W obszernym wpisie w serwisie X polityk nie tylko ponownie zaprzeczył, jakoby studiował na tej uczelni, ale też ostro skrytykował media i zasugerował brak podstaw do działań prokuratury. "Nie mogę już patrzeć jak moi byli koledzy z Onetu i Newsweeka od miesięcy męczą się z próbami umoczenia mnie w Collegium Humanum" – napisał Hołownia.
"Dialog" z zarzutami
Wpis Hołowni przyjął formę stylizowanego dialogu, w którym polityk rekonstruuje i jednocześnie podważa logikę stawianych mu zarzutów. Polityk szczegółowo opisuje swoją wersję wydarzeń: "Nie studiował. Rozważał studia (dokończenie 5. roku i magisterki). Przekazał indeks z SWPS do oceny różnic programowych, podpisał kwity związane z rekrutacją. Nie był na żadnych zajęciach. Nie wie, gdzie mieści się uczelnia. Nic nie zaliczał". Jednocześnie zdecydowanie zaprzecza jakimkolwiek relacjom z władzami uczelni. Były marszałek Sejmu pisze także o rzekomym "lewym dyplomie".
Hołownia sugeruje także, że kolejne odsłony jego wątku w sprawie afery pojawiały się w momentach istotnych politycznie. W swoim "kalendarium" wskazuje m.in. na: okres przed głosowaniem wotum zaufania dla rządu, moment decyzji o kandydowaniu na prezydenta czy czas rezygnacji z funkcji marszałka. "Oczekuję, że będą kolejne odcinki tej telenoweli" – napisał. Polityk krytycznie odniósł się także do mechanizmów działania mediów: "W mediach (...) działa stara rzymska zasada: »Obrzucajcie g..nem, zawsze się coś przyczepi«".
Hołownia wyraźnie kwestionuje także możliwość skierowania sprawy do sądu: "Wniosek prokuratury? Zakładam, że żadnego nie będzie. Bo prokuratura (...) nie zaryzykuje jednak pójścia do sądu z czymś, czego nie ma". I konkluduje: "Tam (...) z g… bata nie ukręcisz".
Studiował czy nie studiował?
Sprawa rzekomych studiów Hołowni na Collegium Humanum pojawiła się w przestrzeni publicznej kilka lat temu po tym, jak "Newsweek" poinformował, że nazwisko marszałka Sejmu widniało na liście studentów uczelni, a według informatorów polityk "miał po prostu otrzymać dyplom ukończenia studiów magisterskich". Według tych doniesień podstawą miały być zaliczenia ze studiów na SWPS oraz "życzliwość byłego rektora Pawła Cz".
Do sprawy wrócono w połowie listopada 2025 r. Media informowały wówczas o działaniach prokuratury. Funkcjonariusze, działający na zlecenie Prokuratury Regionalnej w Katowicach, pojawili się w Urzędzie Miasta Otwocka. Celem było – jak podawano – "pozyskanie materiału porównawczego", czyli podpisów Hołowni z dokumentów urzędowych. Miały one posłużyć do analizy grafologicznej i porównania z dokumentacją w sprawie Collegium Humanum. Według doniesień chodziło o sprawdzenie, czy podpisy z akt uczelni są autentyczne.
Z kolei pod koniec kwietnia tego roku pojawiły się kolejne doniesienia w sprawie. Radio Wnet informowało nieoficjalnie o projektach wniosków o uchylenie immunitetów Hołowni oraz europosła Michała Kobosko.Rzecznik prokuratury Przemysław Nowak zaprzeczył jednak, jakoby wnioski o uchylenie immunitetów zostały formalnie złożone.
Czytaj też:
Skandal w TVP Wrocław. Zakazali emisji reportażu o Jacku SutrykuCzytaj też:
Sprzeciwili się blokadzie reportażu o Sutryku. Wydawcy TVP zawieszeni
