Sprawę opisuje w piątek Wirtualna Polska, jest to kolejna odsłona afery szpitalnej, która zaczęła się w warszawskim Szpitalu Południowym, a następnie rozlała się na placówki w całej Polsce.
Stradomska twierdzi, że podczas roboczego spotkania z burmistrzem i jego zastępczynią Hanną Kułakowską-Michalak przekazała informacje o tym, że niektórzy samorządowcy kontaktowali się bezpośrednio z nią lub jej sekretariatem, aby uzyskać szybszy dostęp do świadczeń medycznych. Liczyła, że po przekazaniu tych informacji władze miasta podejmą działania ograniczające takie praktyki. Zaznaczyła jednak, że rozmowa miała charakter ustny i nie została udokumentowana w formie pisemnej, ponieważ – jak wyjaśniła – w urzędzie podobne sprawy omawiano podczas regularnych spotkań.
Radni zapisywani poza kolejnością?
Relacja byłej dyrektor przeczy wcześniejszym zapewnieniom burmistrza, który utrzymywał, że nie wiedział o przypadkach korzystania przez radnych z nieformalnych ścieżek dostępu do świadczeń i nie otrzymał w tej sprawie żadnych zgłoszeń. Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji Wirtualnej Polski, opisującej relację sygnalisty, według którego część radnych KO miała korzystać z badań wykonywanych poza kolejnością, przyspieszonego dostępu do specjalistów oraz recept załatwianych za pomocą wiadomości SMS.
Stradomska jest już drugą osobą, która publicznie potwierdziła istnienie takich praktyk – wcześniej podobne informacje przekazała była pracownica rejestracji, twierdząc, że personel otrzymał polecenie zapisywania radnych poza kolejnością.
W związku z medialnymi doniesieniami Narodowy Fundusz Zdrowia wszczął kontrolę doraźną dotyczącą dostępności świadczeń lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej w latach 2024–2025.
Czytaj też:
Bronili go do końca. Radni KO zablokowali odwołanie burmistrza Ursynowa Czytaj też:
Wypłynęły nagrania ze Szpitala Południowego. "Wydaje się jakimś jądrem ciemności"
