Ekspert: Jeśli to się uda, inne kraje pójdą śladem Polski

Ekspert: Jeśli to się uda, inne kraje pójdą śladem Polski

Dodano: 
Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego Piotr Arak
Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego Piotr Arak Źródło: PAP / Wojciech Olkuśnik
– Będziemy pierwszym dużym krajem, który decyduje się na tak radykalną zmianę jednego z elementów systemu podatkowego. Należy się cieszyć, ponieważ system estoński jest powszechnie chwalony. Natomiast jeśli system ten sprawdzi się w Polsce, można oczekiwać, że inne kraje pójdą tą samą drogą. Z korzyścią dla przedsiębiorców w tych państwach – mówi portalowi DoRzeczy.pl Piotr Arak, Analityk społeczno-gospodarczy, Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jest pomysł, aby w Polsce był CIT na model estoński. Co to oznacza?

Piotr Arak: To oznacza to, że przedsiębiorca do momentu, w którym wypłaca sobie dywidendę, nie płaci podatków. Nie składa deklaracji. Aż 97 proc. spółek akcyjnych i handlowych może skorzystać z takiego rozwiązania i nie płacić podatku do momentu, gdy udziałowcy będą chcieli wyciągnąć te pieniądze dla siebie. Dziś przedsiębiorca w Estonii na wypełnianie deklaracji poświęca pięć godzin w ciągu roku, w Polsce 59 w ciągu roku. Stąd pomysł, aby estoński model wprowadzić też w naszym kraju.

A co to oznacza dla gospodarki?

Przede wszystkim zwiększenie płynności firm – bo zostawia się im trochę pieniędzy na inwestowanie. To w sytuacjach dużego kryzysu jest nie do przecenienia. W 2008 roku skala upadłości firm w Estonii była dużo niższa. Po drugie jest to zachęta dla firm do inwestycji. Szansa na to, że przedsiębiorstwa zaoszczędzone pieniądze wykorzystają na przykład na nowy sprzęt, rozwój, czyli na to, na co w warunkach kryzysu firmy zazwyczaj nie są w stanie sobie pozwolić.

To zrozumiałe, że z uwagi na kryzys po pandemii rozwiązanie te są wprowadzone. Samo nasuwa się jednak pytanie o to, dlaczego, skoro Estonia mogła wprowadzić takie rozwiązania już 20 lat etmu, w Polsce mówi się o nich dopiero teraz?

To jest bardzo dobre pytanie. Odpowiedź jest dosyć prosta. Każde państwo zachodnie ma swoje systemy podatkowe sięgające jeszcze XIX wieku. I ułudą jest myślenie, że te systemy są nieskomplikowane i proste. Tylko kraje, które w latach 90. wychodziły z komunizmu, miały brak nadbudowy, interpretacji, wyroków sądu na temat tego, jak firmy powinny działać. W efekcie państw, które mogą sobie pozwolić na radykalne reformy gospodarcze jest mało. Mogą sobie na to pozwolić te państwa, które po 1989 odzyskały wolność, na nowo definiowały swoją politykę gospodarczą. Estonia przy doradztwie amerykańskich analityków w 1999 roku zrewolucjonizowała pobór podatków CIT.

Jak to wygląda w Polsce?

W naszym kraju, który po 1989 roku jest już średniej wielkości gospodarką, mieliśmy zręby jakiegoś własnego podatku korporacyjnego, trudno jest dokonać jakiś radykalny krok, by zrewolucjonizować te zasady. Zresztą, oprócz Estonii zrobiła to tylko Łotwa, a Gruzja jest na tym samym etapie co my, czyli na etapie przygotowywania propozycji legislacyjnych. Będziemy pierwszym dużym krajem, który decyduje się na tak radykalną zmianę jednego z elementów systemu podatkowego. Należy się cieszyć, ponieważ system estoński jest powszechnie chwalony. Natomiast jeśli system ten sprawdzi się w Polsce, można oczekiwać, że inne kraje pójdą tą samą drogą. Z korzyścią dla przedsiębiorców w tych państwach.

Czytaj też:
"Najnowocześniejsze rozwiązanie podatkowe". Premier zapowiada estoński CIT

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także