KrajChwedoruk: Wybory pokazały koniec mitu tzw. ruchów miejskich

Chwedoruk: Wybory pokazały koniec mitu tzw. ruchów miejskich

Rafał Chwedoruk
Rafał Chwedoruk / Źródło: PAP / Marcin Obara
Dodano 8
Wiara w możliwość apolitycznego uczestnictwa w polityce od początku była dość dziwna i pozbawiona podstaw. A fakt, że ruchy miejskie przegrały w warunkach wysokiej frekwencji dowodzi tylko, że w Polsce nie ma przestrzeni dla istnienia tego typu formacji – mówi portalowi DoRzeczy.pl prof. zw. Rafał Chwedoruk, politolog Uniwersytetu Warszawskiego.

Czy wynik wyborów w Warszawie i innych dużych miastach oznacza koniec ruchów miejskich jako idei?

Rafał Chwedoruk: W jakimś sensie tak. Choć mówiąc ściślej, oznacza raczej urealnienie. Do tej pory tak zwane ruchy miejskie odnosiły sukcesy albo w poszczególnych dzielnicach Warszawy, albo zdobywały miasta, miały prezydentów, którzy jednak ciążyli ku konkretnym partiom politycznym. Samo określenie ruchy miejskie jest w zasadzie pozbawione sensownych podstaw.

Dlaczego?

Bo każda organizacja, która działa w przestrzeni publicznej w mieście jest ruchem. Na listach owych ruchów miejskich znaleźć można było w kolejnych elekcjach rozmaite osoby – od ludzi faktycznie nie związanych z polityką, poprzez działaczy organizacji bliskich polityce, po wreszcie byłych członków ugrupowań politycznych. Wiara w możliwość apolitycznego uczestnictwa w polityce od początku była dość dziwna i pozbawiona podstaw.

Skąd zatem wziął się fenomen ruchów miejskich w Polsce?

Myślę, że w Polsce dużą rolę w promowaniu ruchów miejskich odegrały nadzieje środowisk liberalnych na stworzenie formacji liberalno-lewicowej, która obsługiwałaby interesy wielkomiejskiej klasy średniej i być może w przyszłości stworzenia takiej formacji, która byłaby wolnorynkowa w podejściu do gospodarki, bardzo liberalna w kwestiach światopoglądowych, a aktywność zaczynałaby właśnie od działalności ściśle lokalnej. Co ciekawe w świecie zachodnim tego typu agendę podejmują partie Zielonych. W Polsce nasza klasa średnia o wielkomiejskim charakterze wciąż bliska jest raczej wartościom materialnym.

Przed wyborami wydawało się, że jest przestrzeń a tego typu organizacji. Co się stało?

Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że porażka ruchów miejskich miała miejsce w warunkach bardzo wysokiej frekwencji wyborczej. Jeśli tak, to tylko dowodzi na to, że brak jest dla tego typu ruchów miejsca w przestrzeni publicznej. I jakbyśmy nie narzekali na naszą klasę polityczną, na nasze partie, to wciąż spełniają one potrzeby większości wyborców.

Czytaj także:
Korwin-Mikke: Po tych wyborach czuję się jak pies po wyjęciu z pralki
Czytaj także:
Są oficjalne wyniki z Warszawy. Wzrosła przewaga Trzaskowskiego

