Hipokryzja lewicy gorsza od faszyzmu
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

Hipokryzja lewicy gorsza od faszyzmu

Dodano: 302
Warszawa: Manifestacja proaborcyjna
Warszawa: Manifestacja proaborcyjna / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
„Nie jesteśmy aktywistkami. Jesteśmy wojowniczkami o wolność” – stwierdziła parę dni temu Marta Lempart na forum Parlamentu Europejskiego. Trudno się nie zgodzić.

Strajk Kobiet walczy o wolność, tyle że do zabijania dzieci nienarodzonych. Walczy z taką agresją, że zdążył już zawstydzić kiboli i skrajnych narodowców. Zza tęczowej fasady tolerancji od dawna widać brunatny mur nienawiści. Widać wyraźnie, ale jakoś mało kto ma odwagę o tym mówić.

Wydawałoby się, że mówienie o hipokryzji lewicy to truizm, oczywistość. A jednak nie do końca. Wciąż terror politycznej poprawności wyłącza myślenie i uniemożliwia łączenie faktów. Nie trzeba być prawicowym „oszołomem”, żeby tę hipokryzję dostrzegać. A już szczególnie w klinicznym przypadku, jakim jest Ogólnopolski Strajk Kobiet. Sam fakt walki o legalną aborcję nie może dziwić ani oburzać. Prawo do zabijania dzieci nienarodzonych to od dziesięcioleci jeden z kluczowych postulatów szeroko rozumianej lewicy. Tu braku konsekwencji zarzucić nie sposób. W końcu Rosja Sowiecka była pierwszym państwem, w którym aborcję zalegalizowano. Pod tym względem tęczowi niczym nie różnią się od czerwonych. Ale… oczywistą hipokryzją trąci już dobór metod walki o te zmiany.

Lewicowy Strajk Kobiet robi bowiem dokładnie to, za co to samo środowisko przez lata potępiało prawicę. Poglądy współczesnej lewicy w dużej mierze wyrosły na gruncie różnych teorii postmodernizmu, których wspólnym mianownikiem jest nie tyle nawet postrzeganie, co tworzenie świata na nowo za pomocą języka, tekstu. Rzeczywistość odbieramy za pośrednictwem tego, co przeczytamy, usłyszymy. Już nie byt, ale język określa świadomość. Dlatego tak ważne są słowa – mogą przecież nawet zabić! Dlatego lewica tak zawzięcie walczy z „mową nienawiści”. I to też byłoby logiczne, zrozumiałe. Można byłoby się z tym nie zgadzać, ale należałoby przyznać, że to jest jakaś spójna wizja świata. Tyle że „mowa nienawiści” jest tylko wtedy, gdy człowiek o poglądach prawicowych obraża człowieka o poglądach lewicowych. W drugą stronę to z reguły albo wyraz słusznego gniewu, albo obrona własna. Można przecież „jebać PiS”. Przecież PiS to partia przeciwna aborcji, a więc przeciwna prawom kobiet, a więc przeciwna prawom człowieka, a więc faszystowska, a więc, by pozostać w poetyce Strajku Kobiet – jak tu się nie wkurwić i jak tu nie kazać tej partii wypierdalać?! Ale „jebać Strajk Kobiet”, czy „jebać LGBT” – to już byłaby „mowa nienawiści”, faszyzm i wszystko, co najgorsze! Bo przecież Strajk Kobiet i LGBT to „nie ideologia”, tylko konkretni ludzie, a PiS to tylko partia (reprezentujący ją ludzie się nie liczą, bo są przeciwni prawom człowieka, więc zasługują na dehumanizację). A jaki byłby skandal, gdyby jakiś działacz PiS czy Konfederacji publicznie krzyczał np. „Marta Lempart, ty kurwo!”?! Bo przecież Kaję Godek można publicznie nazywać „kurwą” – może i jest kobietą, ale jest przeciwna „prawom kobiet”, więc zasługuje na „słuszny gniew”. „Mowa nienawiści” zabija, ale tylko swoich…

