Albowiem właśnie to niedawne, żałosne kręcenie przez premiera Tuska w sprawie tego, czyje pieniądze – a chodzi o, bagatela!, 90 mld euro tylko w latach 2026-2027 – zostaną przekazane zbankrutowanej Ukrainie, w związku z toczoną przez nią wojną z Rosją, jasno dowodzi, że najwyższa pora, aby w sprawie finansowania przez Polskę tego państwa i jego obywateli, wreszcie zacząć rozmawiać z polskimi wyborcami i podatnikami poważnie i wyczerpująco. A nie na odczepnego.
Chodzi mi o pamiętne kręcenie przez Tuska podczas konferencji prasowej w Brukseli, kiedy to niespodziewanie uznał on, że jeszcze większym sukcesem od wydania na ten cel (czyli na pożyczkę dla Ukrainy) zamrożonych w Unii Europejskiej (głównie w Belgii) pieniędzy Federacji Rosyjskiej – a dzień wcześniej to właśnie miało być, wnosząc z jego ówczesnych słów, największym sukcesem – będzie wydanie nań pieniędzy z zaciągniętej przez "Unię Europejską" pożyczki, które to rozwiązanie jeszcze dzień wcześniej w ustach Tuska uchodziło za wariant dużo, a nawet bardzo dużo gorszy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
