Dyskusja nad stosunkiem Polaków do dziedzictwa historycznego we Wrocławiu ostatnim razem eskalowała ze względu na dwie nieodległe w czasie decyzje podjęte wobec miejscowych zabytków. Pierwsza z nich dotyczyła rzekomej zamiany polskiego godła państwowego na portret króla Prus Fryderyka II Wielkiego w reprezentacyjnej Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego. Druga, podjęta przez konserwatora zabytków, wzbudziła z kolei kontrowersje z uwagi na przywrócenie przedwojennego napisu na Moście Grunwaldzkim z jego niemiecką nazwą: Most Cesarski.
Przekonanie, że pielęgnowanie miejscowej spuścizny historycznej nieuchronnie musi wiązać się z oddaniem hołdu jej niepolskiemu w danym przypadku rodowodowi, należy jednak odczytywać jako wyraz wciąż towarzyszących naszemu narodowi kompleksów. Na przykładzie Wrocławia można się jednak przekonać, że rzadko kiedy dzieje danego miejsca widziane są tak samo przez różne zainteresowane strony. W rzeczywistości, opowiadane na liczne i niewykluczające się wzajemnie sposoby, zawsze oddają one po prostu jedną z narodowych i subiektywnych perspektyw. Historia Śląska nie jest tu wyjątkiem, a do swojego punktu widzenia mają prawo przede wszystkim Polacy. Polski Wrocław nie pojawił się przecież wyłącznie na gruzach niemieckiego Breslau. Trwał on przez wieki w naszych rodakach, w polskim słowie i w materialnym dziedzictwie kulturowym.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
