• Zuzanna Dąbrowska-PieczyńskaAutor:Zuzanna Dąbrowska-Pieczyńska

Pozory legalności

Dodano: 
Obrączki ślubne, zdjęcie ilustracyjne
Obrączki ślubne, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash
Z mecenasem Rafałem Dorosińskim, członkiem zarządu Ordo Iuris, autorem książki „W obronie małżeństwa. Odpowiedź na uderzenie w fundament cywilizacji” rozmawia Zuzanna Dąbrowska-Pieczyńska.

ZUZANNA DĄBROWSKA-PIECZYŃSKA: Najpierw Warszawa, potem Wrocław – kolejne urzędy stanu cywilnego transkrybują zagraniczne akty „małżeństw” osób tej samej płci. Decyzje wywołują w Polsce gorącą dyskusję. Zacznijmy więc od podstaw: Czym właściwie jest transkrypcja?

MEC. RAFAŁ DOROSIŃSKI: Transkrypcja to przeniesienie treści zagranicznego aktu stanu cywilnego do polskiego rejestru – w uproszczeniu można powiedzieć, że jest to polskojęzyczna kopia aktu zagranicznego. Kopia ta jednak „odrywa się” od oryginału i staje się samodzielnym aktem stanu cywilnego w polskim rejestrze. Problem zaczyna się wtedy, gdy w przedkładanym do transkrypcji akcie małżeństwa zamiast kobiety i mężczyzny widnieją dwie osoby tej samej płci.

Co na to polskie prawo?

Zakazuje transkrypcji takiego aktu. Stanowi o tym art. 107 ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, który wprost nakazuje kierownikowi urzędu stanu cywilnego odmówić transkrypcji aktu, który byłby sprzeczny z „podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej” – to tzw. klauzula porządku publicznego.

O tym, że w przypadku zagranicznych „małżeństw” osób tej samej płci mamy do czynienia z taką sprzecznością, rozstrzyga sam art. 18 Konstytucji RP (chroniący małżeństwo „jako związek kobiety i mężczyzny”) i jego umieszczenie w rozdziale pierwszym konstytucji, zawierającym fundamentalne zasady ustroju Rzeczypospolitej. Podobnie Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepis ten „wyraża podstawową zasadę ustroju państwa”.

Jak wyglądała droga prawna, która doprowadziła do momentu, w którym jesteśmy dzisiaj?

Dwóch panów, którzy „zawarli małżeństwo” w Niemczech, wystąpiło w Polsce o transkrypcję zagranicznego aktu. Odmówiono im, zaskarżyli decyzję i dotarli do Naczelnego Sądu Administracyjnego. I tu zaczyna się problem. NSA powinien po prostu utrzymać odmowę w mocy – był związany uchwałą siedmiu sędziów NSA z 2019 r., uznającą transkrypcję takiego aktu za niedopuszczalną. Skład trzyosobowy mający wątpliwości powinien wystąpić do składu poszerzonego. NSA tego nie zrobił. Zamiast tego zadał Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie prejudycjalne – w sposób, delikatnie mówiąc, tendencyjny.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także