Autodestrukcja

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Adobe Stock
Tomasz Formanek II W grudniu ub.r. Komisja Europejska przedstawiła wyczekiwany i wymuszony sytuacją na rynku projekt zmian w tzw. zakazie samochodów spalinowych.

Jednak ci, którzy się cieszą, że po 2035 r. będą dalej mogli swobodnie kupić auta spalinowe, powinni stonować nastroje. Za to Chińczycy już mogą zacierać ręce

U stanowiony przez Unię Europejską w 2023 r. i mający obowiązywać od 2035 r. tzw. zakaz samochodów spalinowych formalnie nim nie jest. UE nie zabroniła ich sprzedaży po tej dacie, lecz wprowadziła dla nich normę średniej emisji CO2 wynoszącą 0 g/km, odpowiednio do celu redukcji CO2 o 100 proc. dla nowych aut za dziewięć lat. Ponieważ żaden samochód zasilany benzyną lub olejem napędowym nie jest w stanie spełnić tej normy, w tym jakikolwiek hybrydowy, w praktyce oznacza to zakaz ich sprzedaży. Za jego złamanie, tzn. przekroczenie normy emisji 0, firmy płaciłyby drakońskie kary, których stawka obecnie wynosi (czysto uznaniowe) 95 euro za 1 g CO2 powyżej limitu średniej emisji. Natomiast bezkarna produkcja takich aut na eksport poza UE będzie po 2035 r. nadal możliwa.

Grudniowym projektem KE wcale nie zmienia celów swej polityki, którymi są zerowa emisja i powszechna elektromobilność w UE. Znosi tylko sztywny termin ich realizacji.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także