Putin chce "rozbić NATO i UE od wewnątrz". Jeden kraj ma być kluczowy

Putin chce "rozbić NATO i UE od wewnątrz". Jeden kraj ma być kluczowy

Dodano: 
Prezydent Rosji Władimir Putin
Prezydent Rosji Władimir Putin Źródło: PAP/EPA / GAVRIIL GRIGOROV
Władimir Putin miał wyznaczyć Rosji strategiczny cel na 2026 rok. Według jeden z gazet, chodzi o doprowadzenie do "rozpadu NATO i UE od wewnątrz".

Takie informacje przekazał "The New York Times", powołując się na urzędników z dwóch państw znających szczegóły tajnej odprawy rosyjskich dowódców z końca 2025 roku. Szczególne miejsce w planach Kremla ma zajmować Mołdawia.

Według "NYT" podporządkowanie Ukrainy pozostaje dla Rosji priorytetem numer jeden. Drugim celem ma być przejęcie politycznej kontroli nad Mołdawią. Niewielki kraj graniczy z Ukrainą oraz należącą do NATO i Unii Europejskiej Rumunią.

Mołdawski doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanisław Secrieru ostrzegł, że Kreml chce wykorzystać jego kraj do dalszych działań przeciwko Zachodowi. – Rosja chce wykorzystywać Mołdawię jako "przyczółek dla wrogich działań przeciw Ukrainie, a także przeciw Unii Europejskiej" – ocenił Secrieru.

Kreml odrzuca te oskarżenia. Rzecznik rosyjskich władz Dmitrij Pieskow stwierdził, że są to "nieprawdziwe twierdzenia, które nie mają żadnych podstaw".

Rosjanie mieli szkolić Mołdawian

Według "The New York Times" w 2025 roku rosyjscy operacyjni mieli zorganizować w zachodniej Serbii obóz szkoleniowy, którego uczestnikami byli głównie obywatele Mołdawii. Za trwające trzy lub cztery dni szkolenie mieli otrzymywać po 400 dolarów.

Uczestnicy mieli uczyć się m.in. przełamywania policyjnych kordonów, podpalania budynków oraz posługiwania się bronią. Instruktorzy mieli być związani z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Podobne szkolenia miały odbywać się również w Bośni i w okolicach Moskwy.

Mołdawska prokuratura informowała, że ponad 100 młodych obywateli kraju szkolono w przygotowywaniu środków zapalających i domowych materiałów wybuchowych oraz używaniu dronów wyposażonych w mechanizmy do przenoszenia ładunków.

Zdaniem mołdawskiego prokuratora Sergiu Zamy do destabilizacji sytuacji nie były potrzebne tysiące ludzi. – Zapalenie iskry wystarczyło – powiedział cytowany przez "NYT" prokurator.

Miliony dolarów i kupowanie głosów

Amerykański dziennik opisał również szeroko zakrojoną operację kupowania głosów. Ważną rolę miał w niej odgrywać mieszkający w Rosji izraelsko-mołdawski oligarcha Ilan Sor. Zachodni urzędnicy wywiadu twierdzą, że jego działania były koordynowane z rosyjską administracją.

Według dokumentów przeanalizowanych przez "NYT" sieć Sora miała zrekrutować ponad 150 tys. osób. Za pośrednictwem Telegrama proponowano pieniądze za udział w demonstracjach, publikowanie treści w mediach społecznościowych oraz agitację przeciwko prezydent Mai Sandu, jej partii PAS i integracji z Unią Europejską.

W ciągu czterech miesięcy poprzedzających referendum dotyczące europejskiej przyszłości Mołdawii w 2024 roku blisko 20 mln dolarów miało trafić do 38 tys. aktywistów.

Do operacji mieli zostać włączeni także duchowni prawosławni. Setki mołdawskich księży wyjeżdżały do Rosji, gdzie odwiedzały miejsca kultu i spotykały się z przedstawicielami Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Przed powrotem mieli otrzymywać karty płatnicze rosyjskiego Promswiazbanku, powiązanego z rosyjskim resortem obrony. W zamian za około tysiąc dolarów duchowni mieli zachęcać wiernych do odrzucenia proeuropejskiej polityki władz i głosowania przeciwko integracji z UE.

Presja także na energetykę

Według "NYT" rosyjska presja na Mołdawię ma obejmować również infrastrukturę energetyczną. W marcu rosyjski atak na ukraińską elektrownię wodną w pobliżu granicy z Mołdawią miał doprowadzić do zanieczyszczenia wody na części terenów obu państw.

Rosyjskie drony miały także uderzyć w linię wysokiego napięcia w zachodniej Ukrainie, dostarczającą znaczną część energii elektrycznej do Mołdawii. Skutkiem były przerwy w dostawach prądu.

"Wygraliśmy bitwę, ale nie wojnę"

Kulminacją rosyjskiej operacji miały być wybory parlamentarne 28 września 2025 roku. Według "NYT" osoby szkolone w Serbii miały być przygotowane do wywoływania chaosu w Kiszyniowie i innych miejscowościach. Część z nich miała mieć przy sobie środki zapalające.

Przed głosowaniem mołdawskie służby przeprowadziły setki przeszukań i zatrzymań. Z pomocą zachodnich partnerów udaremniono również cyberataki wymierzone w Centralną Komisję Wyborczą. Ostatecznie proeuropejska partia PAS, wspierająca prezydent Maię Sandu i integrację z UE, zdobyła nieco ponad 50 proc. głosów. Mołdawskie władze ostrzegają jednak, że zagrożenie nie minęło. – Wygraliśmy bitwę, ale nie wygraliśmy wojny – podsumował szef mołdawskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa Mihai Lupașcu.

Czytaj też:
"Ruskie służby". Polityk KO uderza w Romanowskiego
Czytaj też:
Wojna na Morzu Czarnym. Ukraina proponuje Rosji rozejm

Źródło: "New York Times"
Czytaj także