Pokaz siły hegemona
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Pokaz siły hegemona

Dodano: 
Nicolas Maduro prowadzony po pojmaniu przez Amerykanów
Nicolas Maduro prowadzony po pojmaniu przez Amerykanów Źródło: PAP/EPA / Stringer
Polska elita w sprawie Wenezueli pozostaje niezdolna do wyciągnięcia wniosku, który dla realistów nie jest żadnym odkryciem: światem relacji międzynarodowych rządzi naga siła, a hegemon, któremu całkowicie podporządkowaliśmy nasze bezpieczeństwo, używa jej bezwzględnie wyłącznie dla obrony własnego interesu

Ameryka tą operacją udowodniła, że ma zdolności dużo większe do oddziaływania w polityce bezpieczeństwa niż jakiekolwiek inne państwo. W tym sensie, jako nasz sojusznik w NATO, państwo, które rozlokowało 10 tys. swoich żołnierzy [na terytorium Polski] udowadnia, że na dobrego konia stawiamy – bo jest to koń, który jest w stanie realizować politykę twardą, gdy uzna, że jest to w jego interesie". W ten sposób szef prezydenckiego Biura Polityki Zagranicznej Marcin Przydacz skomentował agresję USA na Wenezuelę. W tej wypowiedzi charakterystyczne jest przyjęcie jako w zasadzie dogmatu, że ów amerykański interes w tym wypadku, ale też w ogóle, jest tożsamy z polskim. Co jest założeniem błędnym.

W naszym kraju panuje mentalność służalcza, czasem niezbyt szczęśliwie określana jako postkolonialna. Oznacza ona, że większość przedstawicieli elity ma swojego zagranicznego patrona czy suwerena. Strona, umownie mówiąc, koalicyjna za takiego uważa "Europę" – najważniejsze stolice, które na razie pozostają niezmiennie w głównym nurcie (choć może się to zmienić choćby po kolejnych wyborach prezydenckich we Francji, najbardziej eurosceptycznym z krajów UE według sondażu magazynu "Le Grand Continent"), czy organy Unii Europejskiej, przede wszystkim Komisję Europejską. Strona PiS-owska z kolei niezmiennie wpatrzona jest w Waszyngton z takim samym bezkrytycznym uwielbieniem i uzależnieniem, jak Ignacy Rzecki wpatrzony był we własne złudzenie o Napoleonie Bonapartem. Pan Przydacz zalicza się do tej drugiej grupy.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także