Przed tygodniem odbyło się, już 15., Narodowe Czytanie, na które prezydent Karol Nawrocki wybrał Mickiewiczowskie „Dziady”, co było niejaką niespodzianką, bo po ustanowieniu roku 2026 Rokiem Sergiusza Piaseckiego i objęciu przez prezydenta patronatem konkursu „W imię wolności. Literackie kontynuacje świata Sergiusza Piaseckiego” spodziewać się można było raczej „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”.
Ale że wycie naszych wykształconych nad wyraz liberałów przekroczyłoby wtedy wszelką, nawet najwyższą skalę, Karol Nawrocki wybrał się pod pomnik autora „Dziadów”, który ma zresztą pod nosem, bo od Pałacu Prezydenckiego dzieli go żabi skok. I tam się, razem z małżonką, jak również z tymi wszystkimi, którzy wzięli udział w Narodowym Czytaniu, napawali słowami dramatu Adama Mickiewicza.
Twórca „Dziadów”, uważany za największego polskiego poetę, do Narodowego Czytania wybrany został po raz trzeci. Piętnaście lat temu Bronisław Komorowski zaproponował do wspólnej lektury „Pana Tadeusza”, a Andrzej Duda w roku 2022 „Ballady i romanse”. Teraz przyszła kolej na „Dziady”, utwór współcześnie mocno jednak wątpliwy.
Felieton został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
