RYSZARD GROMADZKI: Kiedy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy po referendum w Krakowie, w którym mieszkańcy miasta odwołali urzędującego prezydenta z Platformy Obywatelskiej, Aleksandra Miszalskiego, powiedziałeś, że było to zwycięstwo zwykłych ludzi. Czy patrząc na to, co dzieje się podczas kampanii wyborczej przed wyborami nowego prezydenta, „zwykli ludzie” nadal mają wpływ na bieg spraw w Krakowie, czy znów są tylko pionkami w grze partyjnej?
WITOLD GADOWSKI: To, co powiem, ujawni część planu, którym się kierujemy już prawie od roku. Tak, zwykli ludzie mają wpływ na to, co dzieje się w Krakowie. Nie jest to oczywiście sytuacja idealna, ale pewien kompromis. Największe szanse na zwycięstwo ma kandydat obywatelski, który stał się taki na skutek własnych, niezbyt dobrych doświadczeń w życiu publicznym.
Czyli Jan Hoffman, jeden z inicjatorów kampanii referendalnej?
Nie, mam na myśli Łukasza Gibałę. Jan Hoffman jest kandydatem środowisk referendalnych, ale nie wygląda na to, żeby miał duże szanse. Cała rozgrywka toczy się o to, żeby prezydentem Krakowa został kandydat obywatelski, a takim kandydatem jest Łukasz Gibała, choć ja popieram również Michała Klimka, który startuje z Konfederacji Korony Polskiej. Wspieram go z powodów ideowych. Natomiast z powodów pragmatycznych i realizacji planu, który został nakreślony rok temu, uważam, że najkorzystniejszym wariantem jest zwycięstwo Łukasza Gibały. Ten scenariusz się zrealizuje, jeśli zdoła on pokonać kartele partyjne: kartel Koalicji Obywatelskiej, kartel PiS i kartel Lewicy, która wystawiła w wyborach dwie kandydatki.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
