Chcemy chronić dzieci

Chcemy chronić dzieci

fot.Jakub Szymczuk
fot.Jakub Szymczuk
Dodano
Z dr Joanną Banasiuk z Instytutu Ordo Iuris, który przedstawił projekt nowelizacji ustawy w sprawie aborcji, rozmawiał Tomasz Terlikowski.

TOMASZ TERLIKOWSKI: Pani doktor, czy pani jest kobietą?

JOANNA BANASIUK: Tak. Nie mam co do tego wątpliwości.

Wie pani, dlaczego o to pytam?

Podejrzewam, że chodzi panu o wydarzenia z poniedziałku.

Feministki w ich trakcie przekonywały, że kobiety tego dnia są z nimi…

… pewna część tak. Trzeba jednak pamiętać, że pełna prawna ochrona życia cieszy się poparciem wielu kobiet.

Wiele innych jednak wyszło w poniedziałek na ulice.

Czy znowu tak wiele? Aby zachować właściwe proporcje, warto zestawić ten protest z ogromnym, społecznym ruchem, jakim są marsze dla życia i rodziny w Polsce. Jeśli do tego dodamy niemal pół miliona podpisów pod obywatelskim projektem ustawy dotyczącej obrony życia i 150 tys. podpisów pod apelem do parlamentarzystów o pełną ochronę życia, to dopiero zobaczymy protesty czarnego poniedziałku na właściwym tle. To niewielki ruch.

A może pani doktor, tak jak inne kobiety popierające zakaz aborcji, ma po prostu syndrom sztokholmski?

Mam wątpliwości, czy kobiety, które wyrażają swoje wątpliwości co do przygotowanej przez nas ustawy, w ogóle miały ją w rękach i zapoznały się z nią. Kilka dni temu aktorka Maja Bohosiewicz właśnie po lekturze projektu wycofała swoje wsparcie dla czarnego marszu…

… i została tak zhejtowana przez zwolenników aborcji, że błyskawicznie wycofała swój wpis.

To tylko pokazuje przemocowy i pseudokobiecy charakter środowisk broniących aborcji. Nienawistny atak na kobietę, która ośmieliła się mieć inne zdanie, jest czymś, o co trudno normalne kobiety podejrzewać. Kobieca empatia wyklucza takie zachowania.

Zwolenniczki czarnych marszów tłumaczyły, że ich zachowanie bierze się z wściekłości na to, że autorzy projektu chcieli zamykać kobiety w więzieniach. Pani rzeczywiście miała taki zamiar?

To jest fałszywe postawienie pytania. Nasz projekt miał chronić dziecko środkami prawnymi. W praktyce to oznacza tyle, że zamach na życie i zdrowie dziecka musi pociągać za sobą odpowiedzialność karną. W prawie polskim oznacza to, że czyn musi być zabroniony i zagrożony sankcją karną. Jeśli nie ma karalności, to nie ma przestępstwa, nie ma przestępstwa, to nie ma ochrony danego dobra. Dlatego nasz projekt przewidywał, że każdy sprawca śmierci dziecka poczętego ponosi odpowiedzialność karną. Nie różnicował co do zasady między matką i innymi sprawcami, z tym że matka może odpowiadać jedynie za czyn umyślny, tzn. za świadomy i dobrowolny zamach na dziecko. Osobna kwestia to karanie kobiet, czyli to „wsadzanie do więzienia”. Tu nasz projekt w odniesieniu do kobiety (i tylko w odniesieniu do niej) zawsze umożliwiał sądowi odstąpienie od wymierzenia kary, bez żadnych warunków wstępnych. Mamy świadomość, że kobiety znajdują się w trudnej sytuacji, że często są pod presją środowiska czy nawet ojca dziecka i dlatego pozostawiliśmy możliwość decyzji o wymierzeniu kary sądowi. Tyle że to ogromna zmiana, ponieważ dotychczasowe prawo z definicji uniemożliwiało ukaranie kobiety, a zatem coś jednak chcieliście zmienić. To, że obecnie mamy do czynienia z wyłączeniem karalności kobiet, jest reliktem prawodawstwa sowieckiego przeszczepionego do PRL w 1956 r. Takie rozwiązanie prawne jest charakterystyczne dla państw postkomunistycznych. W większości demokratycznych państw takie wyłączenie prawne nie obowiązuje i kobieta, jeśli dopuści się nielegalnej aborcji, ponosi odpowiedzialność karną. Tak jest nawet w Hiszpanii, która ma niezwykle liberalne prawo aborcyjne.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 42/2016
Cały artykuł dostępny jest w 42/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także