KrajStanisław Broniewski „Orsza”. Kontrowersyjnie

Stanisław Broniewski „Orsza”. Kontrowersyjnie

Stanisław Broniewski
Stanisław Broniewski "Orsza" / Źródło: PAP / Andrzej Rybczynski
Dodano 3
HARCERSKIM SZLAKIEM | „To nie takie proste. Moje życie” – takim tytułem Stanisław Broniewski opatrzył swoje wspomnienia. Zdanie to, doskonale oddaje jednak nie tylko wojenne perypetie legendarnego naczelnika Szarych Szeregów, ale także jego powojenne losy, które do końca nierozerwalnie związane były z harcerstwem. Ostatnie lata jego życia to okres przełomu – dla Polski i dla harcerstwa. I to właśnie ten czas budzi największe kontrowersje w życiorysie legendy wojennego skautingu. Z perspektywy czasu ówczesne decyzje Broniewskiego oceniają były Naczelnik ZHP hm. Ryszard Pacławski oraz historyk i były Przewodniczący ZHR hm. Wojciech Hausner.

Odnaleźć drogę

Polskie harcerstwo wychodziło z okresu PRL niesłychanie okaleczone i rozbite. Młodzież stojąca przed wyborem pomiędzy jednością a pluralizmem ruchu harcerskiego potrzebowała drogowskazu, który pomógłby w dokonaniu słusznego wyboru. Niezwykle cenne było wówczas wsparcie byłych instruktorów Szarych Szeregów, będących dla ówczesnej młodzieży symbolem prawdziwego harcerstwa, harcerstwa za jakim tęsknili przez szare lata komuny, próbującej zniszczyć w Związku wszystko, co cenne i wartościowe.

Jednym z tych, którym sprawa ruchu harcerskiego zawsze leżała na sercu był Stanisław Broniewski. Odkąd tylko pojawiły się pierwsze ruchy niepokornych, szczerze im kibicował, jako tym, które chcą powrotu do tradycyjnych harcerskich wartości. W latach 80. oficjalnie wsparł swoim autorytetem działania Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego (KIHAM) oraz wszedł w skład „Seniorów Ruchu Harcerskiego – Przyjaciół Porozumienia”. W swojej aktywności wielokrotnie jednak podkreślał, że prawdziwe odrodzenie może dokonać się tylko w duchu jedności ZHP, zaś do tych którzy myśleli o odejściu apelował - jeszcze w roku 1988 - że nie tędy droga. – Po pierwsze, chodziło i chodzi o tę ogromną dwumilionową masę młodzieży, którą zgromadziła organizacja ZHP. Wyjście tych, którzy czują prawdziwy ruch i którzy nim są, pozostawiłoby w organizacji bezkształtną masę młodzieży bez wzorców – argumentował wówczas Broniewski.

„Stachu! Coś Ty zrobił!”

W lutym 1989 roku Broniewski nagle zmienił zdanie i początkowe apele o harcerską jedność straciły na znaczeniu, kiedy zaangażował się w powołanie do życia Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Decyzja ta stała się zarzewiem sporu Broniewskiego z jego przyjaciółmi z czasu wojny, w tym m.in. Stefanem Mirowskim, który miał mu wówczas powiedzieć: „Stachu! Coś Ty zrobił! Miałeś możność zostać patronem całego harcerstwa, zostałeś patronem małej garstki”. Co więcej, Mirowski twierdził, że gdyby nie „legenda Orszy”, ZHR nigdy nie osiągnąłby takiej liczebności.

Odpowiadając na zarzuty o zmianę stanowiska, Broniewski tłumaczył, że to nie on zmienił zdanie, a sytuacja się zmieniła: „Doszliśmy do momentu kiedy młodzież może zawiązać swoją organizację. Powiem więcej, gdybyśmy w tej chwili tego nie zrobili, to w tym momencie zaczynamy być bardzo dwuznaczni moralnie, w tym momencie akceptujemy to w czym jesteśmy. Do tej pory byliśmy w ZHP przymusowo, tak jak każdy jest dziś obywatelem PRL-u, mimo, że przecież tego PRL-u nie wybierał. Tak samo musieliśmy przymusowo być członkami ZHP chcąc być harcerzami w Polsce. Ale w momencie, kiedy sprawa się otworzyła, muszę przyjąć takie założenie i poprzeć koncepcję ZHR-u”.

