W niedzielę Lech Wałęsa wystąpił na konwencji Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Z jego ust padły haniebne słowa o Kornelu Morawieckim, który w ubiegłym tygodniu zmarł.
– Środek stanu wojennego, atakują nas z każdej strony. A on sobie, kozak, Solidarność Walczącą zakłada! Co to jest proszę państwa? To jest zdrada! Zdrajca – powiedział były prezydent.
Słowa te skrytykował Bronisław Komorowski. Dla byłego prezydenta wypowiedź Wałęsy była "nieuzasadniona" i "niewłaściwa". – Także dlatego, że nie wiadomo, na czym miałaby polegać zdrada. Nie obowiązywała w podziemiu antykomunistycznym żadna zasada lojalności wobec kierownictwa związku zawodowego, bo nie wszyscy byli członkami tego związku zawodowego – podkreślił były prezydent, dodająć, iż on także działał w podziemiu poza "Solidarnością", szanującjednocześnie autorytet władz podziemnej Solidarności i wiążąc z tym wielkie nadzieje. – Ale to nie znaczy, że każdy, kto działał poza tymi strukturami, zasłużył na taką ocenę – wskazał.
Komorowski stwierdził, że "brutalnymi i niedobrymi słowami, oskarżeniami o zdradę specjalizowało się Prawo i Sprawiedliwość". – Te słynne "zdradzieckie mordy" w wydaniu Jarosława Kaczyńskiego. To był ich trochę monopol. I wołałbym, żeby tego rodzaju język i poglądy pozostały przy tym środowisku, aby inni nie szli tą samą, złą drogą – dodał.
Czytaj też:
Córka Kornela Morawieckiego odpowiada Wałęsie. Padają mocne słowa