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ pha
 8
  • Pan M*rzyński - Filipiński IP
    Bzdury pan opowiada panie ekspercie - profesorze zwyczajny.
    Proszę sobie zsumować głosy oddane na ludzi którzy nie startowali z rekomendacji partii politycznych. Okaże się, że to nadal całkiem poważna siła.
    Jej słabością jest niestety rozdrobnienie i wewnętrzne spory, podsycane jak łatwo się domyśleć, przez tych którzy na tym stanie korzystają.
    Działania organizowane są zresztą wielotorowo. Pojawiają się kandydaci "niezależni", którzy po bliższym przyjrzeniu okazują się trzecim garniturem partyjnym, bez szans na miejsce na liście partyjnej.
    Przed wyborami spędziłem dużo nad analizowaniem kto jest właściwie kim. Wnioski wcale nie były budujące. To nadal stary "dobry" PRL w którym nic nie można było kupić, ale za to wszystko można było "załatwić". Nawet miejsce na liście wyborczej .
    Dodaj odpowiedź 8 4
      Odpowiedzi: 0
    • Bella IP
      O tak, zapewne! Wszyscy, którzy chcą popracować dla swojej małej ojczyzny wciśnięci do wora z napisem: lewaki pod plaszczykiem zieleni! Specjaliści i eksperci od wszystkiego. A poza teoretyczną wiedzą nie dostrzegają rzeczywistości. Bądź dzielny, idź człowieku. Zignoruj to gadulstwo teoretyków.
      Dodaj odpowiedź 6 2
        Odpowiedzi: 0
      • jancz IP
        Nie jestem ich zbytnim zwolennikiem: ot zwołuje się grupka zapaleńców dla jakiejś sprawy i już mamy, zwykle mono lub bitematyczny program: sadzimy drzewka, siadamy na rowery, chcemy mieć sieć światłowodową, protestujemy, krzyczymy itp. Naiwni. A przecież zagadnień, którymi żyje miasto są tysiące. Partie przynajmniej mają jakiś szerszy program, strategię działania, aparat pozwalający te programy ocenić. Poza tym członkowie rad miejskich, wiejskich, sejmików mają przecież mandat nadany głosowaniem na nich lub na partię. Jednak oni przed kimś odpowiadają, są rozliczani. A kto rozlicza te samozwańcze grona ideowych społeczników? Nadawanie im dużego znaczenia jest sprzeczne z ideami demokratycznych wyborów. To po co zatem te wybory radnych?
        Dodaj odpowiedź 4 7
          Odpowiedzi: 1
        • Cześć IP
          Według mapy wyborczych trofeów Polska zastała podzielona na dwie części a obie mają jeden wspólny mianownik. Oznacza to że w kolejnych wyborach można będzie wybierać tylko pomiędzy Magdalenka a Magdalenka. Jeżeli lud prosty to zauważy to może się okazać że wysoka frekwencja zamieni się nagle w niską. Ale to chyba nie taki duży problem dla posierpniowyvh partii.
          Dodaj odpowiedź 4 6
            Odpowiedzi: 0
          • WhatTheFuckkIsPoland? IP
            Dodaj odpowiedź 0 3
              Odpowiedzi: 0
            • ehhh.... IP
              Przy takiej ordynacji jaka jest obecnie, gdzie mamy system proporcjonalny z listami partyjnymi, to jedyne na co jest miejsce to 'hate democracy'. Mamy system politycznych armii skupionych na walce przeciwko sobie korzystając z całej mocy państwa do zwalczania siebie na szczeblu lokalnym czy centralnym. Wyborca może sobie postawić krzyżyk za którąś armią, ale poza tym wszystko pozostałe jest poza jego wpływem. Więc z zasadzie może tylko sobie być płatnikiem i obserwatorem upadku lub jak wielu zgorszonych pojechać sobie gdzie indziej. Aby od tego odejść należałoby odejść w ordynacji od list partyjnych i wprowadzić np. system STV czyli głosowania preferencyjnego. Wtedy głosowałoby się nie przeciw komuś ale za kimś znanym i z regionu. Szans na to nie ma więc jesteśmy w takim samym położeniu jak Bill Murray w Dniu świstaka. Tylko czas leci i Polska staje się coraz cieńsza. Ile to już bilionów zobowiązań długoterminowych ma państwo? Z 5 i rośnie? Pewnie jeszcze bez indywidualnego długu Polaków. Ile milionów młodych Polaków opuściło ojczyznę? To po co był 1918?
              Dodaj odpowiedź 12 4
                Odpowiedzi: 0

              Czytaj także