Decyzja ta głęboko dotknęła młodzież pozostającą w ZHP, która w tym momencie poczuła się osamotniona. – Byliśmy rozczarowani, że „Orsza” poparł koncepcje budowy nowych organizacji harcerskich, bo jego autorytet był wówczas potrzebny całemu harcerstwu – przyznaje dziś hm. Ryszard Pacławski, były Naczelnik ZHP.

Nie trzeba było długo czekać, aby Broniewski znów zmienił stanowisko i osierocił młodzież skupioną w ZHR. Już 3 listopada 1989 roku wystąpił z organizacji, aby zaangażować się w działalność ZHP – 1918, inicjatywy postulującej reaktywację przedwojennego ZHP, które w ocenie jej członków – zostało w latach 1949-1950 nielegalnie zlikwidowane. Reaktywacja ta miała się dokonać w oparciu o ruch Komitetów Odrodzenia ZHP. Kiedy ukonstytuował się Krajowy Komitet Odrodzenia ZHP, Broniewski stanął na czele jego Prezydium. Jak tym razem tłumaczył swoje działania? – Poparłem gorąco inicjatywę w 1989 r. do wychodzenia ze Związku Harcerstwa Polskiego, by wtedy gdy stało się to możliwe żyć prawdą. Obecnie kończy się potrzeba mojej pracy w Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej i w jego władzach, skoro Związek Harcerstwa Polskiego może i musi wrócić do pełnienia w pełnej prawdzie służby Bogu, Polsce i Bliźnim – mówił Broniewski . Czy te słowa przekonały działaczy ZHR?

Samounicestwienie legendy?

Do tamtych wydarzeń odnosi się dziś były Przewodniczący ZHR hm. Wojciech Hausner, który w rozmowie z DoRzeczy.pl przekonuje, że o ile dla niego - jako już wówczas dorosłego człowieka - postawa „Orszy” nie była problemem, ani tym bardziej nie podważyła jego autorytetu, o tyle mogła być trudna dla młodzieży. – Ja go znałem z końca lat 70. i 80. A poza tym jako historyk trochę inaczej na to patrzyłem, widziałem w nim pewną konsekwencję. Myślę, że z racji wieku nie potrafił już tak dynamicznie i z pasją przekonywać do tego i być może właśnie z tego to wszystko wynikało. Zgodzę się natomiast z tym, że to mogło być problemem dla młodych instruktorów, którzy wtedy dopiero wchodzili, którzy na początku lat 90. mieli lat 18-19, a wychowani byli między innymi przeze mnie, przez moich kolegów na micie opisanym w „Całym życiem” – ocenia.

Ta zmienność legendarnego dowódcy Akcji pod Arsenałem stała się jednym z tematów listu hm. Jerzego Chrabąszcza do Księdza Biskupa Kazimierza Górnego, Duszpasterza Młodzieży Harcerskiej. Nazwał w nim Broniewskiego „najbardziej tragiczną postacią” tamtego czasu. Zastanawiał się, czy to właśnie na ich oczach nie dokonuje się samounicestwienie legendy. Padły też mocniejsze słowa. Chrabąszcz zastanawiał się ile w tym działaniu jest rzeczywistej troski o harcerstwo, a ile bezwględności gracza politycznego. Stefan Mirowski – późniejszy przewodniczący ZHP – również nie ukrywał rozczarowania zachowaniem swojego przyjaciela, którego – co trzeba podkreślić – naprawdę bardzo cenił. Mówił, że dużą krzywdę wyrządził harcerzom z ZHR, którzy mu zaufali i opuścili szeregi ZHP. Uważał, że jego zmienność każe czekać, bo nie wiadomo czy tym razem jego stanowisko jest ostateczne. Krytycznie do ówczesnych działań Broniewskiego odnosił się także inny jego przyjaciel z okresu wojny. Jan Rossman uważał, że Broniewski jest w dużej mierze odpowiedzialny za niezwykle brutalny, przeważnie daleki od harcerskiego braterstwa, sposób odnoszenia się do tych, którzy  w ZHP pozostali.

„Wiem, że popełniłem błąd”

– Lata 90-te to okres kiedy „Orsza” stopniowo zmieniał swoje stanowisko względem harcerstwa. Widział zmiany w organizacji, o które sam przez lata postulował. Widział, że pomimo kontrowersji jakie nas dzieliły, w ZHP cieszy się szacunkiem. Odwiedzał nas na zlotach: w Pająku, w Zegrzu (był członkiem Komitetu Honorowego Zlotu), w Gnieźnie i przy wielu innych okazjach – wspomina dziś hm. Pacławski.