Co to wszystko ma wspólnego z prawicą, do której porównałem Strajk Kobiet? To, że to właśnie prawica w oczach lewicowo-liberalnego salonu kojarzyła się z prymitywną, wulgarną, agresywną, ograniczoną intelektualnie i nietolerancyjną dla odmienności tłuszczą. Przecież kibole i narodowcy budzili na łamach salonowych mediów niesmak nie tylko z uwagi na swoje bogoojczyźniane poglądy, ale i ze względu na formę ekspresji. Dziś Strajk Kobiet zawstydził te środowiska. Oczywiście, poetyka ulicznych demonstracji nigdy nie była zbyt wysublimowana. W tłumie zawsze znajdzie się grupa radykałów, którzy przyszli wyżyć się, pobluzgać. Tyle że czym innym jest oddolna, spontaniczna agresja tłumu, a czym innym przygotowane przez organizatorów hasła. Nie przypominam sobie, by prawicowi politycy maszerowali oficjalnie pod tak wykluczającymi, hejterskimi hasłami jak „jebać tę czy inną partię” albo „wypierdalać”. W przypadku Strajku Kobiet agresja jest naddana, odgórna, zaplanowana i celowa.

Poza tym, w kwestii agresji lewicy najzwyczajniej w świecie wolno mniej niż prawicy. Prawica nigdy nie obiecywała, że będzie tolerancyjna, miła, sympatyczna, otwarta, uśmiechnięta, empatyczna. Oczywiście, te wszystkie pozytywne cechy w jakiś sposób wpisują się w katalog wartości chrześcijańskich. Ale po pierwsze, często słyszalne na lewicy stwierdzenie, że „gdyby Jezus żył, na pewno przyłączyłby się do nas” jest oczywistym absurdem (bo przecież Jezus nie był wyłącznie pacyfistą, a już na pewno nie akceptował tego, co uważał za złe), a po drugie – czysto katolickie demonstracje (jak choćby antyaborcyjne marsze dla życia) nigdy nie epatowały „mową nienawiści” w najmniejszym nawet stopniu.

Po prawicy nie należy się spodziewać tolerancji, bo prawica nigdy tej tolerancji nie obiecywała. To lewica obiecuje tolerancję. To lewicę zatem należy z tej tolerancji rozliczać. Tymczasem zza tęczowej fasady coraz wyraźniej widać brunatny mur nienawiści. I poczucia rasowej niemal wyższości nad przeciwnikiem. „Jesteś przeciwko aborcji?! To jej sobie nie rób!” – często słychać z ust „wojowniczek” Strajk Kobiet. Tyle że one walczą nie tylko o „wolność wyboru”. Walczą o to, by nikt nie miał prawa na tę wolność wpływać – stąd ta nienawiść do organizacji pro-life, stąd próby blokowania narracji antyaborcyjnej. Aborcjonistki chcą mieć nie tylko prawo do zabijania dzieci nienarodzonych – chcą też odebrać prawo do wyrażania poglądów, z którymi się nie zgadzają. Już nawet billboardy, przedstawiające dziecko w brzuchu matki, to dla nich swego rodzaju wizualna myślozbrodnia – bo jeszcze jakaś idiotka przypadkiem zobaczy tę katolską propagandę i podejmie „wybór” inny niż aborcja! To jest właśnie nietolerancja. Nie tylko brak otwartości na Innego, ale również nienawiść. Nie mówiąc już o tym, że w takiej sytuacji wolność słowa jest dla feministek zbędnym luksusem. Gdy prawica zachowuje się agresywnie, wykluczająco, nietolerancyjnie, dostaje brunatną łatkę. Gdy więc lewica, potępiając agresję, wykluczenie i nietolerancję sama zachowuje się agresywnie, wykluczająco, nietolerancyjnie, powinna być postrzegana w brunatnych barwach. A nawet gorzej – bo nie dość, że brunatna, to jeszcze fałszywa. Hipokryzja gorsza od faszyzmu.

Wreszcie: Strajk Kobiet uzurpuje sobie prawo do reprezentowania wszystkich kobiet. Oczywiście, zaraz może znaleźć się ktoś, kto użyje wyświechtanego, populistycznego argumentu w stylu „nie masz prawa o tym mówić, skoro nie jesteś kobietą!”. Ale przecież aborcjonistki spod znaku błyskawicy wcale nie dają prawa wszystkim kobietom do wypowiadania się na te tematy. Przecież tym, które sprzeciwiają się postulatom Strajku Kobiet, odpowiada serdecznym, pełnym ciepła, otwartości i tolerancji pozdrowieniem „ty kurwo”.

Czytaj też:
Prof. Krysiak: Polska działa globalnie, wyprzedzimy Niemcy i Francję
Czytaj też:
Duża fala przejść z PO do Hołowni w Małopolsce? "Rozmowy trwają"

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 302
Czytaj także