KrajSzpiczak czeka na leki

Szpiczak czeka na leki

Debata
Debata "Do Rzeczy" / Źródło: fot. Robert Gardziński
Dodano 1
Eksperci obecni na debacie „Do Rzeczy” byli zgodni: konieczne są szybsze rozpoznanie szpiczaka i możliwość stosowania nowoczesnych terapii. Inaczej nie będzie on, tak jak w innych krajach, chorobą przewlekłą.

Diagnozę „szpiczak plazmocytowy” słyszy co roku 1,5 tys.–1,8 tys. osób w Polsce. To trzeci pod względem częstości występowania nowotwór krwi, choroba „niezawiniona”: nie zależy od stylu życia, diety, aktywności fizycznej. Nie można nic zrobić, by jej zapobiec. W dodatku rozwija się skrycie, przez długi czas nie dając żadnych objawów lub są one tak niespecyficzne, że nawet lekarze nie podejrzewają choroby nowotworowej.

Na szpiczaka zapadają zwykle osoby po 65. roku życia, a jeśli w tym wieku ktoś zgłasza się do lekarza z bólem pleców, to myśli on raczej o chorobie zwyrodnieniowej. Częste infekcje skłaniają lekarza do osądu, że jest to spadek odporności, normalny w tym wieku. Nie włącza się również sygnał alarmowy w przypadku anemii, gdyż może ona być spowodowana niewłaściwym odżywianiem lub charakterystycznym dla wieku pogorszeniem przyswajania składników odżywczych. – Szpiczak zwykle rozwija się skrycie, czasem pierwsze objawy przypominają banalną chorobę – potwierdza prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Chorzy często przez wiele miesięcy, a zdarza się, że nawet lat, chodzą od lekarza do lekarza w poszukiwaniu właściwej diagnozy. Niestety, im późniejsze rozpoznanie i rozpoczęcie leczenia, tym jest ono trudniejsze. Dlatego hematolodzy z Polskiej Grupy Szpiczakowej i Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego opracowują specjalny kalkulator diagnostyczny, który ma ułatwić lekarzom rodzinnym szybsze rozpoznanie szpiczaka.

– Zwróciliśmy uwagę na objawy, które zgłaszali chorzy. 70 proc. z nich skarżyło się na dolegliwości bólowe kości, 61 proc. miało zmiany osteolityczne, 56 proc. osłabienie. Uprawie połowy wykryto białko w moczu, a jedna trzecia miała złamania – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Oddziału Hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Eksperci chcieliby, żeby w przypadku wystąpienia tego typu dolegliwości lekarze rodzinni byli bardziej wyczuleni i kierowali pacjentów na dodatkowe badania: m.in. morfologię, stężenia kreatyniny we krwi (wskazuje na problemy z nerkami), OB i CRP (pokazują, czy jest stan zapalny), a także na badanie sprawdzające obecność we krwi tzw. białka monoklonalnego, którego podwyższona ilość może wskazywać na szpiczaka. – Lekarze rodzinni powinni być czujni, doskonale zdajemy sobie sprawę, że od szybkiej diagnozy zależy szybkie podjęcie leczenia i jego efekt – potwierdza dr Michał Sutkowski, rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Cegiełki życia 

Szpiczaka można wyleczyć jak na razie tylko dzięki przeszczepieniu szpiku (od dawcy spokrewnionego lub obcego), jednak tę metodę można zastosować tylko u młodych pacjentów, gdyż jest obarczona wieloma czynnikami ryzyka. Ustarszych pacjentów, których jest zdecydowana większość, trzeba stosować kombinację dwóch lub trzech leków, które co prawda nie są w stanie wyleczyć choroby, ale na pewien czas ją zatrzymują.

Kilkanaście lat temu zdiagnozowanie szpiczaka oznaczało, że choremu pozostały średnio dwa–trzy lata życia, a często nawet mniej. Przełomem było pojawienie się po 2000 r. talidomidu – pierwszego leku immunomodulującego. Wkrótce potem pojawiły się kolejny lek z tej grupy – lenalidomid – oraz pierwszy lek z tzw. inhibitorów proteasomu – bortezomib. Dzięki nim średnia życia chorych wydłużyła się do sześciu–siedmiu lat.

Niestety, szpiczak na razie jest „sprytniejszy” od leków, po pewnym czasie przełamuje ich działanie i powraca. – Każdy nawrót oznacza pojawienie się nieco innego podklonu komórek nowotworowych, dlatego dobrze jest podawać chorym leki nowocześniejsze lub o innym mechanizmie działania. Nowe terapie przedłużają życie. Podczas ostatniej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Hematologów mówiono, że dziś nowzdiagnozowani pacjenci będą żyli więcej niż 10 lat, jeśli będą mieli możliwość stosowania nowych leków – dodaje prof. Krzysztof Giannopoulos.

Hematolodzy oceniają, że chorzy na szpiczaka w Polsce na początku są leczeni zgodnie ze standardami – podobnie jak w innych krajach Europy. Gorzej jest w sytuacji, gdy choroba nawraca trzeci lub kolejny raz. Na świecie w takich przypadkach stosuje się leki nowej generacji, które są w stanie zabić nawet te oporne komórki nowotworowe. Od 2013 r. zarejestrowano już sześć nowych terapii. – W ostatnich latach dokonała się rewolucja w leczeniu szpiczaka. Każdy lek to cegiełka, która buduje życie chorego na szpiczaka. Im więcej ich mamy, tym większa szansa, że chory będzie żyć dłużej – potwierdza dr Dominik Dytfeld z Katedry i Kliniki Hematologii UM w Poznaniu, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego.

