W połowie sierpnia w wyniku cyberataku na prywatną firmę MyDr doszło do nadzwyczajnego wycieku danych wrażliwych prawie 19 milionów obywateli Polski. Według medialnych doniesień, wśród wykradzionych danych znajdują się także te należące do pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej oraz żołnierzy Wojska Polskiego.
W rozmowie z Radiem Zet Bartosz Grodecki przyznał, że jego numer PESEL także wyciekł. – Mój PESEL też wypłynął. To, że wypłynęło, to jedno, ale po rozmowie z ekspertami w BBN wiemy, że te systemy publiczne, w ramach testowych działań, one nie są dobrze chronione – powiedział szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
– Postulat do dyskusji; może powinniśmy pomyśleć, czy PESEL w ogóle nie powinien być zastrzeżony automatycznie. Ile razy korzystamy z numeru PESEL, załatwiając sprawy urzędowe? Bardzo rzadko. My po komunikacie "zastrzeż PESEL" postawiliśmy kropkę, a powinniśmy iść trochę dalej. Jeśli moje dane wypłynęły, to ja też muszę mieć poczucie, że państwo mi powie, co zrobić dalej – dodał Grodecki.
Wyciek z MyDr. Jakie dane mogły zostać ujawnione?
MyDr dostarcza system do obsługi m.in. elektronicznej dokumentacji medycznej, recept i skierowań. Według przekazanych informacji korzysta z niego około 12 tys. placówek, a za pośrednictwem platformy realizowanych jest około 3 mln wizyt i wystawianych 2,7 mln recept miesięcznie.
Dane pacjentów mogą obejmować m.in. imiona, nazwiska, numery PESEL, numery telefonów, adresy e-mail, informacje o stanie zdrowia, notatki z wizyt lekarskich oraz informacje o receptach. Minister cyfryzacji od początku zalecał zastrzeżenie numeru PESEL. – To jest pierwsza, podstawowa, elementarna higiena cyfrowa. Zastrzeżenie numeru PESEL dzisiaj w mObywatelu trwa pięć sekund – mówił 12 sierpnia Krzysztof Gawkowski.
Czytaj też:
Wyciek danych 19 mln Polaków. Wreszcie można sprawdzić swój PESEL Czytaj też:
"Może to jest blef". Wiceminister o kolejnym cyberataku
