KrajStankiewicz: Po tragedii to już pewne. Tusk wróci do polskiej polityki

Stankiewicz: Po tragedii to już pewne. Tusk wróci do polskiej polityki

Andrzej Stankiewicz
Andrzej Stankiewicz / Źródło: PAP / Marcin Obara
Dodano
Widzimy, kto jest dziś prawdziwym liderem opozycji. I nie jest nim Grzegorz Schetyna, ale były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Przed tragedią rozważał on powrót do polskiej polityki, ale się wahał. Były poważne argumenty przeciw, głównie rodzinne. Teraz wahał się nie będzie. Widać, że ta tragedia dotknęła go osobiście – mówi portalowi DoRzeczy.pl Andrzej Stankiewicz, publicysta Onet.pl.

Od tragedii w Gdańsku mija prawie tydzień. Jaki jest jej wpływ na nasze życie publiczne?

Andrzej Stankiewicz: Przede wszystkim opadły maski. I to po obu stronach sporu politycznego. Po pierwsze – wszelkie próby nowego otwarcia ze strony Prawa i Sprawiedliwości, budowania bardziej umiarkowanego okazały się nieskuteczne. Dlatego, że PiS nie jest w stanie zapanować nie tylko nad najbardziej radykalnymi posłami, jak Krystyna Pawłowicz, której pozwala się wypisywać różne rzeczy na portalach społecznościowych, ale też nad samym prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Mamy gesty ze strony rządu, a jednocześnie prezes nie jest w stanie wznieść się ponad pewną małostkowość. Nie przychodzi na uczczenie minutą ciszy Adamowicza w Sejmie. Żadne tłumaczenia o przypadkowym spóźnieniu tego wrażenia nie przykryją. Widać, że PiS ma duży problem z prezesem.

A na czym polega „opadnięcie maski” w przypadku opozycji?

Widzimy, kto jest dziś prawdziwym liderem opozycji. I nie jest nim Grzegorz Schetyna, ale były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Przed tragedią rozważał on powrót do polskiej polityki, ale się wahał. Były poważne argumenty przeciw, głównie rodzinne. Teraz wahał się nie będzie. Widać, że ta tragedia dotknęła go osobiście. Był prywatnie zaprzyjaźniony z rodziną Adamowiczów. Wiemy, że pod tragedią i Donald i Małgorzata Tuskowie byli w kontakcie z rodziną prezydenta Gdańska. To to samo środowisko.

Adamowicz nie był jednak w PO. Ostatnio nawet partia wystawiła przeciwko niemu Jarosława Wałęsę…

Tak, ale to nie był spór z Donaldem Tuskiem, ale przewodniczącym Grzegorzem Schetyną. Dziś widzimy, że to Tusk będzie prawdziwym liderem opozycji. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Platforma będzie miała na sztandarach Pawła Adamowicza. A Donald Tusk zaangażuje się w polską politykę. I to nie w wyborach prezydenckich, ale znacznie wcześniej – już w wyborach parlamentarnych. Po prostu ta tragedia wstrząsnęła nim osobiście.

Czy tragedia gdańska będzie dla PO czymś takim jak Smoleńsk dla Prawa i Sprawiedliwości?

To zbyt daleko idące porównanie – pamiętajmy, że w Smoleńsku zginęło bardzo wielu ludzi, z różnych opcji politycznych. Owszem, zginął prezydent Lech Kaczyński, najwięcej posłów z PiS, dlatego to z tą partią ta tragedia jest kojarzona. Ale zginął też twórca Platformy Maciej Płażyński, Aram Rybicki – polityk PO z Gdańska, związany blisko z Tuskiem i rodziną Adamowiczów. A więc ta tragedia dotknęła wszystkich. Natomiast tu bardziej zasadne jest porównanie do mordu w łódzkim biurze PiS i śmierci Marka Rosiaka. Tam szaleniec wpadł do biura, krzyczał, że pozabija PiS-owców i zamordował Rosiaka i ranił pracownika. Z tą różnicą, że Marek Rosiak był działaczem PiS, ale większość ludzi dowiedziała się o nim już po jego tragicznej śmierci. Paweł Adamowicz był politykiem znanym w skali ogólnopolskiej.

Są głosy, że należy zmienić prawo tak, by uniemożliwiało mowę nienawiści. To krok w dobrym kierunku?

Osobiście zawsze jestem ostrożny, gdy dojdzie do tragedii, a politycy od razu proponują zmianę istniejącego prawa. Naprawdę wystarczy przestrzegać już istniejącego. Reagować w sytuacjach, gdy dochodzi do realnych gróźb, niebezpieczeństwa łamania prawa.

Czytaj także:
"Do końca wierzyłam...". Rzeczniczka prezydenta Adamowicza wspomina ostatni dzień swojego szefa

/ pha

Czytaj także