Wypłynęły nagrania ze Szpitala Południowego. "Wydaje się jakimś jądrem ciemności"

Wypłynęły nagrania ze Szpitala Południowego. "Wydaje się jakimś jądrem ciemności"

Dodano: 
Warszawski Szpital Południowy
Warszawski Szpital Południowy Źródło: PAP / Albert Zawada
– Ten szpital wydaje się jakimś po prostu jądrem ciemności na mapie warszawskich szpitali. Co parę dni wychodzą jakieś nowe informacje – mówił Marcin Przydacz.

W sierpniu 2025 r. starszy mężczyzna, przyjęty do Szpitala Południowego w Warszawie z powodu biegunki, został znaleziony martwy w szpitalnej toalecie po około czterech godzinach. Zamiast zgłoszenia sprawy do prokuratury placówka zdecydowała o przeprowadzeniu sekcji zwłok we własnym prosektorium. Podczas sekcji pomocnik nagrał rozmowę koordynatora prosektorium Artura Habowskiego z lekarzem. Na nagraniu słychać m.in. wypowiedzi sugerujące obawy przed reakcją prokuratury oraz krytyczne komentarze pod adresem personelu, który – jak mówił Habowski – powinien regularnie sprawdzać obecność pacjentów.

Nagranie zarejestrowało również rozmowę Habowskiego z rodziną zmarłego. Były szef prosektorium mówił o ciężkim stanie zdrowia pacjenta i schorzeniach serca, nie informując jednak, że mężczyzna został znaleziony martwy w toalecie. Habowski tłumaczy, że nie był upoważniony do przekazywania okoliczności zgonu i przyznaje, że jego słowa z nagrania „nie brzmią dobrze”, określając je jako „głupie żarty” i element zawodowego żargonu. Lekarz uczestniczący w sekcji, kierownictwo Szpitala Południowego oraz Ministerstwo Zdrowia odmówili komentarza. Okoliczności śmierci pacjenta bada Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów, prowadząc śledztwo w sprawie nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.

Przydacz: Jądro ciemności

Doniesienia medialne komentował szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. – To kolejna informacja dotycząca tego, co działo się w Szpitalu Południowym. Mam tylko jedno skojarzenie – ten szpital wydaje się jakimś po prostu jądrem ciemności na mapie warszawskich szpitali. Mam nadzieję, że w innych szpitalach tak nie jest, ale co parę dni wychodzą jakieś nowe informacje. Zastanawiam się, gdzie jest nadzór nad tym szpitalem. Przez te miesiące i lata, kiedy się działy te rzeczy, dlaczego prokuratura nie zaczęła badać tej sytuacji – stwierdził Marcin Przydacz w Kanale Zero.

– Wydaje się, że tutaj pierwszą rzeczą absolutnie jest źle sprawowany nadzór wewnątrz, a po drugie, próba tuszowania, ukrycia – mówił dalej.

Polityk ocenia, że rząd nie radzi sobie z obecną aferą. – Wydaje mi się, że rząd dzisiaj dopiero pod presją próbuje coś zrobić. Premier mówi tam, chyba w piątek, że do wtorku czeka na reformę zdrowia. Rządzi 3 lata i żadnej reformy systemu ochrony zdrowia nie zaproponował. W 3 dni, w weekend rozumiem minister Grenda miała coś wymyślić. Jedyne co wymyśliła, to to, żeby ograniczyć zarobki – stwierdził Przydacz.

"Rosyjska prowokacja"

Polityk dodał, że im pojawia się więcej doniesień o Szpitalu Południowym, tym częściej minister Sikorski i premier Tusk mówią o zbliżającej się rosyjskiej prowokacji.

– Pamiętam ostatnią wypowiedź premiera Tuska, to właśnie było w tygodniu, w którym pojawiły się skandale związane z brakiem nadzoru nad oczkiem w głowie Rafała Trzaskowskiego, czyli Szpitalem Południowym. Wcześniej, w kwietniu, mówił że zbliża się wojna – mówił dalej.

– Mijają miesiące, boję się, że to jak w tej bajce o wilku, że za każdym będzie mówił, że zbliża się wilk, ale wtedy rzeczywiście, kiedy coś się wydarzy, to już nikt go nie będzie słuchał, bo próbuje wykorzystywać to trochę jako element odciągający uwagę – mówił.

Czytaj też:
Lekarz wywołał burzę wpisem o zarobkach. "Niech wyjeżdża z Polski", "Szantaż?"
Czytaj też:
Dziennikarz zapytał o zarobki lekarzy. Szpital domaga się 8000 zł opłaty

Źródło: Kanał Zero
Czytaj także