Mój wiek” Aleksandra Wata, jedna z ważniejszych polskich książek, świadectwo tego, czym był komunizm, nasz odpowiednik „Archipelagu GUŁag” Sołżenicyna, wydany najpierw na Zachodzie w 1977 r., u nas dopiero w 1990 r., po zniesieniu cenzury, nigdy by nie powstał, gdyby nie żona Wata, Ola, która miała na imię Paulina, ale została Olą, Oliną, żeby podkreślić ich więź.
W literackim światku, gdzie zdrady i rozwody były codziennością, małżeństwo Ola i Oli było absolutnym wyjątkiem, mówiono, że są syjamskim rodzeństwem. Pochodziła z bogatej, żydowskiej rodziny, była jedną z piękniejszych kobiet międzywojennej Warszawy, miała zostać aktorką, ale gdy poznała Ola, chciała być tylko Oliną, jego żoną, matką ich synka Andrzeja. Aprobowała wszystkie jego wybory, zaczynał bowiem jako skandalizujący futurysta, bolszewik z nożem w zębach – razem z Brunonem Jasieńskim wysyłał na śmietnik dotychczasową kulturę, był redaktorem prokomunistycznego „Miesięcznika Literackiego”.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
