"Audi, którym jechał Janusz Ratajczak, po zderzeniu z tirem spadło z blisko pięciometrowej skarpy. Osobówka dachowała. Kierowca zginął na miejscu" – opisuje "Fakt". Do tragedii doszło w poniedziałek popołudniu, na drodze krajowej nr 10 w Przyłubiu koło Bydgoszczy. W zdarzeniu uczestniczyły cztery pojazdy.
Tragiczne zdarzenie z udziałem czterech pojazdów
– Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierujący pojazdem ciężarowym marki Mercedes wraz z naczepą, jadąc w kierunku Torunia, z niewyjaśnionych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i doprowadził do bocznego zderzenia z prawidłowo jadącym autem marki Skoda, które następnie zderzyło się z Seatem jadącym za pojazdem ciężarowym. W tym samym czasie ciężarowy Mercedes uderzył w jadące z naprzeciwka Audi, które wypadło z drogi i spadło z około pięciometrowej skarpy – przekazała nadkom. Lidia Kowalska z Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. To właśnie tym autem podróżował artysta.
Samochód spadł ze skarpy i dachował. Kierowca, tenor z Bydgoszczy, poniósł śmierć na miejscu. Pozostali uczestnicy zdarzenia nie odnieśli obrażeń. Kierowcy tira zatrzymano prawo jazdy. Mężczyzna był trzeźwy, nie był też pod wpływem substancji odurzających.
Trwa postępowanie wyjaśniające
Bydgoscy policjanci, pod nadzorem prokuratora, wyjaśniają przyczyny i okoliczności śmiertelnego wypadku.
– Na miejscu zdarzenia wykonano konieczne czynności, m.in. z wykorzystaniem drona. Był biegły z rekonstrukcji wypadków drogowych. Zabezpieczono sterowniki z pojazdów, by odtworzyć ostatnie sekundy przed wypadkiem. Śledczy ustalać będą, dlaczego kierowca ciągnika siodłowego z naczepą zjechał na przeciwległy pas ruchu. Na razie tego nie wiemy – powiedziała "Faktowi" prok. Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.
Nic nie wskazuje na to, by kierowca tira jechał z dużą prędkością. Kierowca nie wykonywał przed wypadkiem żadnych manewrów.
Według ustaleń portalu o2.pl kierowca ciężarówki miał powiedzieć, że przed wypadkiem dostał atak kaszlu. Śledczy przesłuchiwać będą świadków tego zdarzenia. Nikt do tej pory nie usłyszał zarzutów. Na środę zlecono sekcję zwłok 63-latka.
Opera żegna swojego tenora. Poruszające słowa
Opera Nowa w Bydgoszczy tak pożegnała artystę: "Są takie wiadomości, w które po prostu nie sposób uwierzyć. Wczoraj, 23 marca, w wypadku samochodowym na drodze krajowej nr 10 zginął Janusz Ratajczak – nasz Janusz. Wieloletni Solista Opery Nova, znakomity tenor, a przede wszystkim Człowiek, który przez lata był ważną częścią naszego Teatru i naszej muzycznej Społeczności".
"Publiczność kochała Go za coś więcej niż tylko piękny głos. Za prawdę. Za to, że każda rola była przeżyta, a nie tylko zaśpiewana. Krytycy często podkreślali Jego muzyczną inteligencję, szlachetną, rozpoznawalną barwę głosu i niezwykłą kulturę interpretacji – ale my wiedzieliśmy, że za tym wszystkim kryły się życzliwość, prawdziwe zaangażowanie i serce. Tu, w Bydgoszczy, jeszcze jako student V roku Akademii Muzycznej zadebiutował na scenie jako Franek w operze jednoaktowej 'Flis' Moniuszki. To wtedy rozpoczęła się droga, która na wiele lat związała Go z historią naszej Opery. Tu też – na studiach w muzycznej Bydgoszczy – odnalazł miłość swojego życia, Małgosię. Przez lata byli dla nas więcej niż duetem artystycznym. Setki spektakli. Wspólne życie i dzielenie się z publicznością swoją pasją, wrażliwością oraz talentem. To właśnie na naszej scenie operetką J. Straussa 'Zemsta nietoperza' świętowali swój jubileusz 30-lecia pracy artystycznej" – czytamy.
Podkreślono, że zmarły "był Człowiekiem i Artystą, którego nie da się opisać w zwykłej biografii ani zaszufladkować w przebogatym repertuarze...". Jako solista Opery Nova miał w swym dorobku ponad 50 ról. "Obecny, uważny, serdeczny. Zawsze z błyskiem w oku i humorem. Dokładnie taki był i taki pozostanie na zawsze w naszych sercach" – tak opisano Janusza Ratajczaka.
Janusz Ratajczak urodził się w 1962 roku w Szczecinku. Ukończył Akademię Muzyczną im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy.