Na razie polscy pacjenci nie mogą skorzystać z nowych leków, bo żaden z nich nie jest w Polsce jeszcze refundowany. Nie wszystkie co prawda zostały zgłoszone przez firmy do procesu refundacyjnego (a bez tego nie jest możliwe udostępnienie ich pacjentom), jednak jeden z nich czeka na decyzję od dłuższego czasu.

– Podsumowałem zastosowanie pomalidomidu w różnych klinikach u chorych na zaawansowanego szpiczaka plazmocytowego. Uponad 60 proc. pacjentów nastąpiła poprawa. To bardzo dużo, jeśli wziąć pod uwagę to, że ci pacjenci stosowali wcześniej od dwóch do ośmiu linii leczenia – opowiada dr Grzegorz Charliński zOddziału Hematologii Specjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

– Pomalidomid jest bardzo ciekawym lekiem, działa nie tylko immunomodulująco, lecz także antynowotworowo. Jest jak siekiera, która „obcina łapki” komórkom nowotworowym. Oddziałuje też na cytokiny prozapalne. Wielokierunkowość działania tego leku jest jego zaletą i dobrym wskazaniem do stosowania dla pacjentów – przekonuje dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny i prezes Fundacji „Razem w Chorobie”.

Nowe terapie powodują, że szpiczak coraz częściej staje się chorobą, z którą można żyć przez wiele lat, jeśli przyjmuje się kolejne leki. – Ubolewamy nad tym, że nie możemy stosować nowoczesnych terapii. Mamy nadzieję, że się to zmieni– dodaje dr Dytfeld.

W domu czy w szpitalu 

Po szoku pierwszej diagnozy pacjenci starają się normalnie żyć. Wielu z nich, gdy lek pokonuje chorobę, docenia każdy dzień, realizuje pasje, pracuje, podró- żuje, opiekuje się wnukami. Stają przed dramatyczną sytuacją, gdy dowiadują się, że ta kombinacja leków, którą przyjmują, jest ostatnią z refundowanych w Polsce i pozostaje dylemat, czy sprzedać dom, by kupić dla siebie szansę na życie? W podobnej sytuacji są bliscy. Pytają: Co zrobić, gdy choruje matka, ojciec, żona, mąż?

Koszty leczenia to problem nie tylko Polski. Również inne kraje dokładnie przypatrują się każdej nowej terapii, ważąc „za” i„przeciw”, zanim zdecydują o refundacji. Tylko w Niemczech i Szwajcarii nie ma ograniczeń w stosowaniu nowych leków w szpiczaku. W pozostałych krajach systemy ochrony zdrowia starają się udostępniać chorym najbardziej efektywne leki. We Francji, przy ocenianiu kosztów, bierze się pod uwagę m.in. to, czy chory musi przyjmować lek w szpitalu, czy jest to terapia doustna, którą można stosować w domu. To wygoda dla pacjenta, a także znaczne obniżenie kosztów dla systemu ochrony zdrowia.

– Leki doustne, takie jak pomalidomid i ixazomib, są bardzo wygodne, zwłaszcza dla chorych, którzy mieszkają daleko od ośrodka leczenia. Proszę sobie wyobrazić sytuację pacjenta, który ma jechać do szpitala na podanie leku dwa razy w tygodniu kilkadziesiąt kilometrów lub więcej. To udręka dla niego, a zwykle ktoś musi z nim przyjechać, co wyłącza go z pracy. To również koszty, które trzeba brać pod uwagę – przekonuje prof. Jędrzejczak.

Potwierdza to dr Michał Sutkowski, który w swojej praktyce spotyka osoby ze szpiczakiem i widzi, jak chorzy funkcjonują na co dzień. – Wysiłek rodziny jest ogromny, by zorganizować wyjazdy do szpitala kilka razy w miesiącu. System takich kosztów nie liczy, podobnie jak kosztów pomocy społecznej. One zostaną zredukowane dzięki właściwemu leczeniu, również doustnemu – dodaje dr Sutkowski.

Nowe leki są tak drogie, że przy obecnym poziomie wydatków w Polsce na ochronę zdrowia nie jest możliwe refundowanie wszystkich terapii dla wszystkich chorych. Eksperci uważają, że trzeba więc wybierać leki najbardziej efektywne, jak to jest w Czechach czy na Słowacji, w krajach o podobnym poziomie PKB na mieszkań- ca jak w Polsce. Jednak w tych krajach niektóre z nowych leków są dostępne dla pacjentów. – Szpiczak to niejednorodna choroba, u niektórych osób przebiega jednak ostrzej i bardziej dramatycznie. Chciałbym, by można było nowe leki podawać przynajmniej tym pacjentom, którzy są najbardziej poszkodowani przez los. Te leki wyrównują ich szanse – przekonuje prof. Jędrzejczak.

Debata „Wartość medycyny innowacyjnej w terapii szpiczaka plazmocytowego” została zainicjowana w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka szpiczaka plazmocytowego”, której partnerami są: Polska Grupa Szpiczakowa, Polskie Konsorcjum Szpiczakowe oraz firma Celgene sp. z o.o.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 41/2017
Całość dostępna jest w 41/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga
 1
  • Zdzisek z Końskowoli IP
    Szpiczak czeka na leki, a dyktator Mlas-Kacz na nową drabinkę.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także