Okazała siedziba Rady Gubernatorów (Fed) przy Alei Konstytucji w Waszyngtonie przez dekady stanowiła symbol stabilności finansowej. Od roku 1913 amerykański bank centralny ma w zasadzie te same cele: dbać o wysoki poziom zatrudnienia i stabilny wzrost gospodarczy, dążyć do zapewnienia stabilności cen i wspierać stabilność systemu finansowego. Aby móc te zadania wykonywać, Fed jest, a przynajmniej powinien być niezależny.
Od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa to ostatnie założenie nie jest wcale takie oczywiste. Czterdziesty siódmy prezydent USA z charakterystycznym dla siebie taktem publicznie dawał do zrozumienia, że nie podziela poglądów na politykę pieniężną obecnego szefa Fed Jerome’a Powella. Zdaniem prezydenta stopy procentowe powinny być już dawno dużo niższe. Amerykański przywódca nadał więc szefowi Fed pseudonim Jerome Spóźniony Powell. Próbując wymusić obniżki stóp procentowych, gospodarz Białego Domu w ostatnich miesiącach nazywał bowiem najważniejszego bankiera centralnego świata również „Panem za późno”, „upartym osłem”, „głupkiem”, „kretynem” i „superprzegrywem”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
