Zabójcza machina „czarnego zakonu”

Zabójcza machina „czarnego zakonu”

Dodano: 13

Do legendy przeszła niesamowita wartość bojowa jednostek Waffen-SS. Na ile ten obraz przystaje do rzeczywistości?

Skuteczność i waleczność Waffen-SS były oceniane generalnie bardzo wysoko, ale... Waffen-SS z roku 1941 to nie to samo co Waffen-SS z 1944 r. Początkowo była to bowiem totalnie elitarna armia złożona z samych Niemców. Bardzo trudno było się dostać do tych jednostek, liczyła się nie tylko ponadprzeciętna sprawność fizyczna, lecz także postawa ideologiczna. Początkowo trzeba było mieć nawet odpowiedni wzrost, ponieważ Heinrich Himmler chciał zrobić z tych jednostek absolutną awangardę nazistowskiego państwa.

W pierwszym okresie istnienia Waffen-SS dawały jednak o sobie znać pewne problemy z wartością bojową. Wehrmacht był doświadczoną machiną wojenną, ale jednostki Himmlera były przecież w tym temacie kompletnie zielone. Przykładowo raporty Wehrmachtu z pola walki w Polsce z 1939 r. punktowały wiele podstawowych błędów, jakie siły Waffen-SS popełniały w starciu z Polakami.

Nie wynikało to ze zwykłej niechęci? Generałowie z tradycyjnej armii chyba nie do końca przepadali za formacją, która była pupilem Himmlera?

Czytaj też:
Mussolini – idol Hitlera. Dlaczego Führer oszalał na punkcie Duce?

To prawda, że nie przepadali za Waffen-SS, ale wygląda na to, że raporty były napisane w sposób obiektywny – armia Himmlera wtedy jeszcze dopiero zaczynała się wdrażać w żołnierski fach.

Tym, co bardzo odróżniało Waffen-SS od Wehrmachtu, było zacięcie ideologiczne, które kazało walczyć tym ludziom z dużo większym poświęceniem niż żołnierzom Wehrmachtu. To byli kompletni fanatycy, którzy bez wahania byli gotowi oddać życie za nazizm. Jednostki Wehrmachtu były gotowe poddać się, gdy nie było innego wyboru. To było nie do pomyślenia w Waffen-SS.

Wehrmacht zazdrościł Waffen-SS takiego umocowania w strukturach III Rzeszy?

W 1939 r., w czasie kampanii wrześniowej, Waffen-SS było uważane przez Wehrmacht za konkurencję. Do tego czasu Wehrmacht był jedyną w III Rzeszy instytucją, która mogła walczyć. Generałowie z armii zwalczali konkurencję, bo chcieli mieć monopol. W miarę upływu czasu rywalizacja jednak zanikała. Każdy żołnierz się liczył. Pod koniec wojny nie było już żadnej konkurencji między Wehrmachtem a Waffen-SS.

Po co właściwie utworzona została ta formacja? W III Rzeszy wiele instytucji nachodziło na siebie pod względem kompetencji, żeby chaos organizacyjny sprzyjał zachowywaniu pozycji przez jedynego rozjemcę – Hitlera.

Adolf Hitler przemawia w Reichstagu, 1941 r.

I nie inaczej było w przypadku Waffen-SS. Tak właśnie działała nazistowska machina państwowa.

Początki były elitarne, Waffen-SS pełne było „nadludzi”. Jednak po pewnym czasie ta koncepcja uległa zmianie i Himmler nagle się „zliberalizował”, jeżeli chodzi o rekrutację do tej formacji.

Była to decyzja wbrew oficjalnej ideologii, która mówiła, że Niemcy są najlepszymi wojownikami. Z punktu widzenia wierzeń nazistów ten krok był kompletnie nielogiczny. Sytuacja na froncie nie pozostawiała jednak wyboru – Niemcy potrzebowali wzmocnienia swoich szeregów. Ideologia musiała zejść na drugi plan i Waffen-SS trzeba było otworzyć na ochotników spoza „rasy panów”.

Jak Himmler tłumaczył esesmanom, że przyjmuje do Waffen-SS np. Ukraińców?

Tak, cała ta kwestia musiała być dla niego, twórcy „czarnego zakonu”, bardzo bolesna i musiała uderzać w jego ambicję. Na szczytach władzy dłuższy czas toczyła się dyskusja, czy można zaciągać do sił zbrojnych nie-Niemców. Dla wielu czołowych nazistów było to nie do zaakceptowania. Jednak wraz z kolejnymi problemami na froncie wschodnim zwykli żołnierze coraz lepiej rozumieli, że III Rzesza przegrywa wojnę i desperacko potrzebuje cudzoziemskich żołnierzy. Propaganda nie była więc ukierunkowana na przekonywanie niemieckich żołnierzy Waffen-SS, że poszerzenie ich szeregów jest konieczne, ale na wybrane społeczeństwa okupowane.

