Tarcia między Sławomirem Mentzem a Jarosławem Kaczyńskim nikogo już nie dziwią. Prezes partii Nowa Nadzieja od dłuższego czasu ostro krytykuje prezesa PiS. To w pełni zrozumiałe. Jako współlider formacji, która chce zostać hegemonem na prawicy, nie powinien godzić się z odgórnie przypisaną rolą politycznej przystawki Kaczyńskiego. Zresztą historia Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin czy Porozumienia Jarosława Gowina pokazuje, że bliższa współpraca z PiS oznacza one way ticket dla koalicjantów.
PiS, osłabiony exodusem Mateusza Morawieckiego i jego ludzi, nie jest w tym starciu Goliatem. To rywal, który z racji doświadczenia i stażu rządowego ma jeszcze więcej kart, ale jego siła wyraźnie słabnie. Liderzy Konfederacji działaliby wbrew swojemu interesowi, nie korzystając z takiej okazji. Tym bardziej że środowiska alt-prawicowe w Polsce wyrosły przy akompaniamencie hasła "PiS, PO – jedno zło". Trudno zatem dziwić się braku jednoznacznych deklaracji co do ewentualnej przyszłej koalicji. Konfederaci nie muszą powielać pisowskiej narracji o Tusku jako złu wcielonym i głównej przyczynie wszelkich bolączek III RP.
I chociaż Konfederacja wybija się na niepodległość, trudno zrozumieć pewną słabość, jaką politycy tej formacji przejawiają wobec prezydenta Karola Nawrockiego. Pochwały, gesty sympatii, sympatyczne pogawędki... Dużo tego. O ile głowie państwa jest to na rękę, bo już od jakiegoś czasu buduje sobie wizerunek patrona całego obozu polskiej prawicy, tak w przypadku Konfederacji jest to droga samobójcza. To, co Bosakowi, Mentzenowi i spółce udało się zbudować w ostatnich latach, jest trwonione przez naiwne kupowanie PR-u Karola Nawrockiego.
Nawrocki nie jest politykiem alt-prawicy, choć właśnie te kręgi chcą widzieć w nim egzemplifikację swoich oczekiwań – tzw. silnego faceta, który wszedł na szczyty dzięki swojej ciężkiej pracy, a nie koneksjom. Tyle że to nieprawdziwa optyka. Cała kariera zawodowa, a później polityczna Nawrockiego to droga urzędnika idącego po linii postsolidarnościowej polityki historycznej, jak najbardziej zgodnej z przekazem PiS. Słowa "jestem decyzją prezesa Kaczyńskiego", wypowiedziane przez Karola Nawrockiego, były chyba jedną z jego najbardziej szczerych deklaracji.
Konfederacja licząc na budowę szerokiego obozu pod batutą czy też z namaszczeniem Karola Nawrockiego może się przeliczyć. Politycy, zwłaszcza w dobie social mediów, muszą wczuwać się w emocje swojego elektoratu, gorzej gdy bezkrytycznie przyjmują jego tok rozumowania. Tym bardziej że tłum bywa kapryśny i nie wnosi nic trwałego do historii świata.
Czytaj też:
Mentzen kąsa Kaczyńskiego. I ma rację Czytaj też:
Konfederacja nie jest skazana na PiS
