Co będziemy wtedy jeść, po kasacie własnego rolnictwa i zaniku ludzi umiejących zasiać i zebrać zboże? Wydruki z wykresami PKB? Dlatego wszyscy dziś musimy być jak Grakchowie w starożytnym Rzymie, ideowi protoplaści współczesnych „populistów”
Wypowiadając się o podpisanej przez Ursulę von der Leyen umowie o wolnym handlu z Mercosurem, ludzie żyjący w świecie realnym mówią językiem interesów, czyli korzyści lub strat. Neoliberałowie i teoretycy skrajnego liberalizmu z reguły popierają umowę jako zgodną z zasadami dogmatycznie pojmowanego wolnego rynku, gdzie interes konsumenta jest ważniejszy niż interes producenta. Argumentują, że tak pisali Adam Smith, Ludwig von Mises i kilku innych „marksów” wolnorynkowych ze szkół szkockiej, austriackiej i chicagowskiej. Od razu uprzedzam, że piszę niniejszy tekst jako przeciwnik umowy z Mercosurem i widzę w niej katastrofalny błąd wyrosły z dogmatyki neoliberalnej, za którą stoją interesy wielkich międzynarodowych korporacji.
Neoliberalizm narodził się w latach 70. XX w., a został wcielony w życie w czasie reform Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i Ronalda Reagana w Stanach Zjednoczonych dekadę później, aby szeroko rozlać się po świecie pod koniec XX stulecia. Była to ideologia triumfującego kapitalizmu, pod której przykrywką korporacje zarabiały niesamowite pieniądze, a pokonany blok wschodni (w tym Polska) był wykupywany za bezcen pod rządami neoliberalnych elit rekrutujących się z opozycji demokratycznej, które tę ideologię łykały z refleksją równą pelikanom.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
