W miniony weekend ulicami Warszawy przeszła 25. Parada Równości. W wydarzeniu jak co roku wzięło udział wielu celebrytów, a także przedstawiciele obecnej koalicji rządowej. Jednak wśród nich zabrakło znanego na Instagramie trenera fitness Daniela Kuczaja, który otwarcie przyznaje, że jest homoseksualistą.
W rozmowie z Pudelkiem przyznał, że nie jest fanem parad równości i nie wspiera ich swoją obecnością. Zdaniem celebryty, "parady robią więcej złego niż dobrego". – Też nie chodzę na parady. Dla mnie te parady robią więcej złego niż dobrego i ja nie potrzebuję iść na paradę i paradować i mówić, że jestem dumny z tego, że jestem gejem, bo po prostu jestem. To jest moja orientacja i tyle, nie potrzebuję z tego robić wielkiego halo – stwierdził.
Kuczaj dodał: – Heteroseksualni ludzie nie chodzą codziennie na parady i nie mówią "jesteśmy heteroseksualni", więc ja nie potrzebuję iść na paradę i mówić "jestem homoseksualny".
Aktor: Nie czuję się tam bezpiecznie
Pomysł manifestowania swojej orientacji seksualnej publicznie sceptycznie ocenia także aktor Ignacy Liss, który wciela się w postać geja w serialu "Proud", który obecnie jest emitowany na platformie HBO. – Myślę, że sztuka – film czy serial – jest takim bezpiecznym miejscem, w którym można powiedzieć, co się myśli. Pokazać to, wyrazić siebie, wyrazić jakieś tam swoje emocje związane z tym tematem. Nie narażając się też na niepotrzebne przepychanki. To jest mój największy wyraz solidarności. Jestem raczej zwolennikiem rozmowy, słuchania siebie nawzajem, a nie wyzywania i skreślania – stwierdził aktor.
Wielu nie spodobała się taka postawa, na co Liss odpowiedział. "Podałem dalej te komentarze, nie uważam, żeby to był jakiś problem. Krytyka, szczególnie konstruktywna krytyka, jest potrzebna. Tutaj może nie wszystko jest konstruktywną krytyką, ale na pewno rozumiem punkt widzenia co do niektórych myśli. Postanowiłem, że to udostępnię i się do tego odniosę, bo o to chodzi w życiu, żeby gadać i się szanować. Trochę mam ochotę się z tego tłumaczyć, a trochę nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. To był mój kolejny wywiad w ciągu tego dnia i pewnie mogłem lepiej ubrać myśli w słowa. Może wtedy mógłbym być lepiej zrozumiany, ale co do zasady powiedziałem tak, jak jest" – napisał na Instagramie.
Dalej Liss argumentował, że duże zgromadzenia publiczne budzą w nim poczucie braku bezpieczeństwa. "Wierzę w to, że jest mnóstwo osób z mniejszości seksualnych, które też nie przepadają za takimi miejscami jak Parada Równości czy Marsz Niepodległości, czy inne protesty i pikiety, bo po prostu nie czują się tam bezpiecznie. Ja trochę tak mam i to nie jest przestrzeń dla mnie, dlatego nie chciałem ściemniać i mówić, że jest inaczej" – podsumował.
