Często zdarza się, że w długich książkach politycznych, których autorzy pełnią ważne funkcje i dlatego uważnie sprawdzają, co dokładnie przekazują opinii publicznej, najbardziej wstrząsające opowieści pojawiają się niejako mimochodem, a opowiadający jakby nie zdawali sobie sprawy z ich prawdziwego znaczenia. Przez moment możemy wtedy zobaczyć ich świat jakby w kropli wody, zwłaszcza gdy oni sami uznają, że akurat ta właśnie opowieść ma oddać ich najgłębsze poruszenia. Z przejęciem opowiadają zatem swoją historię, a czytelnik spoglądający na nią z własnej perspektywy dostrzega obraz całkiem odmienny. Jens Stoltenberg dzieli się taką opowieścią pod koniec swojej książki zatytułowanej nieco patetycznie „Na mojej warcie. Przewodzenie NATO w czasie wojny” (polski przekład – Milena Skoczko-Nakielska).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
