Powodem taki działań był irański atak. Dziennik "Washington Post" ujawnił, że amerykański przywódca został potajemnie przewieziony na pokład samolotu wojskowego samolotu C-32A, zaś cała operacja odbyła się w ścisłej tajemnicy. Nie wiedzieli o niej nawet pracownicy Białego Domu i dziennikarzy.
Trump: Chcieli, żebym to zrobił, więc to zrobiłem
Donald Trump, zapytany o tę sprawę przez reporterów, przyznał, że zmiana samolotu była wynikiem zaleceń Secret Service i wojska.
– Ja po prostu postępuję zgodnie z tym, co oni chcą zrobić, kieruję się zaleceniami Secret Service i wojska. Chcieli, żebym poleciał innym lotem, innym samolotem – zapewniającym taki sam poziom bezpieczeństwa — chcieli, żebym to zrobił, więc to zrobiłem. Robię to, co mi mówią – powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych.
Amerykański przywódca przyznał, że nie dopytywał o szczegóły, ponieważ regularnie otrzymuje groźby. Trump podkreślił, że "każdy wpływowy prezydent dostaje mnóstwo gróźb, prezydenci, którzy się nie liczą, nie dostają gróźb".
Prezydent USA stwierdził jednocześnie, że samolot, którym leciał, mógł być bardziej narażony na atak niż maszyna, na pokładzie której znajdowali się dziennikarze. – Myślę, że był bardziej zagrożony, ponieważ to właśnie ten samolot, jak sądzę, byłby bardziej prawdopodobnym celem – powiedział.
Prezydent USA: Wszystko mi jedno
Na pytanie o obawy dotyczące możliwego ataku rakietowego, przywódca odpowiedział: "Niczym się nie przejmuję, szczerze mówiąc. Wiecie, jakie mam podejście? Wszystko mi jedno".
Donald Trump nawiązał również do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Amerykański prezydent zwrócił uwagę na relacje z Iranem.
– Jestem ostatnią osobą, która ufa Iranowi. Ciągle mnie okłamują. W tej chwili mamy całkowitą kontrolę nad cieśniną Ormuz. Oni jej nie kontrolują. Należy do nas – zaznaczył.
Czytaj też:
"Nie będzie żadnego wycofywania się". Izrael mówi Trumpowi "nie" Czytaj też:
Firma powiązana z Trumpem wysłała sprzęt na Grenlandię. Rząd wydał ostrzeżenie