Czy to nie był niesamowity paradoks – Niemcy rozpętują na froncie wschodnim fanatyczną wojnę totalną, zabijając masowo „podludzi”, przez co mieszkańcy ZSRS zaczynają z przekonaniem walczyć przeciw Hitlerowi. A potem ci sami Niemcy muszą sięgać po żołnierzy spoza kręgu „nadludzi”, żeby zaradzić problemom na froncie, które sami na siebie ściągnęli swoim fanatyzmem...

Tych paradoksów jest cała masa w Waffen-SS. To się rzeczywiście wymyka logice. Jeden paradoks pociągał za sobą drugi. Powiększenie armii w końcu doprowadziło do problemów, które początkowo wydawały się nie dotyczyć Waffen-SS, np. rozluźnienia dyscypliny. Cudzoziemscy żołnierze myśleli, że będą traktowani tak samo jak ich niemieccy koledzy, ale tak oczywiście nie było – byli jednostkami drugiej kategorii. I to też wpływało na ich postawę. Zdarzało się, że całe oddziały Waffen-SS z Bałkanów przechodziły na stronę aliantów! Ci ludzie dołączali do Niemców, by bronić własnych wiosek przed partyzantką komunistyczną. Kiedy jednak dowództwo zabierało ich do Francji, by walczyli z Amerykanami, cała walka traciła dla nich sens.

Czytaj też:
Masakra na Via Rasella. Kiedy Niemcy potraktowali rzymian jak warszawiaków

W szeregach Waffen-SS służyli też muzułmanie z Bałkanów. Jak dużą rolę odgrywał w ich przypadku antysemityzm, z którym generalnie kojarzy się wyznawców tej religii?

Nie da się ukryć, że antysemityzm też odgrywał pewną rolę, ale raczej nie była to sprawa pierwszorzędna. Muzułmańskimi żołnierzami Himmlera bardziej kierowały inne pobudki, np. możliwość zdobycia świetnego uzbrojenia, które przypadało jednostkom tej formacji. Tę tezę potwierdzają częste dezercje muzułmańskich żołnierzy Waffen-SS.

Im bliżej końca wojny, tym gorzej się działo w ukochanej armii Himmlera?

Zgadza się. Szkolenie w esesmańskiej „formacji” było coraz krótsze, a swoje robiły też problemy językowe. Żołnierze często nie rozumieli rozkazów – nie wiedzieli, czego oficer od nich chce. Działo się coś, co było nie do pomyślenia w Waffen-SS – dyscyplina powoli się załamywała. To jednak różniło się w poszczególnych jednostkach, bo – jak już wspomnieliśmy – esesmani z „Charlemagne” do końca bili się fanatycznie.

Czy Niemcom udało się zbudować w tej formacji antykomunistyczne braterstwo broni?

Waffen-SS było projektem ogólnoeuropejskim, którego nie da się wytłumaczyć jednym słowem: „antybolszewizm”. To się różniło w odniesieniu do konkretnego kraju i jednostki. Jeżeli jednak szukać najczęściej pojawiającego się motywu, który łączył ze sobą tych żołnierzy, to tak – walka ze Związkiem Sowieckim na pewno zajmuje tu pierwsze miejsce. Ten rodzaj motywacji rezonuje po dziś dzień. Wciąż przecież widzimy, jak w krajach bałtyckich i na Ukrainie weterani z Waffen-SS są uważani za bohaterów, co np. w Niemczech jest nie do pomyślenia. Ludzie, którzy czczą tych weteranów, nie widzą w tym ani krzty kolaboracji, tylko podkreślają antybolszewizm, którym kierowali się ci żołnierze.

Waffen-SS zostało przez historię zapamiętane dużo gorzej niż Wehrmacht. Czy faktycznie obie te formacje tak bardzo się w tym kontekście różniły od siebie?

Myślę, że nie. Po wojnie w Niemczech długo funkcjonował mit, że Wehrmacht był rycerski, w przeciwieństwie do Waffen-SS. Tymczasem dla mieszkańców wiosek w Europie Wschodniej nie było większej różnicy, kto ich mordował. Obie formacje wykazywały się podobnym bestialstwem.

DR HAB. JOCHEN BÖHLER – niemiecki historyk, wieloletni pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Obecnie pracuje na Uniwersytecie w Jenie. Jest między innymi autorem książek „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce”, „Najazd 1939” i „Einsatzgruppen w Polsce” oraz „Waffen-SS” (współautorami tej ostatniej są Robert Gerwarth oraz Jacek Młynarczyk).

Artykuł został opublikowany w 2/2020 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

-
 13
Czytaj także