Śledztwo ws. Kłodzka nabrało tempa dzięki Szwedom

Śledztwo ws. Kłodzka nabrało tempa dzięki Szwedom

Dodano: 
Szwedzka policja (Polis) w Sztokholmie
Szwedzka policja (Polis) w Sztokholmie Źródło: Wikimedia Commons
Śledztwo ws. afery pedofilsko-zoofilskiej w Kłodzku ruszyło pełną parą dzięki czujności szwedzkich służb – donoszą media.

Pedofilsko-zoofilska afera w woj. dolnośląskim wstrząsnęła Polską. 45-letni Przemysław L. został skazany na 25 lat więzienia za przestępstwa seksualne popełnione na nieletnich dziewczynkach, zoofilię oraz rejestrowanie tych czynów na filmach i zdjęciach. Jego była żona Kamila L., w przeszłości działaczka Platformy Obywatelskiej, została skazana na 6,5 roku pozbawienia wolności za nieudzielenie pomocy małoletniej – swojej córce z poprzedniego związku, będącej ofiarą gwałtu, a także współudział w znęcaniu się nad zwierzętami.

Według informacji "Rzeczpospolitej", śledztwo w tej szokującej sprawie ruszyło dzięki czujności szwedzkich służb. "Najpierw było zgłoszenie przestępstwa w kraju i przesłuchanie pokrzywdzonej przed sądem. Sprawca wyszedł po dwóch dobach, bo biegły powątpiewał w wiarygodność ofiary. Dopiero zgłoszenie dotyczące tej samej osoby złożone służbom w Szwecji uruchomiło zdecydowane działania" – czytamy.

Wyroki są nieprawomocne, prokuratura czeka na pisemne uzasadnienie. Prawdopodobne jest, że będzie apelacja w sprawie Kamili W., ponieważ zasądzona kara rażąco odbiega od żądanej przez prokuratora. – Prokurator wystąpił dla oskarżonej o 18 lat pozbawienia wolności – mówi prok. Mariusz Pindera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Sekwencja zdarzeń

Gazeta opisuje chronologicznie wydarzenia w sprawie afery. 1 stycznia 2023 r. zawiadomienie o zgwałceniu złożyła matka jednej z ofiar (na stałe mieszkającej w Szwecji). Kolejnego dnia wszczęto śledztwo. – Wykonano czynności przesłuchania pokrzywdzonej przez sąd, uzyskano opinię psychologiczną oraz dokonano przeszukania miejsca zamieszkania sprawcy. Został on zatrzymany, ale dowody zebrane wówczas w ciągu 48 godzin po wykonaniu pierwszych czynności nie były wystarczające do przedstawienia zarzutów – wskazuje Pindera.

Przemysław L. po 48 godzinach wyszedł z aresztu. Biegły miał bowiem wątpliwości co do wiarygodności pokrzywdzonej. L. wyjechał do Szwecji. "Przebywała tam ta sama ofiara i ponownie złożyła zawiadomienie o przestępstwie – ale już do szwedzkich organów ścigania. Tam reakcja była natychmiastowa – 25 stycznia 2023 r. sprawcę zatrzymano, dwa dni później szwedzki sąd go aresztował. A tamtejsza prokuratura wystąpiła do polskiej z pytaniami o sprawę" – opisuje "Rz". – W tym czasie uzyskano już pierwsze dane z zapisów zapisu nośników cyfrowych zabezpieczonych u sprawcy i dokonano oględzin zarejestrowanych tam filmów. Materiał ten pozwalał już na przedstawienie pierwszych zarzutów podejrzanemu, w związku z czym podjęto działania w kierunku powołania wspólnego zespołu śledczego z organami ścigania w Szwecji – mówi prok. Pindera.

Przemysław L. dotarł do swoich ofiar

"Rz" zauważa, że "gdyby nie szybka reakcja szwedzkich służb, sprawy mogłyby potoczyć się inaczej. (...) Po zwolnieniu z polskiego aresztu, Przemysław L. nie tracił czasu – dotarł do dwóch ofiar w Polsce, które krzywdził, żeby je 'zniechęcić' do rozmów ze śledczymi – wtedy polska prokuratura o tych osobach jeszcze nie wiedziała, te fakty ustaliła później".

Obawa mataczenia była jednym z argumentów za utrzymywaniem aresztu. Zatrzymanie w Szwecji, uniemożliwiło L. przekonywanie do milczenia kolejnych ofiar. 16 stycznia, gdy Przemysław L. był na wolności, biegłemu udało się przełamać kody do przenośnego sejfu z jego mieszkania. – Były tam pendrive'y, karty pamięci, dyski o dużej pojemności. Wstępne oględziny pokazały, z kim mamy do czynienia – mówi informator gazety.

Zapadła decyzja o jednym śledztwie, w Polsce. Od prokuratury w Kłodzku przejęła je Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, a w kwietniu 2023 r. powstał wspólny zespół śledczy, tzw. JIT. Pięć miesięcy później L. został wydany Polsce. Proces był niejawny. "Wiadomo, że mężczyzna odurzał ofiary eterem, dawał alkohol, gwałcił i zmuszał do tzw. innych czynności seksualnych – robił to Polsce i w Szwecji, gdzie jeździł do pracy i gdzie bywała też jego rodzina. Mieszkanie małżonków miało być naszpikowane kamerami, aparaturą podsłuchową, co zapewniło sprawcy pełną kontrolę – osaczone dzieci nie były w stanie zrobić żadnego ruchu bez wiedzy ojca" – opisano szczegóły.

Śledczy i sąd potwierdzili, że dopuszczała się zoofilii, co także utrwalano na filmach.

Czytaj też:
Wielichowska przerywa milczenie. Odcina się od sprawy z Kłodzka
Czytaj też:
"To jest lumpenproletaryzacja Polski". Kaczyński o aferze pedofilskiej w Kłodzku

Źródło: Rzeczpospolita
Czytaj także