wydłużenie życia – mówi dr Drobniak.

Leczenie dopasowane

Gdy rak prostaty zostanie rozpoznany w bardzo wczesnym stadium, szczególnie u starszego mężczyzny, czasem wystarczy obserwacja, ponieważ guz może rosnąć bardzo powoli. Jeśli leczenie jest konieczne, a guz jest ograniczony do prostaty, usuwa się go wraz z nią (to tzw. prostatektomia radykalna; coraz częściej operacje są wykonywane metodą laparoskopową, niekiedy z udziałem robota da Vinci). Alternatywną metodą dla metod chirurgicznych u części chorych jest radioterapia.

U ok. 50-60 proc. pacjentów pojawiają się jednak przerzuty (a część osób już je ma w momencie postawienia diagnozy). – Tych chorych również możemy leczyć przez wiele lat, stosując różne opcje. Najczęściej na początku stosujemy leki antyandrogenowe, obniżające poziom testosteronu, który jest „paliwem napędowym” dla raka. Dzięki temu rak jest uśpiony, nie rośnie – tłumaczy dr Drobniak. Niestety, po pewnym czasie pojawia się oporność na takie leczenie: rośnie poziom PSA i pojawiają się przerzuty (mówi się wówczas o raku prostaty opornym na kastrację). U części pacjentów w ramach programów lekowych można zastosować leki antyandrogenowe nowej generacji. W sposób bardzo skuteczny blokują działanie testosteronu na komórki raka, dlatego hamują postęp choroby lub nawet ją cofają. W Polsce pacjenci mają dostęp do dwóch terapii hormonalnych nowej generacji (enzalutamid i octan abirateronu) w ramach programów lekowych, zarówno przed, jak po chemioterapii.

– U ok. 10-20 proc. pacjentów po leczeniu hormonalnym pierwszego rzutu poziom PSA rośnie, jednak nie widzimy przerzutów. Najprawdopodobniej one już są, tylko nie potrafimy ich stwierdzić przy pomocy naszych metod diagnostycznych. Niektóre leki antyandrogenowe nowej generacji mogą zahamować pojawienie się przerzutów: odcinają przesyłanie sygnału do komórek raka i uniemożliwiają w ten sposób podziały komórek nowotworowych. W niektórych sytuacjach pozwala to odroczyć objawy choroby o dwa lata, a nawet więcej – tłumaczy dr Drobniak. Jeden z takich leków został niedawno pozytywnie oceniony przez Radę Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Apalutamid jest przeznaczony dla grupy chorych, u których nie stwierdzono jeszcze obecności przerzutów, ale istnieje duże ryzyko, że się pojawią. – W Polsce takie leczenie na razie nie jest dostępne. Użyję sformułowania, którego nie lubię: pacjenci „są skazani” na oczekiwanie na pojawienie się przerzutów. Co kilka miesięcy wykonujemy badania obrazowe takie jak tomografia komputerowa, scyntygrafia czy PET, by sprawdzić, czy przerzutów nie ma, a nowoczesne leki antyandrogenowe możemy zastosować dopiero, gdy przerzuty się pojawią. Chcielibyśmy naszych chorych wcześniej leczyć, by zapobiec przerzutom. Takie leczenie jest już dostępne wielu krajach – zaznacza dr Drobniak.

W kilku badaniach klinicznych udowodniono, że dzięki zastosowaniu leku antyandrogenowego nowej generacji można opóźnić pojawienie się przerzutów o ponad dwa lata. – Niewiele jest w onkologii takich leków, które mogą aż tak wpłynąć na poprawę jakości życia i na wydłużenie czasu do pojawienia się przerzutów – przyznaje dr Drobniak. Dodatkowym atutem jest to, że terapia jest w postaci tabletek. Jest to szczególnie ważne w dobie COVID-19, gdyż pacjent przyjeżdża do szpitala co kilka miesięcy, wyłącznie po odbiór leku i nie jest narażony na skomplikowane procedury. Może normalnie funkcjonować zarówno w domu, jak w pracy, jeśli pozostaje zawodowo aktywny. Nowoczesne leki są też stosunkowo bezpieczne: ewentualne skutki uboczne (jak np. bóle kostno-mięśniowe, wzrost ciśnienia tętniczego) można zredukować i mieć nad nimi kontrolę.

Onkolodzy mają nadzieję, że uda się zmniejszyć śmiertelność mężczyzn z powodu raka prostaty, tak jak to stało się w przypadku wielu innych nowotworów. Do tego konieczne jest jednak wcześniejsze wykrywanie i możliwość stosowania wszystkich skutecznych terapii.

Kiedy się badać?

Starszy wiek i geny: to największe czynniki ryzyka raka prostaty, dlatego chorobie nie da się w 100 proc. zapobiec. Można jednak zmniejszyć ryzyko zachorowania: zalecana jest aktywność fizyczna i zmniejszenie w diecie tłuszczów pochodzenia zwierzęcego. Konieczne są badania profilaktyczne: od 50. roku życia (w przypadku zachorowań w rodzinie: od 40. roku życia).

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 27/2020
Artykuł został opublikowany w 27/2020 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także