Prof. Andrzej Nowak był gościem Roberta Mazurka. Dziennikarz poprosił historyka z Zakładu Historii Europy Wschodniej Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, o ocenę kondycji polskiej debaty historycznej. Rozmówca wskazał na nazwisko Piotra Zychowicza.
– Wpływ pana Piotra Zychowicza na polską debatę historyczną uważam za katastrofalnie zły. To jest człowiek, który nie ma warsztatu historyka, nie jest profesorem. Ale to nie jest ważne. Są profesorowie niemądrzy, być może ja się do nich zaliczam. Tytuł tu nie gra zasadniczej roli. Chodzi o sposób traktowania historii. Historia przez pana Piotra Zychowicza jest traktowana jako sposób prowokacji, zostawię wątek merkantylny, na której budząc sensacyjne skojarzenia, które niezwykle podobają się w Berlinie i w Moskwie, można zyskać pieniądze, bo one również podobają się tym, którzy nie lubią polskiej historii – ocenił prof. Nowak.
– Lansuje się takie brednie, jakie wspiera wywiad Władimira Putina. Że najważniejszym wydarzeniem okresu międzywojennego był sojusz Piłsudskiego z Hitlerem. Właściwie, że potem był jakich sojusz Hitlera ze Stalinem to betka i tylko wynik sojuszu Piłsudskiego z Hitlerem. To potworne zakłamanie historii – podsumował autor wielotomowej historii Polski.
Zychowicz odpowiada Nowakowi. Mocne słowa
Piotr Zychowicz w obszernym wpisie odpowiedział szczegółowo na zarzuty formułowane przez naukowca. "Uważam, że pan profesor ma pełne prawo do niezgadzania się z moimi tezami historycznymi i podjęcia z nimi merytorycznej polemiki. Jestem bowiem zdeklarowanym zwolennikiem wolnego słowa i wolnej wymiany myśli. Nie mogę jednak zgodzić się na rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na mój temat" – wskazał publicysta.
Poniżej stanowisko Piotra Zychowicza:
"Paradoks wypowiedzi profesora Nowaka polega na tym, że oskarża mnie o 'zakłamywanie historii'. Tymczasem podane przez niego przykłady owego 'zakłamywania' są kłamstwami.
1. Nie uważam, że sojusz Piłsudskiego z Hitlerem był najważniejszym wydarzeniem całego okresu międzywojennego (1918 – 1939).
2. Nigdy nie twierdziłem, że sojusz Hitlera ze Stalinem jest 'betką' i wynikiem sojuszu Piłsudskiego z Hitlerem. Pisałem coś dokładnie odwrotnego.
3. Nigdy nie dostałem – jak zdaje się sugerować pan profesor – żadnych pieniędzy od Niemiec lub Rosji.
4. Ambasada Rosji w Warszawie nie planowała rautu z okazji wydania mojej książki. A jeżeli planowała to zapomniała mnie zaprosić.;-)
Cały wywód Andrzeja Nowaka opiera się na insynuacjach. Profesor oskarża mnie na przykład o to, że piszę swoje książki z niskich pobudek. A konkretnie — dla pieniędzy. Tak, dostaję honoraria za swoje książki tak samo jak wszyscy inni autorzy. Rozumiem, że pan profesor całą swoją działalność publiczną prowadzi pro-bono. Czyli nie pobiera honorariów za książki i wierszówek za artykuły? Jest to oczywiście pytanie retoryczne.
Nie zabrakło oczywiście argumentów 'adputinum'. Pan profesor stwierdził, że moje książki „podobają się w Berlinie i Moskwie” (jednocześnie?!). A ich tezy są 'dokładnie takie same' jak tezy prac wydawanych przez FSB. Z kontekstu wynika, że chodzi o książkę 'Pakt Ribbentrop-Beck' z 2012 roku. Przypomnę: postawiłem w niej tezę, że źle się stało, iż Polska razem z Niemcami nie pomaszerowała na Związek Sowiecki i nie zniszczyła bolszewizmu, który uważam za największe zło w dziejach świata. I największe zagrożenie dla Polski i ludzkości. W przeciwieństwie do prof. Nowaka nie czytam książek wydawanych przez FSB, ale nie sądzę żeby znajdowały się w nich podobne tezy.
Podobne absurdy można mnożyć… Pan profesor najpierw przedstawił mnie i moje poglądy w sposób karykaturalny. W krzywym zwierciadle. A następnie bohatersko podjął polemikę z tezami, których nigdy nie wygłaszałem. Profesor wykorzystał to, że nie było mnie w studiu i nie mogłem bronić swojego dobrego imienia. W efekcie ponad 100 tysięcy Widzów kanału ZERO (w momencie gdy piszę te słowa) dowiedziało się, że jestem złym człowiekiem i złym Polakiem. A pan profesor – oczywiście – jest wzorowym Polakiem.
