Komentarz pod adresem Gozdyry był reakcją na jej ostatni program "Skandaliści", w którym gościła prezesa Ruchu Narodowego posła Roberta Winnickiego. Wyraźnie oburzony sposobem prowadzenia programu internauta sięgną po wulgaryzmy i obraził dziennikarkę. Ta z kolei odnalazła w internecie jego zdjęcia, nazwisko, miejsce pracy. Poinformowała również, że ma jego numer telefonu. "Żeby było jasne: to nie ja szukałam pana, ale pan mnie. W necie nikt nie jest anonimowy. Nawet gdy usiłuje się schować za jedną kobietą po to, by obrażać inną" – zaznaczyła Gozdyra.
Ostatecznie mężczyzna miał przeprosić dziennikarkę, jednak poinformował również o podjęciu kroków prawnych za upublicznienie jego danych. Gozdyra nie przejęła się jednak taką informacją, z zapowiedzi procesu zażartowała, a przeprosin nie przyjęła. "Nie przyjmuję przeprosin, bo dość mam obrzydliwego obrażania ze strony takich jak pan, którym się zdaje, że są anonimowi i bezkarni. Nie są. Proszę to przyjąć jako nauczkę na resztę chyba dość smutnego życia" – napisała.
"Możecie mnie obrażać za to, że kocham swój Kraj, za to że nie wyjechałem za granicę, tylko tyram na miejscu, za to że uczciwie pracuję, za to że z zasadami wychowuję swoje dzieci, aby miały wartości, z jakimi wychowali mnie dziadkowie. Za to, że odprowadzam podatki i jestem uczciwy wobec swoich klientów, i za to, że napisałem dwa obraźliwe wyrazy w momencie emocji " – odpowiadał mężczyzna.
"Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Nie dawajcie się nienawistnikom. Gdy ich namierzyć, tracą odwagę. W ostatnich dniach przekonałam się o tym kilka razy" – napisała dziś na Facebooku dziennikarka. Konto internauty, który ją obraził zniknęło z portalu.