Politolog: Kandydatura Rokity to nie jest pomysł prezydenta

Politolog: Kandydatura Rokity to nie jest pomysł prezydenta

Dodano: 131
Jan Maria Rokita
Jan Maria Rokita / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Pozyskanie takiego polityka jak Jan Rokita byłoby bardzo poważnym osłabieniem opozycji – mówi DoRzeczy.pl prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Damian Cygan: PiS wysunął kandydaturę Piotra Wawrzyka na rzecznika praw obywatelskich, natomiast Andrzej Duda proponuje Jana Rokitę. Jak to rozumieć?

Kazimierz Kik: W obozie rządzącym zaczyna się nowa odsłony gry. W tym wypadku chodzi o próbę budowy obozu prezydenckiego. W tej chwili Andrzej Duda nie musi się już niczym sugerować, bo trzeciej kadencji nie będzie. Myślę, że Jan Rokita jako kandydat na RPO to nie jest pomysł samego prezydenta, lecz jego kancelarii, żeby zaznaczyć swoją odmienność i poszerzyć spektrum oddziaływania. Duda ciągle jest młodym człowiekiem, jego zaplecze to również ludzie młodzi. Zatem wszyscy muszą myśleć o jakiejś swojej pozycji po zakończeniu prezydentury.

Natomiast Rokita to prawicowy polityk, związany oczywiście z Platformą Obywatelską, ale to bardzo inteligentny człowiek, wcale nie gorszy od innych kandydatów na RPO. Być może to jest próba budowy obozu Dudy – alternatywnego centrum myślenia o głównych sprawach Polaków. Pozyskanie takiego polityka jak Rokita byłoby bardzo poważnym osłabieniem opozycji i wtargnięciem na obszar niezagospodarowany, czyli dotarciem do tych, którzy nie są ani blisko PiS, ani PO. A takich osób jest coraz więcej.

W sondażu CBOS, w którym poproszono Polaków o wskazanie polityka roku 2020, 24 proc. odpowiedziało, że żaden nie zasługuje na takie miano. To porażka naszej klasy politycznej?

Zdecydowanie tak. Od lat we wszystkich badaniach najgorzej ocenianą grupą społeczną są politycy. Wyniki sondażu CBOS odzwierciedlają jedynie przypadłość naszego życia publicznego, a mianowicie niski poziom kultury politycznej. To wszystko wiąże się z tym, że w momencie, kiedy partie polityczne przeszły na garnuszek państwa i są finansowane z budżetu, nie muszą mieć dużo członków, żeby się utrzymać. W takim układzie niepotrzebne są duże ugrupowania – wystarczą małe, wodzowskie partie, w których to lider odgrywa zasadniczą rolę i preferuje wykonawców, a nie partnerów. 30 lat takiej praktyki spowodowało, że dzisiejsi liderzy partyjni koncentrują się przede wszystkim na wyeliminowaniu konkurencji.

Przykładem niech będzie PO, która na samym początku zapowiadała się bardzo poważnie, ale najpierw trzeba było wyeliminować Andrzeja Olechowskiego, potem Macieja Płażyńskiego i dobrać sobie partnerów "BMW", czyli biernych, miernych, ale wiernych. Następnie stworzyć z nich zastęp bojowy, a potem wyjechać do Europy i zostawić tylko wykonawców, którzy będą stosowali te same metody wobec innych – nawzajem się wyżynać. A społeczeństwo nie jest głupie i to wszystko widzi. I patrząc na polityków, tylko się śmieje. Bez cienia podziwu.

Po wydarzeniach na Kapitolu pojawiły się nawiązania do sytuacji w Polsce i blokady Sejmu przez opozycję w grudniu 2016 roku. Czy takie porównania są uprawnione?

Moim zdaniem tak, choć oczywiście na mniejszą skalę. Różnica jest przede wszystkim taka, że wtedy nie było Donalda Trumpa. Wydarzenia w USA nabrały ostrości na miarę prezydenta, który je stworzył. Natomiast sytuacja w Polsce była na tyle nijaka, na ile liderzy tamtego protestu.

Na razie znamy jedno nazwisko polityka zaszczepionego na WUM poza kolejnością – to Leszek Miller. Czy SLD powinno wyciągnąć wobec niego konsekwencje?

Nie, bo uważam, że cała sprawa jest dęta. Opozycja chwyciła tutaj rząd, że nie potrafi dopilnować ustanowionych przez siebie regulacji, w tym wypadku dotyczących organizacji szczepień przeciwko COVID-19. Oczywiście niedobrze się stało, że celebryci polecieli do szczepienia pierwsi. Natomiast fakt, że Polacy chcą się szczepić, mnie osobiście cieszy. Wina nie leży po stronie tych, którzy skorzystali z okazji, żeby się zaszczepić, tylko nieudolności organizacyjnej tych, którzy potworzyli tego typu procedury i "wąskie gardła". Rząd powinien upowszechnić program szczepień, żeby to nie był wyścig szczurów. Żeby nie było jakichś tajnych list. Niestety na razie mamy do czynienia z biurokracją i mentalnością urzędniczą.

Prezydent Andrzej Duda nie podpisze ustawy autorstwa PiS o działach administracji rządowej. To weto będzie otwarciem nowego konfliktu wewnątrz obozu rządzącego?

Wiadomo, że ten projekt zmierza do wzmocnienia pewnego nurtu w rządzie. Weto prezydenta jest więc zaznaczeniem swojej odmienności. Proszę zwrócić uwagę, że polskie społeczeństwo nie premiuje posłusznych postaw politycznych, lecz nonkonformistyczne. Spójrzmy na Zbigniewa Ziobrę – jak tylko zaczął rozrabiać, jego partia przekroczyła 5 proc. Duda prawdopodobnie zrozumiał ten mechanizm, że jeżeli chce się liczyć, to musi być czynnikiem opiniotwórczym i kreującym władzę, czyli po prostu aktywnym.

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy
 131
Czytaj także