Godek: Jesteśmy prekursorem i przykładem dla innych państw

Godek: Jesteśmy prekursorem i przykładem dla innych państw

Dodano: 265
Kaja Godek
Kaja Godek / Źródło: PAP / Tomasz Gzell
– Jesteśmy prekursorem i przykładem dla innych państw. To nie jest prawda, że za granicą jesteśmy tylko i wyłącznie krytykowani, choć feministki próbują nam to wmawiać – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.

Jak ocenia Pani debatę w Parlamencie Europejskim na temat aborcji w Polsce?

Kaja Godek: Debata odbyła się na połączonym posiedzeniu dwóch komisji: LIBE (Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych) oraz FEMM (Komisji ds. Praw Kobiet i Równouprawnienia). Obie zebrały się, aby w Parlamencie Europejskim porozmawiać sobie o aborcji w Polsce. Po pierwsze, PE nie ma żadnych prerogatyw w tzw. sprawach światopoglądowych i nie powinien ingerować w przepisy dotyczące aborcji. Jeżeli jednak zorganizowano już taką debatę, to powinna być ona rozmową dwóch stron. Natomiast debata w PE wyglądała w sposób absolutnie karykaturalny. Wzięła w niej co prawda udział strona rządowa i europosłowie z Polski, ale ze strony społecznej zaproszono Martę Lempart, liderkę strajków proaborcyjnych, osobę z zarzutami prokuratorskimi i to ona reprezentowała polskie kobiety. Nie jest tajemnicą, że od wielu lat żyje w związku homoseksualnym. Jeżeli lesbijka ma wypowiadać się w imieniu innych kobiet na temat rodzenia dzieci, to jest to kpina. Trzeba zaznaczyć, że organizatorzy debaty zignorowali prawie milion obywateli, którzy domagali się zakazu aborcji eugenicznej w Polsce. Ze strony społecznej zaproszono tylko aborcjonistkę, nie było żadnego reprezentanta pro-life. A przecież wniosek poselski i wyrok TK był odpowiedzią na projekt „Zatrzymaj aborcję”, który wpłynął do Sejmu 3 lata temu i sygnatariusze tego projektu powinni być w PE reprezentowani. Komisja LIBE i Komisja FEMM celowo pominęły obrońców życia. Była to zatem karykatura debaty, a nie prawdziwa debata.

Dlaczego w takim razie w ogóle się odbyła?

Elity brukselskie, żeby po dyskusji sformułować określoną tezę, prowadzą tę dyskusję w wygodny dla siebie sposób i tak dobierają rozmówców, aby osiągnąć swoje cele polityczne. Komisje PE to nie są bezstronne ciała, które wysłuchują tego, jak wygląda sytuacja w Polsce. To grupa wpływu, która ma swój konkretny interes i organizuje podobne wydarzenia z takim założeniem, aby coś dla siebie uzyskać.

Odmienny głos dociera jednak do Europy Zachodniej. Niemiecki konstytucjonalista potwierdził ostatnio słuszność wyroku polskiego TK.

Jest to głos prawnika, który merytorycznie analizuje przepisy. Właściwie to podkreślają wszyscy prawnicy, także ci niewywodzący się ze środowiska pro-life – selekcja i zabijanie dzieci są niezgodne z konstytucją. W zależności od osobistego stosunku do sprawy mówią to z radością lub z przykrością, ale co do meritum właściwie nie ma dyskusji. Ten niemiecki konstytucjonalista prof. Christian Hillgruber pisze też, że niemieckie prawo powinno lepiej chronić nienarodzone dzieci, które obecnie są zabijane. Opiniotwórcze środowiska i osoby za granicą patrzą na to, co stało się w Polsce, jako na wzór. Nie dotyczy to tylko Niemiec, debata o zwiększeniu ochrony życia przetacza się właśnie także m.in. w Chorwacji i na Węgrzech.

Jaki z tego wniosek?

Jesteśmy prekursorem i przykładem dla innych państw. To nie jest prawda, że za granicą jesteśmy tylko i wyłącznie krytykowani, choć feministki próbują nam to wmawiać. To jest coś, czego najbardziej boją się aborcjoniści: tysiąc dzieci, które były zabijane w Polsce na podstawie przesłanki eugenicznej, to jest coś, co oni stracili. Ale przede wszystkim upadł ich mit o „konieczności dziejowej”, mit że marsz lewicy jest nieunikniony i można go co najwyżej opóźniać. Polska pokazała światu, że ten marsz można cofnąć.

Służby podały informację, że zatrzymano kobietę podejrzaną o podpalenie kościoła w Lublinie. Z czego wynika ta ciągła agresja wobec miejsc świętych dla wielu Polaków?

Kościoły są atakowane, ponieważ liderzy tzw. „Strajku Kobiet” de facto do tego wezwali. Hasło „dym w kościołach” rzuciła Marta Lempart i to ona w uniesieniu pytała demonstrantów, czy widzą ten dym nad kuriami biskupimi. Od tego się zaczyna, a potem wystarczy jedna osoba, która weźmie to wszystko na poważnie i postanowi zrealizować. Kiedy spojrzymy na media społecznościowe aborcjonistów, zobaczymy grafiki z płonącymi kościołami. Od haseł i grafik aborterzy przeszli do czynów. Nie zgadzam się z zarzutami, że to zbyt daleko posunięta interpretacja. Ktoś wyraźnie podpowiadał takie rozwiązania, ktoś potem podjął się ich realizacji.

Czytaj też:
Hipokryzja lewicy gorsza od faszyzmu

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 265
Czytaj także