Z czasem, pogląd „Orszy” na odnowę polskiego skautingu niejako zatoczył koło i wrócił do samego początku. Znów przekonywał, że tylko przez jedność można osiągnąć pełne harcerskie braterstwo, że tylko przez nią możliwe jest rozwinięcie poczucia odpowiedzialności za całą młodzież i umocnienie pozytywnego stosunku społeczeństwa do harcerstwa. – Myślę, że jakimś echem tego nawoływania było zjednoczenie się w latach 90. tych wszystkich środowisk harcerskich, które wywodziły się z nurtu harcerstwa niezależnego z lat ’80. Ten krajobraz się trochę uporządkował i to byłoby zgodne z oczekiwaniami „Orszy”, aczkolwiek on na pewno oczekiwał ciągu dalszego – wskazuje hm. Wojciech Hausner.

Broniewski zdał sobie sprawę, jak dużym złem jest sytuacja w której harcerz harcerzowi staje się przysłowiowym wilkiem. Widząc antagonistyczne relacje między harcerzami z ZHP i ZHR, wsparty przez ludzi życzliwych idei jedności harcerstwa, w 1995 r. wystosował  list do Naczelnictwa ZHR ws. zmiany stosunku do ZHP. Co znamienne, pismo pozostało bez odzewu. A sprawa ta niewątpliwie dręczyła Broniewskiego jeszcze długie lata. 8 września 1998 roku w liście do Ojca Świętego Jana Pawła II, który podczas audiencji przekazał mu hm. Pacławski, prosił o wsparcie modlitwą: „Ojcze Święty! Rozbicie Harcerstwa krzywdzi Młodych i Polskę. Tępi Braterstwo. Kusi fałszywym świadectwem. Lękam się nacjonalizmu. Błagam o Modlitwę i Radę”. Ówczesny Naczelnik ZHP w tamtym okresie często spotykał się z Broniewskim. – Przeprowadziliśmy wiele rozmów głównie na temat zjednoczenia harcerstwa. Kiedyś, kiedy go odwiedziłem w okresie jego złego stanu zdrowia, powiedział mi: „Druhu Ryszardzie, ja wiem, że popełniłem błąd” – wspomina Pacławski. – Próbował go naprawić w sposób, jaki to było możliwe; próbowaliśmy doprowadzić do wspólnego Rajdu Arsenał, zebrał grono szczególnie zacnych osób chcących doprowadzić do zjednoczenia harcerstwa. Wspólnie ze mną i z prof. Wojciechem Katnerem - wtedy wiceprzewodniczącym ZHP - opracowaliśmy stanowisko ws. przeszłości harcerstwa, które podpisał „Orsza” i Stefan Mirowski. Niestety, błędu nie udało się naprawić – kwituje były Naczelnik ZHP.

„Nikt go już nie słuchał”

Smutną konstatację ostatniego okresu działalności Stanisława Broniewskiego zawarł w swojej książce Marian Miszczuk: „Broniewski pozostał dla harcerzy „Orszą”, Naczelnikiem Szarych Szeregów, ale na przemiany ruchu harcerskiego w Polsce w połowie lat 90. nie miał żadnego wpływu, bo nikt go już nie słuchał”.

Mniej krytyczny wobec ówczesnych działań Broniewskiego jest dziś Wojciech Hausner, który z perspektywy czasu widzi konsekwencję jego działań. Były Przewodniczący ZHR wskazuje, że „Orsza” widział pewną całość ruchu harcerskiego zakorzenionego w tradycji, a mniej ważne były dla niego kwestie organizacyjne. Zdaniem Hausnera, wszystkie działania Broniewskiego miały na celu powrót do tych korzeni. – Podejrzewam, że to było oceniane pokoleniowo. Ja to rozumiałem. Nie było to dla mnie coś, co pozbawiło go autorytetu. Nie zgadzałem się z jego decyzjami, ale to były dwie różne sprawy. Autorytet pozostał, bo patrzyłem na pewną całość, a nie na ten wycinek kilku lat jego aktywności. Nie słuchał go nikt w sensie organizacyjnym, ale na pewno przez ZHR był słuchany w sensie ideowym. Dla nas to, co mówił o harcerstwie jako idei i wychowaniu pozostało ważne – podkreśla.

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ api
 3
  • shark IP
    Treść została usunięta
    Dodaj odpowiedź 4 6
      Odpowiedzi: 2

    Czytaj także