Uważam podobne metody za niegodne cywilizowanej debaty. Utrzymane w duchu tego co mój mistrz Józef Mackiewicz określał mianem polemiki w stylu sowieckim. Nie jest to polemika z tezami autora, ale atak personalny, który składa się z obelg i kalumni. Cel jest jasny: zohydzenie osoby, która ośmiela się mieć odmienne, 'niesłuszne' poglądy.
Co ciekawe przy okazji dostało się setkom tysięcy Czytelników moich książek, którzy zostali uznani przez profesora za 'tych którzy nie lubią polskiej historii'. Czuję się w obowiązku wystąpić również w ich obronie. Znam bowiem świetnie swoich Czytelników i doszedłem do przeciwnych wniosków niż pan profesor. Są to wspaniali ludzie, którzy kochają polską historię. Ale – w przeciwieństwie do profesora Nowaka – potrafią podchodzić do niej krytycznie i stawiać niewygodne pytania. Sprzeczne z oficjalną linią polityki (propagandy) historycznej.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie jest tajemnicą, że mniej więcej dekadę temu – gdy wychodziły moje pierwsze książki – profesor Nowak brał udział w skierowanej przeciwko mnie nagonce. Oparta była ona na podobnych insynuacjach, co jego obecne wystąpienie. Jaki był jej powód? Organizatorzy nagonki powiedzieli mi to wprost: boimy się, że odbierzesz nam 'rząd dusz' w młodym pokoleniu. Szczególnie na prawicy. W swoich pracach opieram się bowiem na klasykach polskiej myśli konserwatywnej. Na krakowskiej szkole historycznej z końca XIX wieku, z Józefem Szujskim i Michałem Bobrzyńskim na czele. Na wileńskim 'Słowie' i środowisku 'Buntu Młodych'. Na książkach Stanisława Cata-Mackiewicza, Władysława Studnickiego czy Adolfa Bocheńskiego. A także na tezach Jerzego Łojka i prof. Pawła Wieczorkiewicza.
Historycy i publicyści z tej szkoły myślenia lansowali krytyczne podejście do własnych dziejów. Wskazywali na błędy przeszłości i apelowali żeby wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Tak aby Rzeczpospolita mogła uniknąć kolejnych katastrof i nieszczęść. Apelowali o realizm, chłodną kalkulację i oszczędzanie krwi własnej w imię obrony substancji biologicznej narodu.
Tradycje polskiej myśli konserwatywnej są jasne: krytyka skazanych na klęskę powstań, romantyzmu, mesjanizmu. Braku odpowiedzialności i podejmowania nieprzemyślanych działań, które skutkują straszliwymi cierpieniami narodu polskiego i zagładą naszej Ojczyzny. Podobne podejście do przeszłości jest oczywiście nie do zaakceptowania dla profesora Nowaka. Arcykapłana polskiej polityki historycznej pisanej 'ku pokrzepieniu serc'.
Tu ważna uwaga. Nie znoszę wdawania się w publiczne awantury. Uważam je za marnotrastwo czasu i energii. Nie mam natury pieniacza. Zamiast pisania niekończących się polemik wolę skupić się na konstruktywnej pracy. Nie lubię też sprawiać przykrości innym osobom, nawet jeżeli mają inne niż ja poglądy. Skoro jednak pan profesor Andrzej Nowak uznał za stosowne w tak radykalny i niesprawiedliwy sposób wypowiedzieć się na mój temat, pozwolę sobie podzielić się moją opinią na jego temat.
Otóż wpływ profesora Andrzeja Nowaka na polską debatę historyczną uważam za katastrofalnie zły. Pan profesor Nowak jest bowiem:
1. Człowiekiem upolitycznionym. Tak daleko posunięte lizusostwo i serwilizm wobec jednej z partii politycznych uważam za żałosne i niegodne przedstawiciela cechu historyków. Namiętne zaangażowanie profesora Nowaka w polską wojenkę Tutsi-Hutu skłania go do opowiadania — używając poetyki pana profesora – wręcz nieprawdopodobnych bredni. Kto nie wierzy niech zgoogluje. Szkoda miejsca i czasu na cytowanie. Podsycając ten, destrukcyjny i osłabiający Rzeczpospolitą, spór pan profesor robi bardzo złą robotę dla naszego kraju.
2. Nudziarzem.
3. Apologetą polskich klęsk i katastrof narodowych. Lansowanie podobnej narracji uważam za szkodliwe i niebezpieczne dla Polski. Wychwalanie naszych porażek jest bowiem sianiem ziaren pod kolejne nieszczęścia. Usprawiedliwianie błędnych decyzji – takich jak wywołanie Powstania Warszawskiego – może prowadzić do powtarzania takich decyzji w przyszłości. Jak bowiem mawiał wspomniany Józef Szujski 'Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki'.
Spór między Nowakiem a Zychowiczem to spór między propagandą historyczną, a historią realną. Debata ta toczy się od wielu lat i będzie toczyła się jeszcze długo. Nikt tu nikogo nie przekona, obie strony okopały się na swoich pozycjach. Spór ten można jednak prowadzić w sposób przyzwoity, albo w sposób sowiecki. Pan profesor wybrał tę drugą metodę. Szkoda".
